• Wpisów:82
  • Średnio co: 20 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 18:05
  • Licznik odwiedzin:10 934 / 1674 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 46


Domyśliłam się, że był to Rafał.
Zaczęłam szukać wzrokiem Julki, żeby zapytać jej co się stało. Gdy tylko zobaczyłam ją okrążoną przez trójkę chłopaków i śmiejąca się, zrozumiałam. Ewidentnie z nimi flirtowała. Przy swoim chłopaku! Jaką trzeba być idiotką żeby coś takiego robić.
Odwróciłam się i po prostu szybko oddaliłam w stronę Rafała.
Wyszłam z podwórka, rozejrzałam się i pobiegłam za znajomą sylwetką.
-Co się stało?-zapytałam, kiedy już obok niego szłam.
-Nic takiego. Po prostu muszę się przejść.
-Przecież widzę-odparłam.
-Julka woli towarzystwo tamtych chłopaków ode mnie-westchnął.
-Nie rozumiem jak może się tak zachowywać. Przecież jej na Tobie zależy.
-Na mnie? Czy może na popularności jaką zdobywa ze mną chodząc?
-To na pewno nie tak. Moja siostra może nie jest geniuszem ale nie mogłaby przecież czegoś takiego zrobić-odpowiedziałam.
-A jednak robi. Nagrała moją próbę i zaczęła to wszystkim pokazywać-powiedział.-Obcy mi ludzie zaczęli witać się ze mną na korytarzu, wszyscy się na mnie gapią...-powiedział.
Szedł obok mnie. Z rękami wepchniętymi w kieszenie kurtki. Smutek i zawiedzenie od razu było po nim widać.
-Nie chcę być gwiazdą. Znaczy chcę, ale nie taką. Chcę, żeby ludzie słuchali mojej muzyki, bo im się podoba, bo pokazuje prawdę. Nie zależy mi na kasie.
-Wiem, znam cię- trąciłam go lekko w ramię.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.

Będąc już na podwórku słyszeliśmy muzykę i śmiechy ludzi. Kiedy znaleźliśmy się za domem zastaliśmy śmiejącą się Julkę tańczącą z jednym z chłopaków. Sekundę później leżeli na trawniku.
-No i co zrobiłaś?-zaśmiał się (chyba) Kacper.
-Ja? To ty nie umiesz tańczyć!-śmiała się Julka.
Spojrzeliśmy z Rafałem tylko po sobie i od razu wiedzieliśmy co robić.
Ja pomogłam wstać Julce, a Rafał chłopakowi.
-Co ty robisz?!-wydarła się na mnie.
-Pomogłam ci wstać, a teraz chodź musimy pogadać-zaciągnęłam ją do domu.
-Co ty odpierdalasz?-zapytałam jej, kiedy znalazłyśmy się w kuchni.
-Co? Tańczyć nie można?-założyła ręce na klatkę piersiową.
-Można, ale to bardziej wyglądało jakbyś flirtowała z tym chłopakiem.
-O Jezu ty też masz z tym problem? Tylko tańczyliśmy-odparła.
-Julka zachowujesz się strasznie. Rafałowi jest przykro i...
-Nie wtrącaj się w mój związek z nim okej?! To sprawa po między mną, a nim-ruszyła do wyjścia do ogrodu.
-Julka...
-Daj mi spokój!-odkrzyknęła przez ramię.
-Julka!-krzyknął któryś z chłopaków.
-Bartuś!-podbiegła do niego, a on ją podniósł i się z nią zakręcił. Odstawił ją na ziemię i zaczęli tańczyć.
Ja pierdole co ta kretynka odwala.
Wchodząc do ogrodu zobaczyłam coś co mnie zamurowało.
Dominika tańczyła z Pawłem. Ale nie tak jak myślicie. Ona tańczyła w taki sposób, że przywarła plecami do jego klatki piersiowej i zaczęła zjeżdżać w dół. Wstała, odwróciła się do niego i odgarnęła ręką włosy. Położyła mu prawą rękę na ramieniu i zaczęła tańczyć kusicielsko.
Nie no tak kurwa nie będzie.
-Paweł chodź na chwilę-powiedziałam stając za Dominiką.
-Nie widzisz, że tań...-zaczęła poirytowana, ale kiedy się odwróciła i zobaczyła mnie unoszącą brwi i z rękami założonymi na klatkę piersiową- zamknęła się.
Punkt dla mnie.
-Chodź-wyciągnęłam do niego rękę.
Złapał za nią i wszedł ze mną do domu.
-Możesz mi wyjaśnić co to było?-zapytałam puszczając ją, kiedy tylko znaleźliśmy się w sypialni rodziców.
-Sam nie wiem. Tańczyliśmy normalnie, a potem zaczęła ten cały pokaz...
-A ty po prostu stałeś i patrzyłeś?-założyłam ręce na klatkę piersiową.
-Jesteś zazdrosna? O nią?-uniósł jedną brew i skierował prawą rękę z wystawionym kciukiem za siebie.
-Nie jestem zazdrosna. Po prostu zastanawiam się dlaczego mój chłopak tańczył z dziewczyną, która tańcem ewidentnie próbowała go uwieść-odparłam.
-Skarbie, nie musisz mieć jakichkolwiek obaw-przysunął się do mnie, tak blisko, że moje złożone ręce dotykały jego klatki piersiowej.
-Właśnie widzę.
-Postawmy sprawę jasno, Dominika jest ładna to prawda ale nie dorównuje tobie. Poza tym nie gustuje w takich małolatach. Wolę starsze-przysunął się jeszcze bardziej.
-Więc co? Jestem według ciebie już stara? No dzięki-odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Nie o to mi chodziło, chodziło mi o to, że...no...
-Nooo-spojrzałam na niego.-Wiesz, właściwie to ty powinieneś mieć obawy bo wolę starszych. Muszę poderwać jakiegoś pięćdziesięciolatka i...-nie zdążyłam dokończyć, ponieważ Paweł w jednej chwili przywarł swoimi ustami do moich. Objął mnie w pasie i przyciągnął bliżej siebie.
Odszczepiłam się od jego ust.
-Głupek-uśmiechnęłam się.
Nagle usłyszeliśmy jakieś krzyki, a potem dźwięk tłuczonego szkła. Natychmiast pobiegliśmy w stronę niepokojących dźwięków. Moim oczom ukazała się dwójka bijących się chłopaków. Szklane drzwi leżały w kawałkach na podłodze, a oni przeturlali się po nim.
Na szczęście Paweł i Dawid zdążyli odciągnąć ich od siebie.
Dopiero wtedy zobaczyłam twarze sekundę wcześniej bijących się chłopaków. To był Rafał i Alan.
Rafał miał pokaleczone ręce, a z jego ust płynęła strużka krwi. Alan również krwawił, a nad jego brwią widać było krwawiącą ranę.
-Co tu się stało?-zapytałam.
Zamiast odpowiedzi usłyszałam śmiech Julki leżącej na trawniku.
-Mela, Lidka zaprowadźcie Julkę do pokoju okej?-zwróciłam się do przyjaciółek.
-Jasne-odparła Mela i razem z brunetką podniosły moją siostrę i ruszyły z nią na górę.
-Czy komuś się coś jeszcze stało?-zapytałam.
-Nie, reszta cała-odparł Dawid.
-Dobra, wszyscy niech wchodzą do środka i siadają na kanapie-powiedział Filip.
-Okej, kto się zajmie Alanem?-zapytałam.
-My to zrobimy-zgłosiła się Marta z jakimś chłopakiem obok.
-Dacie sobie radę?-zapytałam.
-Tak, nie martw się-weszła pod jedną rękę Alana, jej kolega pod drugą i poszli do łazienki na dole.
-Zuza zajmij się Rafałem-polecił mi Filip.-Mu tutaj posprzątamy.
-Na pewno? W końcu to ja powinnam...
-Daj spokój-przerwał mi przyjaciel.-Idź z nim na górę.
-Okej. Chodź Rafał-weszłam mu pod ramię, objęłam go jedną rękę w pasie i ruszyłam na piętro.
Kilka chwil później znaleźliśmy się w łazience. Posadziłam go na brzegu wanny i powoli zdjęłam mu kurtkę.
-Jak to się stało?-zapytałam.
-Alan zaczął przystawiać się do Julki. Zaczął ją obejmować i przy mnie próbował ją pocałować. Auć!-skrzywił się, kiedy zdjęłam mu koszulkę.
-Przepraszam, nie chciałam.
-Wiem, wiem-odparł.
Całe szczęście skóra za amortyzowała w pewnej części upadek i szkło nie powbijało mu się w plecy. Jedynie trochę podrapało.
Wyjęłam z pudełka waciki i wodę utlenioną z apteczki. Nasączyłam jeden wacik.
-Chciał ją pocałować, więc się na niego rzuciłeś?
-To nie tak było-odparł.-Kiedy chciał ją pocałować na moich oczach, położyłem mu rękę na ramieniu i powiedziałem, żeby tego nie robił.
-Teraz będzie piekło-powiedziałam przykładając wacik do rany.
-Auć!
-Wybacz, ale musisz wytrzymać-odparłam.
-Okej. Dam radę.
-Kontynuuj-dodałam.
-No więc powiedziałem mu żeby tego nie robił. A on, że dlaczego. Więc powiedziałem mu, że Julka to moja dziewczyna i nie życzę sobie żeby ją całował-opowiadał dalej.-Wtedy ją puścił i odwrócił się do mnie.-Chłopak nie ściana, da się przesunąć, powiedział mnie popychając.-Nie pozwalaj sobie, odpowiedziałem mu i również go pchnąłem. To ty sobie nie pozwalaj, od teraz ona jest moja, uśmiechnął się złowieszczo. Wątpię, odparłem robiąc krok w stronę Julki, żeby odsunąć ją od tego gościa i wtedy on się na mnie rzucił i obaj polecieliśmy na drzwi-zakończył.-Przepraszam Zuza.
-To nie twoja wina-odparłam kończąc czyścić mu rany na plecach.-To ten powalony gość zniszczył drzwi. Dobrze, że nic ci się nie stało-dodałam delikatnie wycierając jego plecy papierem.
-Aż tak się o mnie martwisz?-usłyszałam.
Uklękłam przy nim.
-Oczywiście-odparłam zaczynając czyścić rany na jego rękach.
Nagle złapał prawą dłonią mój podbródek i uniósł ku sobie.
-Kolejny raz ratujesz moje ciało przed zakażeniem-uśmiechnął się.-Mój rycerz w spódnicy-zaczesał pasmo moich włosów za lewe ucho.
Pochylił się ku mnie.
Moje serce gwałtownie przyśpieszyło. Biło tak mocno, że miałam wrażenie, że może to usłyszeć. Wstrzymałam oddech, kiedy zamknął oczy. Nie mam pojęcia dlaczego, ale ja swoje również zamknęłam...i wtedy rozległo się pukanie.
-Rafał jesteś tam?-usłyszałam głos Meli.
-Tak jestem-odparł chłopak. Wstałam i podeszłam do drzwi otwierając je.
-Jak się czujesz?-wparowała do pomieszczenia.
-W porządku. Zuza oczyściła mi już prawie wszystkie rany- odparł przenosząc wzrok na mnie.
-Tak. Zostały jeszcze te na rękach-dodałam odwracając wzrok gdzieś w bok.
-Ja je oczyszczę-powiedziała Mela.
-Okej, a ja w tym czasie zobaczę co na dole-wyszłam zamykając drzwi.
O boże.
Gdyby nie Mela pocałowałabym się z Rafałem. Co mu się stało, że chciał to zrobić? Nie kocha już mojej siostry? A może za dużo wypił?
Żeby o tym nie myśleć zajrzałam do pokoju Julki. Dziewczyny położyły ją na łóżku i przykryły kołdrą. Jak dobrze, że śpi. Nie będzie się już w nic mieszać-wyszłam z pokoju i ruszyłam na dół.
W salonie panował spokój. Szkło zostało posprzątane, a brakująca szyba w drzwiach została przykryta kocem.
-Okej, dobra. No to czekamy-usłyszałam kawałek rozmowy Dawida.
-Dzięki za posprzątanie-zwróciłam się do niego.
-Nie ma sprawy. Właśnie zadzwoniłem do kuzyna, przyjdzie i odwiezie osoby blisko mieszkające do domów-uśmiechnął się
-Naprawdę?-spojrzałam na niego.
-Tak, Szymon jest naprawdę spoko, zawsze mogę na niego liczyć.
-A-ale to na pewno nie kłopot dla niego?-zapytałam.
-Wyluzuj Zuza, to żaden problem.
Po dwudziestu minutach kilka osób zostało zabranych do domów, w tym Alan. Potem kolejne cztery osoby miały zostać odwiezione, a resztę porozkładałam po domu. Marta, Asia i trzech chłopaków poszli spać do drugiego salonu, Mela, Dawid, Rafał i Lidka zostali w salonie, gdzie prócz rozłożenia kanapy dałam im materac. Karolina i Sylwia poszły spać do pokoju Julki, Tomek wrócił do domu nocnym autobusem, a ja zostałam sama z Pawłem.
W czasie, kiedy chłopak był w łazience ja postanowiłam ubrać się w piżamę. Rozebrałam się i stojąc w samej bieliźnie przed szafą zastanawiałam się co włożyć. Włożyłam krótkie czerwone spodenki, na górną część ciała wkładałam już czarny T-shirt, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę-powiedziałam obciągając do końca bluzkę.
Do pokoju wszedł Rafał.
-Hej, jak się czujesz?-uśmiechnęłam się mimo, że w środku czułam lekki niepokój.
-Już lepiej. Chciałem ci podziękować, że mnie opatrzyłaś-uśmiechnął się.
-Nie ma sprawy-odparłam.
-I chciałem przeprosić za te rozbite drzwi…oczywiście zapłacę za wstawienie szyby.
-To Alan będzie za to płacił nie ty-odparłam.
-Ale ja jestem współwinny. Zapłacę połowę, a on drugą połowę, okej?
-No wiesz…
-Wiesz, że potrafię być bardzo uparty nie?-uśmiechnął się łobuzersko.
-Wiem-odwzajemniłam uśmiech.
-W takim razie mamy umowę-wyciągnął do mnie rękę.
-Tak, mamy-ścisnęłam jego dłoń.
-To ja już pójdę. Dobranoc-uśmiechnął się i skierował się do drzwi.
-Jakbyście czegoś potrzebowali to mówcie.
-Jasne, pa-zaczął zamykać drzwi.
-Dobranoc-zdążyłam powiedzieć nim je zamknął.
Po chwili jednak do pokoju wszedł Paweł owinięty na biodrach w ręcznik.
-Co tam?-uśmiechnął się.
-Nic, zaraz kładziemy się spać. To była impreza pełna wrażeń-przeczesałam ręką włosy.
-Z tym się zgodzę-odparł.
-I jeszcze ta wybita szyba...-odwróciłam się do niego.
-O nią się nie martw-podszedł do mnie i wszczepił się w moje usta.
Sekundę później leżałam pod nim na łóżku. Wiedziałam do czego to zmierza, nie chciałam tego, nie teraz. Już chciałam mu coś powiedzieć, gdy nagle rozległo się pukanie. Paweł błyskawicznie stanął na nogi pociągając mnie za sobą.
-Proszę-powiedziałam.
Drzwi otworzyły się i ukazał się nam Rafał.
-Przepraszam, że przeszkadzam…ale Lidka źle się czuje i przyszedłem zapytać czy masz jakieś tabletki na ból głowy?
-Jasne, już idę-powiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
Rafał mnie uratował. Co ja gadam! Jak mógł mnie uratować przed moim własnym chłopakiem? Przecież Pawłowi nie zależy tylko na tym żebyśmy wylądowali w łóżku. Zeszliśmy na dół do kuchni.
Podeszłam do szafek i jednej z górnych wyjęłam mały koszyczek, gdzie znajdowały się opakowania z lekami. Wyjęłam jedną saszetkę i położyłam ją na blacie, wyjęłam szklankę z szafki, nalałam do niej wody z butelki stojącej na blacie. I z szklanką i saszetką podeszłam do leżącej na rozłożonej kanapie Lidki. Dziewczyna szybko się podniosła, wzięła do buzi tabletkę i popiła wodą.
-Dzięki Zuza-uśmiechnęła się znowu kładąc.
-Nie ma sprawy-odwzajemniłam uśmiech.-Okej, możecie włączyć sobie telewizję jeśli chcecie. Jakbyście czegoś jeszcze potrzebowali to mnie obudźcie-powiedziałam chowając saszetkę do koszyczka, a sam przedmiot do szafki. Szklankę zostawiłam na blacie.-Okej, dobranoc-uśmiechnęłam się do moich przyjaciół.
-Dobranoc-odpowiedzieli niemal w tym samym czasie.
Wróciłam do swojego pokoju. Gdzie zastałam ubranego w same bokserki Pawła, leżącego na moim łóżku z telefonem w ręce.
-Sprawa załatwiona?-spojrzał na mnie.
-Tak, wszyscy idą już spać-powiedziałam zamykając drzwi i podeszłam do łóżka. Weszłam pod kołdrę i ułożyłam się obok blondyna.
Chłopak odłożył telefon na stolik obok łóżka i odwrócił się do mnie.
-Skoro jesteśmy sami…co powiesz na to, żebyśmy dokończyli to co wcześniej nam przerwano?-uśmiechnął się i ponownie wszczepił się w moje usta.Po chwili jego ręką powędrowała do mojej bluzki, którą mi podwinął.
Wiedziałam, że nie mogę mu tak po prostu ulec. Nie byłam gotowa.
Odsunęłam go ręką.
-Paweł, posłuchaj ja…nie jestem jeszcze gotowa- powiedziałam patrząc mu w oczy.
-Dobrze, rozumiem-ucałował mnie w czoło.
-Chodźmy już spać-dodałam podnosząc się z łóżka i gasząc światło.
**********************************************************
Cześć!
Na początek od razu napiszę, że bardzo przepraszam za ponowną długą nieobecność ale ostatnio w moim życiu dużo się dzieje i nie miałam po prostu czasu nic wrzucić :c
Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba

Pozdrawiam.
A.Wiktoria

Zuza i Rafał
https://tvrecappersanonymous.files.wordpress.com/2011/05/st-berry-almost-kiss-twistdmentality.gif

Dziś tylko jeden gif :c
 

 
Rozdział 45


-Jeżeli sądzisz, że uda ci się uwieźć mojego chłopaka to się grubo mylisz-powiedziała Julka zaraz po tym jak wysiadłyśmy z autobusu. Przez całą drogę się do mnie nie odzywała, gdyby się bardziej przyjrzeć to wściekłość, którą była pobudzona wręcz z niej parowała.
-Droga siostrzyczko, nie wiem czy pamiętasz ale mam chłopaka. I nie zamierzam zmieniać swojego statusu, więc możesz sobie darować te głupie teksty-ruszyłam przed siebie.
-Pamiętaj, że jesteś niewidoczna dla Rafała. Jesteś jak powietrze, masz nam nie przeszkadzać, dotarło?-spojrzała na mnie wrogo.
-Wiem co mam robić-odparłam.
Po drodze wzięłam gazetę od jakiegoś mężczyzny, który je rozdawał.
Julka usiadła na ławce znajdującej się w pobliżu toru dla gokartów. Ja poszłam na następną i zakryłam się gazetą.
Po kilku chwilach zjawił się Rafał.
-Cześć-powiedział.
-Hej kochanie!-ucieszyła się Julka i rzuciła się na bruneta. Ucałowała go w usta i dodała:-Mam dla ciebie niespodziankę-wzięła go za rękę i ruszyła w stronę atrakcji.
Odczekałam kilka chwil i ruszyłam za nimi.
-Tadam!-zaśmiała się Julka wskazując na tor.
-Co my tutaj robimy?
-Jak to co? Będziemy jeździć. Chodź-pociągnęła go za rękę.
Julka i Rafał ubrali się w specjalne kombinezony i kaski. Powsiadali do oddzielnych gokartów; Julka do czerwonego, Rafał do niebieskiego.
Jeździli tak przez całą godzinę. Potem udali się do kawiarni, a ja w ślad za nimi. Niestety dalszej części wędrówki pojawiło się więcej ludzi i co chwila musiałam kogoś wymijać. Aż w końcu na kogoś wpadłam.
-Przepraszam-powiedziałam i ruszyłam już dalej, gdy zatrzymał mnie głos tej osoby.
-Zuza?
Odwróciłam się i zobaczyłam Tomka(kolegę z gimnazjum). Jego blond włosy były postawione na żel. Miał na sobie czarny T-shirt i jeansowe krótkie spodnie.
-O, cześć Tomek-uśmiechnęłam się.
-Śliczna sukienka, dokąd się wybierasz?
-Dziękuję. A wiesz...tak sobie spacerowałam-skłamałam. Nie miałam już ochoty pilnować Julki.
-To co powiesz na wspólny spacer?-uśmiechnął się.
-Chętnie.
Zaczęliśmy iść.
-Więc...co u ciebie?-zapytałam.
-Szczere? Słabo-skrzywił się.
-Dlaczego?
-Dowiedziałem się ostatnio, że mój tata zaczął się z kimś spotykać. Moja mama udaje, że jej to nie rusza ale wiem jaka jest prawda. Ta naprawdę to wzięli rozwód tak z dupy, z dnia na dzień-wyjaśnił.-Jak o tym myślę to po prostu muszę zapalić-wyjął z kieszeni spodni paczkę papierosów.-Chcesz?-zapytał.
Potrząsnęłam przecząco głową.
Włożył jednego do ust i podpalił końcówkę ogniem z zapalniczki. Zaciągnął się i wypuścił dym.
-Może usiądziemy?-zapytałam.
-W sumie możemy-usiadł na ławce, ja zajęłam miejsce obok niego.
-Moja matka zawsze kochała mojego ojca. Zawsze przy nim stała, wspierała go, a ten skurwiel ją zdradził. Alicja oczywiście trzyma stronę ojca, matkę zawsze uważała za nieudacznicę. Nigdy się jej nie słuchała.- Dlatego praktycznie z nią nie gadam, a to moja siostra bliźniaczka. Pojebane to wszystko-zaciągnął się papierosem.-Wybacz, że ci pierdole o swoich problemach, pewnie masz ciekawsze i ważniejsze sprawy-powiedział wypuszczając dym.
-Wcale nie. Nawet nie wiesz jak bardzo ci współczuje...ale jeżeli już szczerze rozmawiamy, to ja też nie miałam lekko-odparłam.
-Co się stało?
-Kilka miesięcy temu do mojej klasy dołączył pewien chłopak...zakochałam się w nim. Przez chwilę nawet myślałam, że on też coś do mnie czuje ale...potem się okazało, że woli moją siostrę. Są właśnie w najbliższej kawiarence stąd, na randce-powiedziałam.
-Kurde, przykro mi.
-Ale od kilku miesięcy mam chłopaka, więc...po prostu się tym nie przejmuje-dodałam.
-Przynajmniej tyle. Słuchaj...jestem już trochę spóźniony, więc może dam ci swój numer? Umówilibyśmy się, żeby pogadać, co ty na to?
-Jasne-uśmiechnęłam się i wyjęłam komórkę. Zapisałam podyktowany przez Tomka numer i z powrotem umieściłam urządzenie w torebce.
-Dobra lecę, jak coś to dzwoń...albo pisz jeżeli wolisz-uśmiechnął się wstając.-Trzymaj się-pocałował mnie w policzek i skierował swoje nogi w przeciwną stronę do tej w którą musiałam się udać.-A,Zuza?
Spojrzałam w jego stronę.
-Dzięki za rozmowę-uśmiechnął się.
-Zawsze do usług-odwzajemniłam uśmiech.

Okazja żeby pogadać nadarzyła się dość szybko. Tata dostał z pracy zaproszenie na bankiet i stwierdził, że weźmie ze sobą mamę. Mało tego bankiet miał odbyć się w Krakowie. Zgodzili się bym zaprosiła kilku znajomych, pod warunkiem, że kiedy w niedziele wieczorem wrócą dom będzie cały i czysty.
Kiedy się o tym dowiedziałam natychmiast w szkole powiedziałam o tym moim przyjaciołom.
-To świetnie!-ucieszyła się Mela.
-Kogo jeszcze zaprosisz prócz nas?-zapytał Dawid.
-Na pewno Rafała, Filipa,Dagmarę, Lidkę i Tomka.
-Jakiego Tomka?-zdziwiła się moja przyjaciółka.
-Chodził z nami do szkoły. Brat bliźniak Alicji.
-Ten Tomek?-zrobiła wielkie oczy.
-No tak, a co?
-Czemu chcesz go zaprosić? Rozmawiałaś z nim w ogóle?-zapytał Dawid.
-Tak, kilka razy. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. I wydaje mi się, że będzie się dobrze z nami bawić.
-Jesteś tego pewna?-zapytała Mela.
-Tak jestem. Zobaczycie będzie fajnie-uśmiechnęłam się.

***
Rodzice wyjechali wcześnie rano.
Po ich wyjściu zakluczyłam drzwi i wróciłam do łóżka.
Obudziłam się przed dziewiątą. Wzięłam prysznic, ubrałam się w luźne dresy i w turbanie na głowie poszłam zjeść śniadanie.
W trakcie robienia tostów do kuchni weszła Julka w swojej piżamie; czyli w krótkich różowych spodenkach i białej bluzce na ramiączka. Jej włosy były spięte w kucyka. Bez makijażu wyglądała o niebo lepiej, ale oczywiście nigdy mnie nie słucha i musi rysować kreski na oczach i nakładać tonę pudru bądź fluidu na i tak gładką i czystą skórę.
-Dobry-ziewnęła.
-Cześć-uśmiechnęłam się.-Zrobić ci tosta?
-Jeżeli możesz-usiadła do stołu.
-Sądziłam, że będę musiała cię budzić, a tu proszę taka niespodzianka-powiedziałam wyciągając z tostera przypieczone kromki chleba wraz z wędliną, serem i pomidorem. Nałożyłam na talerz, nalałam obok trochę ketchupu i podałam Julce.
-Dziękuję-odparła zabierając się za jedzenie.
-Smacznego- powiedziałam. I zaczęłam dorabiać porcję dla siebie. Kilka chwil potem dosiadłam się do siostry.
-Trzeba ławkę stojącą na podwórku przesunąć bliżej ogniska. Drugą trzeba wynieść razem z krzesłami i ławą z piwnicy.
-Racja, trzeba. Wiesz już w którym miejscu będzie ognisko?-zapytała.
-Tak, nawet wczoraj ustawiłam w tamtym miejscu kamienie.- Paweł powiedział, że przyjedzie wcześniej żeby zająć się cięższą częścią pracy.
-Okej. Może Rafał też wcześniej przyjedzie?
-Rozmawiałam z nim wczoraj o tym w szkole i powiedział, że będzie wracać prosto od babci, więc nie ma jak przyjechać wcześniej-wyjaśniłam.
-Powiedział to tobie, a mnie nawet słowem o tym nie wspomniał?
-Mówił, że już wiesz-zdziwiłam się.
-Jak widać nie wiem-burknęła.
-Dobra, zróbmy tak. Ty teraz pójdziesz się ubrać, i zaraz wrócisz mi pomóc tutaj ogarniać.-Okej?
-Okej-odparła i wyszła.
Oswobodziłam włosy z turbanu i zaniosłam go do łazienki. Rozczesałam włosy i jeszcze wilgotne pozostawiłam do wyschnięcia.
Podeszłam do wieży stojącej w salonie i włączyłam ją. Podłączyłam swojego pen drive'a i włączyłam muzykę. Sekundę później w salonie rozbrzmiała gitara elektryczna, rozpoczynającą jedną z piosenek AC/DC. Wróciłam do kuchni i wzięłam się za sprzątanie.
Po upływie kilku chwil dołączyła do mnie Julka.
Podczas sprzątania całego dołu razem śpiewałyśmy i wygłupiałyśmy się. W ten sposób minęły nam prawie dwie godziny. Potem wzięłyśmy się za górę. Posprzątałyśmy łazienkę, swoje pokoje i pokój rodziców.
I właśnie w ten aktywny sposób dotrwałyśmy do godziny trzynastej.
Żeby nie tracić zapału wyjęłam kosiarkę z garażu i wzięłam się za koszenie podwórka. Julka w tym czasie zaczęła robić kanapki na ognisko. W prawdzie goście mieli donieść coś od siebie ale to nie znaczyło, że powitamy ich bez niczego.
Kiedy skończyłam kosić trawę, zgarnęłam ściętą grabiami i wrzuciłam do dwóch worków, które wystawiłam przed bramę.
-Jak tam kanapki?-zapytałam wchodząc do domu.
-Zrobiłam ich na trzy talerze-odparła Julka.
-To świetnie-uśmiechnęłam się.-Teraz zostało wynieść wieżę na dwór i poustawiać ławki wokół ogniska, a i trzeba jeszcze ustawić patyki na stos.
-Okej, zdążymy ze wszystkim jest po piętnastej. Goście mają przyjść o osiemnastej a i tak pewnie się spóźnią.
-Spoko. Uff na dworze jest tak gorąco, muszę się czegoś napić-podeszłam do lodówki i wyjęłam karton soku jabłkowego.
Po jakiejś godzinie przyszedł Paweł;ubrany w niebieski T-shirt i jeansowe spodnie.
-Cześć skarbie-powitałam go całując.
-Hej. Przyniosłem wino-podniósł rękę z butelką.
-To świetnie-uśmiechnęłam się biorąc je od niego.-Zapraszam-powiedziałam idąc do kuchni, postawiłam wino na blacie i wyciągnęłam z szafki paczkę kubeczków, talerzyków i sztućce.
-Dobra, to co trzeba zrobić?-zapytał.
-Trzeba wynieść ławkę z piwnicy. Spokojnie nie jest duża, trzeba przesunąć ławkę z podwórka i wynieść kilka krzeseł i ławę z piwnicy.
-Okej, pokaż mi gdzie jest piwnica-powiedział.
-Jasne, chodź-wyszliśmy na zewnątrz. Na jednej ze ścian znajdowały się drzwi prowadzące do średniego pomieszczenia, gdzie stały stare graty. Otworzyłam drzwi kluczykami i weszłam do środka zapalając światło.
-Dobra, ty idź się ogarniać, a ja tu sobie poradzę.
-Pomogę ci-powiedziałam.
-Nie trzeba.
-Myślisz, że nie dam sobie rady?-zapytałam.
-Kochanie, oczywiście, że dasz. Ale gospodyni nie powinna się tak przemęczać-wziął moją twarz w dłonie.-Idź się ogarniać-pocałował mnie w usta i wszedł do piwnicy.
Udałam się na górę, gdzie zwinęłam swoje włosy na karku i zabezpieczyłam to gumką do włosów. Otworzyłam szafę i zaczęłam się zastanawiać w co się ubrać. Po chwili namysłu wybrałam bordową bluzkę, szorty, sweter we wzory i czarne botki. Jako dodatek wybrałam złoty naszyjnik i złote oraz czarne bransoletki. Poszłam do łazienki i narysowałam na powiekach kreski, rzęsy dolne i górne potraktowałam tuszem, a na usta nałożyłam ciemnoczerwoną szminkę. Ubrałam się w ciuchy i biżuterię. Na koniec rozpuściłam włosy, które po rozczesaniu ułożyły się w fale. Pozwoliłam im opadać swobodnie na moje ramiona. Wróciłam do pokoju i włożyłam do kieszeni spodni telefon. Zeszłam na dół i udałam się na zewnątrz.
Tam zastałam Pawła bez koszulki kładącego ostatnią porcję patyków w miejsce, gdzie potem miały zapłonąć.
-Czemu jesteś bez koszulki?-zapytałam.
-Nie chciałem się ubrudzić-wyjaśnił.-Ale ręce i tak muszę umyć.
-Jasne, chodź do domu. Ja pójdę po kanapki-weszliśmy do budynku.
Blondyn poszedł się umyć, a ja wyjęłam z lodówki talerze z kanapkami. Wyniosłam je na dwór, potem wróciłam po kubeczki,talerzyki i sztućce. Doniosłam jeszcze dwie miski z chipsami i wino.
-Coś jeszcze trzeba wynieść?-zapytał Paweł.
-Tak, wieżę-odparłam.-W tym akurat muszę ci pomóc.
-Okej.
Wspólnymi siłami wynieśliśmy wieżę i postawiliśmy ją na dużej ławie, gdzie mieścił się już prowiant.
Podłączyłam do wieży pen drive'a z piosenkami na imprezę.
Sprawdziłam godzinę: za dziesięć szósta.
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka.
-Już są, idę im otworzyć-powiedziałam i udałam się do drzwi.
Kiedy je otworzyłam moim oczom ukazała się Mela, Dawid i Lidka.
-Cześć!-ucieszyłam się.-Wchodźcie do środka.
Zauważyłam, że włosy Meli były podkręcone na lekkie fale, jej oczy zostały podkreślone z pomocą kresek i wydłużonych rzęs. Jej usta miały kolor różowy. Miała na sobie czarną bluzkę Jack'a Daniels'a i krótkie różowe spodnie.
Lidka miała włosy spięte w wysokiego kucyka. W uszach tkwiły złote kółka. Jej oczy podkreślały pogrubione rzęsy, a usta miały kolor czerwony. Miała na sobie czerwoną bluzkę, czarną krótką spódniczkę przylegającą do ciała i czarną marynarkę.
-Świetnie wyglądacie-powiedziałam całując się z nimi w policzki.
-Ty też-odpowiedziały.
-Dawid ty również świetnie wyglądasz-pochwaliłam przyjaciela.
Miał na sobie jeansową koszulę i czarne krótkie spodnie.
-No przecież wiem-przeczesał ręką włosy z uśmiechem.
-Przynieśliśmy trochę piwa i chipsy-powiedziała Lidka.
-Okej, idźcie do ogrodu. Zaraz doniosę miskę na chipsy.
-Dobra-odeszli.
Podeszłam do szafki i wyjęłam z niej miskę. Już miałam iść do ogrodu, kiedy po raz kolejny zadzwonił dzwonek.
Podeszłam i otworzyłam je.
-Cześć-uśmiechnął się Filip w towarzystwie jakiejś dziewczyny.
-Hej, wchodźcie-wpuściłam ich do środka.-Wybacz, że zapytam ale kim jesteś?-spojrzałam na dziewczynę.
-Zuza nie wygłupiaj się-powiedział Filip.
-Nie wygłupiam, kto to jest?
-Aż tak się zmieniłam?-zdziwiła się.
I wtedy mnie olśniło.
-Dagmara. OMG przepraszam! Nie poznałam cię-zrobiłam się czerwona.
Dziewczyna rzeczywiście się zmieniła. Skróciła jeszcze bardziej włosy, ścięła grzywkę i przefarbowała je na brąz. Miała na sobie kwiatową sukienkę na krótki rękaw.
-Przynieśliśmy piwo-powiedział chłopak.
-Okej, idźcie do ogrodu. Zaraz przyjdę-uśmiechnęłam się.
-Okej-odeszli.
Nagle po schodach zeszła Julka. Miała na sobie krótką bluzkę na ramiączka i długą spódnicę-wszystko w kolorze białym z różowymi różami. Z uszu zwisały jej duże złote kółka. Jej włosy zostały spięte po części w kucyka, a reszta opadała na ramiona. Jej oczy zostały podkreślone za pomocą kresek i pogrubionych rzęs. Jej usta w kolorze różu rozciągnęły się w uśmiechu.
-Jak wyglądam?-okręciła się kiedy zeszła ze schodów.
-To zwykłe ognisko. Nie musiałaś się tak stroić.
-Ubrałam się normalnie-założyła ręce na klatkę piersiową.
-Niech ci będzie. Kto od ciebie będzie?
-No tutaj jest taka sprawa,że...-nagle rozległ się dźwięk dzwonka.
-Otworzę-ruszyłam do drzwi.
-Zaprosiłam trochę więcej osób-usłyszałam.
-Że co?!-odwróciłam się do niej, jednak zdążyłam już nacisnąć na klamkę.
Wzięłam głęboki oddech i pociągnęłam drzwi do siebie.
-Hej-uśmiechnęłam się.
Moim oczom ukazało się kilka obcych mi dziewczyn i chłopaków.
-Cześć, przynieśliśmy trochę wódki, piwa i jedzenie-odezwała się najbliżej stojąca drzwi dziewczyna.
Miała czarne proste włosy, z przedziałkiem na środku, sięgające jej do zgięć rąk. Jej brązowe oczy okalały wachlarze rzęs, a na powiekach widać było kreski. Jej krwistoczerwone usta rozciągnęły się w uśmiechu ukazując kolczyka zwanego "smile' em". Miała na sobie czarną bluzkę na ramiączka z dużym dekoltem i białą, krótką, obcisłą spódniczkę.
-Hej, wchodźcie-otworzyłam szerzej drzwi i wpuściłam ich do środka.
Do domu weszło coś około piętnastu osób.
-Hej Julka!-przywitała się dziewczyna całując się z moją siostrą w policzek.
-Cześć, fajnie, że wpadliście-uśmiechnęła się moja siostra witając się w ten sposób z każdą osobą.-Idźcie do ogrodu.
-Okej-odparł jakiś chłopak niosący dwa czteropaki piwa.
-Hej kochana!-przywitała się z Julką Karolina, która zdążyła wcisnąć się do środka nim zamknęłam drzwi.
-Hej!-ucieszyła się Julka.-Świetnie wyglądasz.
-Ty też-uśmiechnęła się Karolina.
-Idź do ogrodu zaraz tam przyjdę.
-Okej-odeszła.
Za chwilę rozbrzmiała głośno muzyka.
-Możesz mi wyjaśnić co to za ludzie?-założyłam ręce na klatkę piersiową.
-Są ode mnie z rocznika. Gadałam z Karoliną o imprezie i akurat Dominika usłyszała...
-Która to Dominika?-przerwałam jej.
-Ta co weszła pierwsza.
-Okej, usłyszała i co?-patrzyłam na nią ciskając w nią piorunami.
-I zapytała czy może wpaść, więc powiedziałam,że jasne. I przekazała to kilku osobom z mojej klasy jak i z innych klas z mojego rocznika...no i przyszli.
-Znasz w ogóle tych ludzi?
-Znam. Niektórych mniej lub bardziej-odparła.
-Umówiłyśmy się, że maks sześć osób możesz zaprosić. A ty sprowadziłaś ich tutaj piętnaście!-wybuchłam.-Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?
-Nie wiedziałam jak ci o tym powiedzieć.
-Jasne. Dobra, idź już do nich-wepchnęłam jej w ręce miskę.
Blondynka poszła do ogrodu, a ja podeszłam do jednej z szafek w kuchni i wyjęłam z niej drugą paczkę kubeczków.
Poszłam do ogrodu, gdzie goście zdążyli się już ze sobą poznać.
-Zuza-zagadała do mnie Julka.-Poznaj moich znajomych-przedstawiła mi wszystkich.
W prawdzie nie wszystkie imiona zapamiętałam idealnie ale jakoś dam radę.
Otworzyłam paczkę kubeczków i wszystkim rozdałam po jednym.
Mela wzięła mnie na bok.
-Co to za ludzie?-zapytała.
-Dopiero ich poznałam. Julka jakieś siedem minut temu powiedziała mi, że zaprosiła kilka osób więcej.
-Twoja siostra zawsze musi coś odwalić. Ah...jakoś damy radę.
-Dzięki-uśmiechnęłam się do niej.
-Od czego ma się przyjaciół-odwzajemniła uśmiech.
Po coś około pół godzinę podeszła do mnie jakaś dziewczyna.
-Napijesz się ze mną?
Chyba miała na imię Marysia.
Miała proste brązowe włosy, które sięgały jej do zgięć rąk. Na głowie miała full cap'a z daszkiem do tyłu. Jej oczy podkreślały górne kreski, które łączyły się z kreskami na dole oka. Jej rzęsy zostały wydłużone i pogrubione. Miała na sobie czarną, krótką bluzkę z napisem i białe szorty.
-Hej...Marysia?
-Marta ale nie szkodzi-uśmiechnęła się.
-Chętnie się z tobą napije-powiedziałam odkręcając butelkę wódki. Nalałam trochę do jej kubka i do mojego.
-Za młodość-stuknęła swoim w mój.
-Za młodość-powiedziałam wychylając całą zawartość, która paliła moje gardło. Popiłam więc sokiem.
-Skąd znasz moją siostrę?-zapytałam.
-Chodzimy razem do klasy.
-Rozumiem. Powiedz mi tak szczerze...moja siostra jest popularna na waszym roczniku?-zapytałam.
-Szczerze mówiąc to trochę tak. Ale to między innymi przez to, że trzyma z Dominiką...a jej chłopak to muzyk.
-Jest popularna dzięki Rafałowi?-zdziwiłam się.
-No wiesz...nie każda dziewczyna ma okazję być z muzykiem. Poza tym on świetnie gra i śpiewa.
-Skąd wiesz?-zapytałam.
-Julka była na próbie jego zespołu i nagrała jak grają.
Dziwne.
Nie sądziłam, że Rafał pozwolił jej nagrać próbę zespołu. Nie chciał, żeby ludzie zaczęli traktować go jak jakąś gwiazdę.
-Wiesz, nie chce nic mówić. Ale Dominice chyba spodobał się Twój chłopak.
-Co?-spojrzałam na nią.
-Sama zobacz-powiedziała odwracając głowę.
Poszłam w jej ślad i zobaczyłam gadającego Pawła z Dominiką.
-Tylko z nim gada.
-Za chwilę odgarnie z prawego ramienia włosy-dodała.-Trzy...dwa...jeden.
I rzeczywiście czarnowłosa to zrobiła.
-Skąd w ogóle wiesz, że to mój chłopak?
-Julka mi powiedziała-upiła łyk soku.
-I skąd wiedziałaś co zrobi Dominika?
-Za długo ją znam, żeby tego nie wiedzieć. Najpierw odgarnie włosy, potem zagryzie dolną wargę. A przy pierwszej lepszej okazji, kiedy będą się z czegoś śmiać położy mu rękę na ramieniu-wyjaśniła.-A kiedy już to zrobi zaprosi go na spacer.
-Wow, nieźle. A ona wie, że Paweł to mój chłopak?
-Nie-kolejny łyk.-O ręka.
-Co?-zdziwiłam się.
-Ręka-pokazała wzrokiem.
Odwróciłam wzrok we wskazany przez nią kierunek i zobaczyłam Dominikę zabierającą rękę z ramienia Pawła.
-Wybacz mi na chwilę-uśmiechnęłam się do niej biorąc kubek z sokiem.
Udałam się prosto do tamtej dwójki.
-Hej kochanie-pocałowałam blondyna w policzek.-Widzę, że już poznałeś Dominikę-spojrzałam na nią z uśmiechem.
-Tak-objął mnie w pasie.-Właśnie rozmawialiśmy o filmie, który niedawno wszedł do kin.
-Właśnie. Wybaczcie, piwo mi się skończyło-odeszła.
-Tylko mi nie mów, że jesteś zazdrosna-przyciągnął mnie do siebie.
-A powinnam?-spojrzałam mu w oczy.
-Wiesz, że nie-zaczesał mi prawe pasmo za ucho.-Kocham cie-pocałował mnie w usta.
-Ja ciebie też-powiedziałam, kiedy się od siebie odszczepiliśmy.
Nagle zaczął dzwonić mi telefon. Wyjęłam go z kieszeni, na ekranie wyświetliło się zdjęcie Rafała,bez zastanowienia nacisnęłam na zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Cześć Zuza-odezwał się głos po drugiej stronie.-Będę za jakieś pięć minut, mam wejść przez dom czy iść przez podwórko?
-Opcja numer dwa-odparłam.
-Okej. Widzimy się za chwilę.
-Okej, pa-rozłączyłam się.
Tak jak chłopak zapowiedział, tak zrobił. Po kilku chwilach pojawił się przy mnie.
Miał na sobie białą bluzkę, skórzaną kurtkę i jeansy.
-Hej-przywitałam się z nim buziakiem w policzek.
-Cześć-uśmiechnął się witając też z Pawłem.
-Jak się czuje babcia?-zapytałam.
-Lepiej, wróciła do domu. W prawdzie musi dużo odpoczywać ale ważne, że jest już w domu-odparł.
-No to dobrze-uśmiechnęłam się.
-Wiesz, ogólnie to...-zaczął ale przerwała nam Julka.
-Cześć kochanie!-podeszła do chłopaka i wszczepiła się w jego usta.-Miałam już do ciebie dzwonić, żeby spytać o której będziesz-uśmiechnęła się łapiąc go za rękę.
-Ważne, że już jestem-odparł.
-Właśnie, chodź-pociągnęła go za rękę.
-Pogadamy później-zdążył powiedzieć do mnie przez ramię.
Piłam z przyjaciółmi, tańczyłam, śpiewałam. W między czasie zjawił się Tomek i bawił się wraz z nami. W pewnym momencie zrobiło mi się gorąco, więc zdjęłam sweter. Ale nie było mi wcale zimno. Wracając jednak do imprezy.
Bawiłam się świetnie do czasu.
Jedyne co zdążyłam zarejestrować to oddalającą się postać w skórzanej kurtce.
**********************************************************
Witajcie!
Wracam po (za) długiej przerwie.
Ostatnio nie miałam ani weny i czasu na pisanie.
Jednak, kiedy któregoś dnia dostałam porządnego kopa inspiracji napisałam trzy rozdziały wprzód
Od tego rozdziału zaczyna się fala akcji i wydarzeń, które zmienią większość rzeczy w życiu bohaterów.
Niektóre zmiany będą dobre, drugie...już niekoniecznie.
Cóż, liczę że rozdział się Wam spodoba.
+
Ostatnio cofnęłam się do początku bloga. I zobaczyłam, że bohaterowie nie do końca są moim wyobrażeniem.
Postanowiłam więc to naprawić.
(Zdjęcia tych bohaterów, których tu nie ma oznacza, że pozostają tacy sami, ale zdjęcie Zuzy postanowiłam dodać od tak xd).

Pozdrawiam.
A.Wiktoria

Strój Zuzy na ognisko



Strój Julki na ognisko



BOHATEROWIE

*Zuzanna "Zuza" Leszczyńska



* Julia "Julka" Leszczyńska



*Rafał Zakrzewski



*Melania "Mela" Maj



*Dawid Moskal

  • awatar Jestem tylko snem: taki długi rozdział ale milo się czytało :) fajne postaci, dobrałaś zdjęcia idealnie :)
  • awatar Raz $ię żyje!: Jak miło jest przeczytać nowy rozdział, po tak długiej przerwie :D Mam nadzieję, że kolejny będzie szybko ;) Oddalająca się postać w skórzanej kurtce? Coś czuję, że będzie ciekawie ;)
  • awatar zuuuziczek: uuu... Wreszcie wróciłaś..:) I wreszcie zaczyna się dziać coś więcej... Czekam na kolejne rozdziały i mam nadzieję, że wykorzystałaś już limit urlopu...:p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hej Wszystkim!
Z wielką przyjemnością chciałabym zaprosić Was na mojego kolejnego bloga, gdzie od piątku można przeczytać prolog mojego kolejnego opowiadania http://writebooker.blogspot.com/2015/07/powitanie-prolog.html
Nie oznacza to, że rzucam te blogi tutaj.
Nadal będziecie mogli czytać o dalszych losach Zuzy, jak i Lindy

Pozdrawiam.
A.Wiktoria

http://33.media.tumblr.com/fbf08458de806ccc653c8291d4d64033/tumblr_n0jedt554x1sb45afo1_500.gif
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rozdział 44


Nie chciałam pomagać Julce. Ale ona już kolejny raz mnie do tego zmusiła. Gdybyśmy żyły w bajce, na bank byłaby tym czarnym charakterem.
Westchnęłam.
Byłyśmy umówione na sobotę.
Po chwili zadzwonił dzwonek. Wyszłam z klasy w towarzystwie swoich przyjaciół i skierowałam się do szatni.
-Okay my już lecimy-usłyszałam głos przyjaciółki.
-Jasne. Widzimy się jutro-uśmiechnęłam się.
-Jesteś pewna, że nie chcesz z nami iść?-zapytał Dawid.
-Na pewno. Idźcie i dobrze się bawcie-uśmiechnęłam się.
-Na pewno?-zapytała Mela.
-Na pewno. I nawet przez chwilę macie się o mnie nie martwić.
-Tak jest-zasalutował Dawid.
-Lepiej idźcie inaczej się spóźnicie-zaśmiałam się.
-Do jutra!-krzyknęła blondynka wychodząc z przedziału.
Kilka chwil później i ja wychodziłam z budynku. Od razu skierowałam się na przystanek autobusowy. Na szczęście nie musiałam długo czekać na ten środek transportu i kilkanaście minut później szłam do szpitala z bukietem kwiatów.
-Dzień dobry pani Anastazjo-powiedziałam do kobiety na recepcji.
-O! Cześć Zuza-uśmiechnęła się.-Kolejne kwiaty?-spojrzała na bukiet.
-Tak. Tamte już zwiędły, a babcia bardzo lubi kwiaty-odpowiedziałam.
-Gdyby mogła je zobaczyć jestem pewna, że by się rozpromieniła.
Uśmiechnęłam się.
-Nie zatrzymuję cię dłużej. Leć do babci-mrugnęła.
-To dla pani- wyjęłam z bukietu czerwonego tulipana.
-Dziękuję-uśmiechnęła się.
Nie tracąc czasu ruszyłam do pokoju, gdzie leżała pogrążona we śnie babcia. Jakieś trzy dni temu lekarze zdiagnozowali, że stan kobiety się pogarsza. By uniknąć najgorszego wprowadzili ją w śpiączkę.
-Dzień dobry babciu-powiedziałam wchodząc do pokoju.-Przyszłam z nowym bukietem- ucałowałam ją w czoło. Wyjęłam zwiędłe już róże z wazonu i wyrzuciłam je do kosza. Podeszłam z wazonem do umywalki i nalałam zimnej wody. Postawiłam pełne ciekłej substancji naczynie na stoliku i włożyłam do niego tulipany. Przysunęłam krzesło bliżej łóżka. Usiadłam na nim i wyciągnęłam książkę, z zaznaczoną stroną za pomocą kawałka kartki. Otworzyłam ją i zaczęłam czytać na głos.
Robiłam tak odkąd zasnęła.
Czytałam jej moją nową lekturę jaką była „Lalka” napisana przez Bolesława Prusa.
Kobieta lubiła stare książki, więc pomyślałam, że ta będzie odpowiednia.
Po półtorej godzinie, zaznaczyłam kartką stronę na której skończyłam czytać i zapakowałam przedmiot do plecaka.
-Jutro też przyjdę babciu-uśmiechnęłam się pomimo łez jakie zebrały się w moich gałkach ocznych. Ucałowałam ją w czoło i wyszłam.

***
Leżałam w łóżku. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na zegarek stojący na etażerce obok mebla, na którym spoczywało moje ciało.
9: 15
Eee, dziś jest sobota. Mogę dłużej pospać.
Przekręciłam się na drugi bok i zamknęłam oczy.
Nie dane mi było jednak długo pospać. Gdyż jakieś dwadzieścia minut później wybudziło mnie donośne pukanie do drzwi.
-Co?!-krzyknęłam z pretensją odwracając się w ich stronę.
-Wstawaj!-rozpoznałam głos Julki.
-No chyba sobie jaja robisz! Wiesz, która jest godzina?
-Późna! A teraz wstawaj. Musimy wszystko ustalić-usłyszałam.
-Mamy cały dzień! Daj mi spać!-nakryłam się na głowę.
-Wstawaj albo tam wejdę!
-Nie wejdziesz! Zamknęłam drzwi na klucz!-odkrzyknęłam odkrywając twarz.
-Zobaczymy!
Usłyszałam jak odeszła spod drzwi. Usatysfakcjonowana nakryłam się z powrotem na twarz i zamknęłam oczy. Zaraz jednak byłam zmuszona je otworzyć, ponieważ usłyszałam charakterystyczny dźwięk, kiedy się wkłada klucz do zamka. Ten jednak różnił się tym, że klucz próbował wejść do zamka jednak przeszkadzał mu w tym drugi już tam tkwiący.
Wkurzona wstałam i podeszłam do drzwi, przekręcając kluczyk.
-Co?-zapytałam z nienawiścią je otwierając.
-Jajco. Ubieraj się i złaź na dół. Mamy mało czasu-powiedziała moja siostrzyczka.
Jak zawsze musiała być ubrana dziewczęco.
Jej nogi zostały wyeksponowane za pomocą białych butów na obcasie. I krótkich jeansowych spodenek. Klatkę piersiową zajmowała króciutka bluzka wyglądająca jak stanik bez ramiączek w kolorze białym z kwiatkami. Jej włosy były spięte w koka. Idealnie wyregulowane brwi marszczyły się. Oczy ozdobione wachlarzami w kolorze węgla rzucały mi nienawistne spojrzenie. Usta w kolorze różu zacisnęły się w linię.
-Mało czasu na co?-zapytałam.
-Na załatwienie wszystkiego. Musimy znaleźć lokal, gdzie są te całe gokarty, a potem blisko położoną lodziarnię czy kawiarnię, gdzie będziemy mogli coś zjeść. Potem jeszcze…
-Zaraz-przerwałam jej.-Umówiłyśmy się, że ci pomogę ale nie sądziłam, że wybudzisz mnie o tak wczesnej porze w sobotę-powiedziałam wkurzona zakładając ręce na klatkę piersiową.
-Po prostu chce mieć wszystko przygotowane.
-O której się macie spotkać?-westchnęłam.
-O 14: 00.
-Dopiero? Julka mamy masę czasu, żeby wszystko ogarnąć-powiedziałam.
-Dolicz czas przez, który mamy znaleźć lokal, lodziarnie i…
-Dobra. Idę się ogarniać-burknęłam zamykając drzwi.
Rozciągnęłam się ziewając i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czarną koszulkę, krótkie jeansowe spodenki i czerwoną, kraciastą koszulę, którą (jeżeli będzie za gorąco) zawiąże na spodenkach. Udałam się do łazienki, gdzie położyłam ciuchy na zamkniętym koszu z praniem. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.
Kilka minut później stałam przed lustrem, rysując na powiekach kreski. Potraktowałam rzęsy tuszem, a twarz pokryłam cienką warstwą fluidu. Gotowa zeszłam na dół.
Kiedy tylko znalazłam się w kuchni od razu ruszyłam do lodówki. Otworzyłam ją i wyjęłam mleko. Potem z szafki nad zlewem wyjęłam miskę, zrobiłam krok w bok i wyjęłam z górnej szafki swoje czekoladowe płatki. Nasypałam ich do miski, zalałam mlekiem i gotowe. Wzięłam do ręki łyżkę, usiadłam do stołu i zaczęłam jeść.
-A ty znowu jesz te płatki?-usłyszałam głos siostry.
-Lubię je.
-Znowu będziesz gruba-powiedziała siadając naprzeciw mnie.
-I co z tego?!-spojrzałam na nią.-Tłumaczyłam ci to tysiąc razy, wygląd to nie wszystko. Liczy się to co masz tutaj-poklepałam wewnętrzną częścią dłoni miejsce, gdzie mieści się serce.
-Tak mówią grubaski-odparła piłując paznokcie.
-Tak sądzisz? To wyjaśnij mi proszę, dlaczego Rafał widząc moje zdjęcia z gimnazjum stwierdził, że nawet z dodatkowymi kilogramami wyglądałam dobrze?-zapytałam.- On sądzi dokładnie tak samo jak ja. Mówił mi, że nigdy nie poleci na dziewczynę z niesamowitą urodą, która będzie mówiąc wprost, głupia-wróciłam do jedzenia.
-Kłamiesz.
-Nie kłamię-na powrót skierowałam na nią swój wzrok.-Przyjaźniłam się z Rafałem zanim zostaliście parą i o wielu rzeczach ze sobą rozmawialiśmy-wyjaśniłam.
-Ta bo uwierzę-parsknęła.
-Nie chcesz, nie wierz. Ale jeżeli dalej będziesz się tak zachowywać, to Rafał stwierdzi, że chodził z całkiem pustą dziewczyną i zerwie z tobą-wzruszyłam ramionami.
-Mylisz się-wstała i podeszła do mnie.- Nie jestem pusta, a Rafał jest ze mną szczęśliwy i jeżeli sądzisz, że uda ci się zniszczyć nasz związek, myślisz się-powiedziała mając swoją twarz blisko mojej.-Zbieraj się. Za dziesięć minut mamy autobus-wyszła z pomieszczenia.
Dokończyłam śniadanie i umyłam miskę. Zostawiłam ją na suszarce i wyszłam z kuchni kierując się do swojego pokoju. Tam wyjęłam z szafy małą skórzaną torebkę i włożyłam do niej portfel, telefon i słuchawki. Na nos założyłam okulary przeciwsłoneczne i zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie Julka. Założyłam na nogi czarne trampki.
-Idziemy?-zapytała otwierając drzwi.
-Ty przodem-odparłam.
Na zewnątrz rzeczywiście było ciepło, więc zdjęłam koszulę i owinęłam ją sobie wokół bioder.
W chwili, gdy dotarłyśmy na przystanek podjechał nasz autobus. Nie zwlekając wsiadłyśmy i zajęłyśmy miejsce na końcu.
-Dobra. Znalazłam lokal z torem dla gokartów-powiedziała blondynka.
-Daleko?
-Od nas jedzie się półgodziny-odparła.
-Okay-westchnęłam.
-I akurat piętnaście minut dalej jest kawiarnia-ucieszyła się Julka.
-Spoko-założyłam ręce na klatkę piersiową i oparłam głowę o szybę.
W autobusie było przyjemnie chłodno. Jednak promienie słońca wpadające do pojazdu przyjemnie grzały mnie w policzek.
Zamknęłam oczy.

Nagle znalazłam się w sali pełnej klaskających ludzi. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jestem w CJ Rock.
-Kolejny występ za nami. Podobało się wam?-usłyszałam głos Stef.
Publiczność odpowiedziała brawami i gwizdami.
-W takim razie wydaje mi się, że następny występ również przypadnie wam do gustu. Zapraszam na scenę Sue!
Nie wiedzieć czemu moje nogi kierowane jakby przez kogoś innego ruszyły w stronę sceny.
-Powodzenia-szepnęła do mnie Stef.
Na scenie czekało na mnie wysokie krzesło i mikrofon zamocowany na zgiętym uchwycie obok futerału. Wyjęłam z futerału gitarę i usiadłam na krześle. Mikrofon ustawiłam bardziej przy moich ustach.
Zaczęłam grać na gitarze. Po chwili dołączyłam swój głos.
Przez całą piosenkę patrzyłam na publiczność to na gitarę.
Czułam się tak jakbym to nie ja śpiewała, jakbym nie była sobą.
Po chwili piosenka się skończyła i usłyszałam brawa.
Kiedy zeszłam ze sceny zobaczyłam Rafała. Podszedł do mnie z uśmiechem.
Nic nie powiedział. Wziął mnie za podbródek i zbliżył swoje usta do moich…
Obudziłam się pod wpływem szturchnięcia.
-Co jest?-zapytałam.
-Nieźle odpłynęłaś. Chodź-wstała.-Zaraz wysiadamy.
Ziewnęłam tylko i poszłam w ślady siostry. Wysiadłyśmy z autobusu i skierowałyśmy się do lokalu.
Cały czas jednak myślałam o tym co mi się przyśniło. Dlaczego akurat Rafał? Przecież w ogóle o nim nie myślę. A czytałam gdzieś, że często śnimy o tych osobach, o których cały czas myślimy. W takim wypadku powinien śnić mi się Paweł, w końcu to mój chłopak.
-Zuza!-poczułam szturchnięcie.
-Co?-spojrzałam na siostrę.
-Jesteśmy na miejscu. Co się stało, że się tak zamyśliłaś?
-Nic się nie stało. Lepiej chodźmy się dowiedzieć ile kosztuje jeden gokart.
***
-Nareszcie!-weszłam do domu.-Mam dosyć-rzuciłam się na kanapę.
-Ja też!-jęknęła Julka.-I jeszcze w ten upał będę musiała znowu wyjść!-opadła na fotel.
-Gdzie rodzice?-zapytałam patrząc w sufit.
-Nie mam zielonego pojęcia. Pewnie znowu gdzieś wybyli-odparła blondynka.
-Idę wziąć prysznic-dodała po chwili ruszając do schodów.
-A ja tu trochę ogarnę-również wstałam.-Włączyłam pilotem telewizor i przestawiłam go na pendrive’ a do niego podłączonego. Sekundę później z głośników zaczęła wypływać muzyka.
Ruszyłam do kuchni, gdzie zaczęłam zmywać naczynia. Potem nucąc sobie pod nosem wstawiłam wszystkie do suszarki. Psiknęłam na szmatkę odtłuszczacz i zaczęłam myć blaty. Co rusz poruszając się w rytm piosenki.
Kiedy wzięłam się za zamiatanie wygłupiałam się ze szczotką, udając, że gram na gitarze, a potem śpiewam.
Po chwili piosenka się skończyła, a ja usłyszałam klaskanie.
-Czemu wyłączyłaś mi…-zaczęłam się odwracając, ale zamiast Julki zobaczyłam Rafała.
-O, cześć Rafał-powiedziałam przesuwając szczotkę za plecy.-Julka cię wpuściła?
-Wybacz, ale musiałem. Za ten występ należały ci się brawa-uśmiechnął się.-I wszedłem sam. Zadzwoniła do mnie i poprosiła żebym kupił jej waciki-podniósł rękę, w której trzymał paczkę ich pełną.
-A, okay. No ja właśnie sprzątałam-opuściłam lekko głowę z zażenowania i przeczesałam je ręką.
-Widziałem. I musze przyznać, że jeżeli sprzątasz tak u Pawła w mieszkaniu…to musi być wniebowzięty-uśmiechnął się.-Lepiej pójdę już na górę-wskazał kciukiem schody.
- Idź, idź. Julka na pewno bardzo potrzebuje tych wacików-uśmiechnęłam się.
Był już prawie u szczytu schodów, gdy Julka wyszła mu na spotkanie.
-Dziękuję jesteś cudowny!-pocałowała go w usta.-To widzimy się o 14, nic się nie zmieniło?
-Tak o 14-uśmiechnął się.-Będę już lecieć. Do zobaczenia-pocałował ją w policzek i ruszył do wyjścia, po drodze mówiąc mi: „Cześć”.
-Pa-uśmiechnęłam się do niego nim zniknął za drzwiami.
-Mój chłopak jest cudowny- powiedziała rozmarzonym głosem Julka.
-Jak każdy-odparłam odwracając się do niej.
-Tak, tłumacz tak sobie. Rafał jest najlepszy na świecie i nikt nie może powiedzieć, że nie. A teraz wybacz, ale pójdę się dalej szykować na randkę z moim chłopakiem-dodała naciskając na słowo „moim”.
-Powodzenia-odparłam ruszając w stronę stolika, gdzie mieścił się pilot.
Włączyłam kolejną piosenkę i kontynuowałam sprzątanie.
Jakąś godzinę później siedziałam na kanapie oglądając telewizję. Kiedy to przeszkodziła mi Julka.
-Zuza powiedz mi jak wyglądam-usłyszałam.
Odwróciłam się w jej stronę.
Julka miała na sobie atramentową sukienkę na ramiączka i czarne szpilki. Jej włosy były rozpuszczone i opadały na ramiona. Makijaż był taki jak zwykle; kreski na powiekach, różowe usta i policzki.
-Nie przesadzasz?-zapytałam.-Idziecie na gokarty i lody, a nie do ekskluzywnej restauracji.
-To co mam włożyć?-założyła ręce na klatkę piersiową.
-Coś luźniejszego-odparłam.
-Okay. Zaraz wracam-ruszyła na górę.
Po kilku chwilach wróciła.
-A teraz?
Odwróciłam się do niej.
Jej włosy były spięte w koka. Górną część ciała zajmowała jej czarna bluzka w stokrotki, która dosięgała jej ledwie do pępka. Nogi wyeksponowała za pomocą szortów, a stopy zajmowały czarne trampki.
-Dobrze wyglądasz-powiedziałam.
-Dzięki-rozpromieniła się.-A ty w czym idziesz?
-Czy ja się przesłyszałam?
-Nie, czemu tak sądzisz?-zmarszczyła brwi.- Będziesz szła za nami incognito, żeby wszystkiego dopilnować-oznajmiła.
-No nie, serio? Julka błagam na pewno wszystko pójdzie dobrze.
-A jak nie? Zawsze są jakieś komplikacje. Dlatego jesteś mi potrzebna-uśmiechnęła się.-Masz niecałe dziesięć minut.
-Nigdzie nie idę-odparłam.
-Owszem, idziesz. A jeżeli nie pójdziesz…cóż, poniesiesz tego konsekwencje-założyła ręce na klatkę piersiową.
-Znowu będziesz mnie szantażować?
-Ja cię nie szantażuje. Składam propozycje…które nie mogą mieć odmowy- wzruszyła ramionami.
-Wiesz co…
-Tik tak, tik tak. Czas leci-przerwała mi.
-Dobra! Idę się przebrać-wstałam i udałam się na górę.
Postanowiłam zrobić trochę Julce na złość i „wystroić się” tak jakbym to ja miała randkę.
Założyłam na siebie kwiatową sukienkę bez ramiączek. Na nogi założyłam sandały, a telefon i portfel włożyłam do białej kopertówki. Włosy spięłam w wysokiego kucyka, a w uszy włożyłam kółka. Na szyję założyłam błyszczący się naszyjnik. Usta pomalowałam na ciemnoróżowy kolor i psiknęłam się kwiatowymi perfumami. Okulary przeciwsłoneczne zawiesiłam na dekolcie sukienki i zbiegłam na dół.
-Piętnaście minut zajęło ci szykowanie się-usłyszałam Julkę.
-Wybacz, ale taki wygląd zabiera trochę czasu-odparłam.-To idziemy?-ruszyłam do drzwi.
Julce na mój widok o mało co nie wypadły gałki oczne.
-Co ty na siebie włożyłaś?!-wybuchła.
Odwróciłam się do niej.
-To co chciałam –uśmiechnęłam się.- Autobus mamy za sześć minut, lepiej się pośpieszmy-założyłam na nos okulary i otworzyłam drzwi.
**********************************************************
Hej, hej, hej!
Wracam do Was po dość długiej przerwie.
Cóż, z jednej strony nie miałam czasu zajrzeć nawet do Word' a, z drugiej miałam jakąś blokadę.
Za każdym razem kiedy wchodziłam w opowiadanie by napisac kolejny rozdział, brakowało mi pomysłów.
Na szczęście to minęło i udało mi się coś napisać
Mam nadzieję, że Wasze wakacje mijają Wam jak najlepiej

Pozdrawiam.
A.Wiktoria

Zuza
http://data.whicdn.com/images/79300029/original.gif

Strój Julki na randkę



Strój Zuzy

  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Rozdział jak zawsze cudowny ♥ Cieszę się, że coś w końcu dodalas:) Czekam z niecierpliwością na next ;)
  • awatar Raz $ię żyje!: Hahaha xD Uuuu... Zuza zaczyna się tak stroić? To dobry znak :D Tak trochę głupio, że będzie na tej randce chodziła wszędzie za nimi, ale mam nadzieję, że się wydarzy podczas niej coś niezwykłego :P Cieszę się, że rozdział wreszcie się pojawił i już czekam na następny :*
  • awatar Jestem tylko snem: miło się czytało :) czyżby Julka była zazdrosna ?xD czekam na następny rozdział :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Hej,hej,hej!
Dziś wróciłam z wakacyjnego wyjazdu z przyjaciółmi.
I zaraz biorę się do pracy!
Nazbierało mi się pomysłów w głowie, i teraz muszę przelać to wszystko do Word' a, żeby mi głowa nie eksplodowała
Mam nadzieję, że Wasze wakacje zaczęły się dobrze i tak samo dobrze trwają
Postaram się jak najszybciej dodać kolejny rozdział o perypetiach Zuzy jak i oczywiście Lindy

Do następnego wpisu!

Pozdrawiam.
A.Wiktoria

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/ff/7b/62/ff7b62cbd04729d5e40199299d7a66dd.gif
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 43


W krótkim przeciągu czasu znaleźliśmy się w szpitalu.
-Chcesz iść ze mną czy wolisz zostać?-zapytałam.
-Pójdę z tobą.
-Okay, więc chodźmy-uśmiechnęłam się i wysiadłam z samochodu.
W budynku, na piętrze czekała na mnie Nela.
-Co z nią?-zapytałam.
-Zemdlała w domu. Dobrze, że karetka tak szybko przyjechała…teraz czekam na jakieś informacje-wyjaśniła.
-Rozumiem. Poczekajmy na lekarza -usiadłam na jednym z krzeseł pod ścianą.
-Okay-zajęła miejsce obok mnie.
-Tak w ogóle Nela poznaj mojego chłopaka Pawła-zwróciłam się do brunetki.
-Miło mi-uścisnęła jego dłoń z uśmiechem.
-Wzajemnie-odparł blondyn.
Czekaliśmy tak jakieś dziesięć minut, gdy zaczepił nas lekarz.
-To Pani jest bratanicą mojej pacjentki?-zwrócił się do Neli mężczyzna.
-Tak to ja. A ona jest jej…wnuczką-wskazała na mnie.
-Rozumiem. Cóż, nie mam dla Pań dobrych wiadomości…moja pacjentka ma zapalenie płuc. Przy jej stanie jest to wręcz śmiertelne. I obawiam się najgorszego.
-Jej stanie? To znaczy…że co jej jest?-zapytałam.
-A to Panie nie wiedzą?-zdziwił się.
-Nie wiemy czego?-zapytałyśmy w tym samym momencie.
-Od dłuższego czasu Pani Krystyna ma problemy z sercem. Okazuje się, że jest to w paniach rodzinie częsty przypadek-wyjaśnił.
-Czy…możemy się z nią zobaczyć?-zapytałam.
-Ale tylko przez chwilę. Pacjentka musi dużo odpoczywać.
-Rozumiemy-wstałyśmy.
-Sala 220-odparł i odszedł.
-Poczekasz?-zwróciłam się do Pawła.
-Jasne.
-Chodźmy-spojrzałam na brunetkę i ruszyłam w głąb korytarza.
Chwilę później znalazłyśmy się przed salą, gdzie leżała kobieta.
Spojrzałam niepewnie na Nelę. Ona jednak kiwnęła potwierdzająco głową i puściła mnie pierwszą. Wzięłam głęboki wdech i pociągnęłam za klamkę.
-Dzień dobry…babciu-powiedziałam.
Kobieta odwróciła głowę w naszą stronę.
-Miło was widzieć-uśmiechnęła się blado.
-Jak się czujesz ciociu?-usiadła na krześle Nela.
-Nic mi nie jest. Lekarze wszystko wyolbrzymiają, nie musicie się martwić-złapała brunetkę za rękę.
-My już wiemy-powiedziałam.-Dlaczego nic nam babcia nie powiedziała?
-Zuzanno-spojrzała na mnie.-Nie chciałam was martwić. Jesteś w szczęśliwym związku, twoje życie się zmienia…a ty Nelu zmierzasz do awansu.
-I co z tego?-oburzyła się brunetka.-Moja praca nie jest ważniejsza od kogokolwiek z mojej rodziny.
-Właśnie. Mój związek i reszta też nie jest od Pani ważniejsza-powiedziałam.
-Miło mi to słyszeć-znów się uśmiechnęła.
-Pójdę zadzwonić do biura, że dziś już nie przyjadę-wstała.
-Nie musisz tego robić, kochanie. Idź do pracy-odparła kobieta.
-Zostaję czy tego ciocia chce czy nie-uśmiechnęła się.-Zaraz wracam-dodała chwile przed tym nim wyszła.
-A ja chcę żeby kogoś pani poznała-uśmiechnęłam się wychodząc na korytarz. Przeszłam kilka kroków i zwróciłam się do blondyna:
-Skarbie, chodź poznasz panią Krystynę-wyciągnęłam do niego rękę.
-Okay-wstał i złapał mnie za nią. Kilka sekund później wchodziliśmy do pokoju kobiety.
-Pani Krystyno przedstawiam pani mojego chłopaka Pawła.-Paweł to jest moja przybrana babcia-uśmiechnęłam się.
-Miło mi-podszedł i pocałował ją w dłoń.
-Od kilku dobrych lat żaden młody mężczyzna nie całował mnie w rękę-uśmiechnęła się.-Uprzejmość to dziś bardzo rzadka cecha u mężczyzn.
-Staram się-odwzajemnił uśmiech.
Posiedzieliśmy z kobietą jeszcze przez godzinę. Potem rozstaliśmy się z Nelą i pojechaliśmy do mnie. Blondyn zaparkował pod moim domem.
-Dziękuję, że byłeś tam ze mną-uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy-odwzajemnił uśmiech.
-Musze już iść.
-Wiem. Chciałem ci tylko jeszcze powiedzieć, że jutro nie będziemy mogli się spotkać. Musze zostać po godzinach-skrzywił się.
- Rozumiem. Dobranoc, kocham cię-pocałowałam go.
-Ja ciebie też-odparł nim wysiadłam z samochodu.
Po wejściu do domu od razu udałam się do łazienki. Tam rozebrałam się i weszłam pod prysznic.
Po kilkunastu minutach owinięta w ręcznik i z turbanem na głowie udałam się do swojego pokoju. Gdzie ubrałam się w piżamę i rozczesałam oraz wysuszyłam włosy. Zaplotłam z nich warkocza i poszłam spać.

Następnego dnia wstałam wcześniej niż zadzwonił mój budzik. Założyłam jeansowe szorty i szary T-shirt, a do tego czarny sługi sweter. Na stopy przywdziałam czarne martensy.
Ubrana udałam się do łazienki, gdzie narysowałam kreski na powiekach, a rzęsy górne i dolne potraktowałam tuszem. Rozczesałam włosy i pozwoliłam im opadać na moje ramiona. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i zeszłam na dół. Gdzie w kuchni przy stole jedząc śniadanie siedziała Julka.
-Cześć-uśmiechnęłam się do niej.
Moja siostra była umalowana jak zawsze; kreski na powiekach, pogrubione rzęsy, puder rozprowadzony po twarzy i trochę różu na policzkach. Dziś jej włosy były spięte w koka, a w uszach zauważyłam błyszczące kolczyki-wkrętki.
-Cześć-odwzajemniła uśmiech.-Zrobiłam sobie za dużo kanapek. Chcesz dokończyć?
-A z czym masz?-zapytałam nalewając do kubka ciepłej wosy z czajnika. Wrzuciłam torebkę z herbatą, dodałam cukier i zamieszałam łyżeczką.
-Serem, szynką, sałatą i pomidorem.
-Chętnie-usiadłam obok niej. Od razu wzięłam się za pochłanianie zawartości talerza.
-Mogę cię o coś spytać?-odezwała się po chwili.
-Jasne-odparłam między przeżuwaniem, a piciem.
-Czy uważasz, że Rafał jest ze mną szczęśliwy?
Zakrztusiłam się złocistym płynem.
-Dlaczego pytasz?-spojrzałam na nią.
-Bo ostatnio…on trochę dziwnie się zachowuje.
-Jak dziwnie? Mów jaśniej-zażądałam.
-No ogólnie jest tak, że jesteśmy gdzieś razem i on się wścieka o to, że pogadam z koleżanką przez telefon.
-Wiesz…mogę być szczera?-zapytałam.
Chciałam jej powiedzieć, że jej ciągłe pisanie sms’ ów i gadanie przez telefon z koleżankami, kiedy jest z Rafałem jest dla niego męczące. Lubiłam Rafała i pomimo kilku kłótni z moją siostrą kochałam ją i chciałam żeby była szczęśliwa.
-Nawet musisz.
-Okay. Rafał ostatnio skarżył się, że często poświęcasz więcej czasu na sms’ owanie i gadanie przez telefon niż na niego-odparłam.-Mówił też, że bardzo męczy go ciągła zazdrość z twojej strony o inne dziewczyny, które są dla niego tylko koleżankami.
-Rozumiem. Czyli muszę go przeprosić…pomożesz mi?-spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
-Pomóc w czym?
-W przeproszeniu go-odparła.
-A jak ja mam ci w tym pomóc?-parsknęłam.
-Musze wymyślić coś… z czego się ucieszy-wstała i oparła się plecami o blat.
Zauważyłam, że swoje nogi wyeksponowała za pomocą różowej, rozkloszowanej spódniczki. Na stopach miała brązowe sandałki. Górną częścią jej stroju była biała bluzka w kwiaty z długimi rękawami.
-To proste-powiedziałam.
-Tak? W takim razie słucham-założyła ręce na klatkę piersiową.
-Rafał lubi gokarty możesz go na nie zabrać. Do tego możecie pójść na lody ale pamiętaj, że nie znosi waniliowych, albo do kina. Tylko nie zabieraj go na dramat, bardzo się wtedy nudzi.
-Serio lubi gokarty?-spojrzała na mnie jak na idiotkę.
-Jesteś jego dziewczyną i nie wiesz?-zdziwiłam się.
-Oczywiście, że wiem-obruszyła się.-Po prostu ze zdenerwowania wyleciało mi z głowy. A ty czemu znasz tak dobrze mojego chłopaka?-zapytała z pretensją.
-Bo się z nim przyjaźnię? Wiesz co? Jeżeli dalej będziesz się tak zachowywać Rafał na bank z tobą zerwie-wstałam i wyszłam z kuchni.
Nie minęło pięć minut, a usłyszałam spanikowany głos mojej siostrzyczki:
-Pomóż mi, proszę!
-Dobra-westchnęłam.-Obgadamy to jak wrócimy ze szkoły. Okay?-odwróciłam się do niej.
- Dziękuję!-rzuciła się na mnie.
-Dobra, bo mnie udusisz-zaśmiałam się.-Lepiej już chodźmy bo się spóźnimy-otworzyłam drzwi.
***
Przez całą lekcje polskiego miałam nieodparte wrażenie, że Rafał na mnie zerka. Nie mam pojęcia dlaczego. Ubrudziłam się gdzieś? A może rozmazałam? Albo mam coś na zębach? W pewnym momencie odwróciłam się w jego stronę. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Patrzeliśmy tak na siebie przez kilka sekund. Zaraz potem nauczycielka mnie o cos spytała i odwróciłam się w jej stronę.
Kiedy tylko zadzwonił dzwonek od razu udałam się do łazienki i stanęłam przed dużym lustrem. Zaczęłam oglądać się z tyłu i z przodu. Pokazałam zęby, sprawdziłam czy nie mam nic na twarzy, ani też włosach.
I rzeczywiście nic nie miałam.
-A co ty się tak oglądasz w tym lustrze?-zaśmiała się Ula-moja koleżanka ze starszych klas.
-Patrzę czy gdzieś nie jestem ubrudzona albo co. Jak wyglądam?-spojrzałam na nią.
Dziewczyna miała krótkie blond włosy, które nie sięgały poza uszy. Do tego w miejscu grzywki miała ciemnoniebieskie pasemka. Jej niebieskie oczy zostały podkreślone za pomocą wydłużonych rzęs, kresek na dole oka jak i na górze.
-Moim zdaniem zajebiście-uśmiechnęła się pokazując kolczyka nazywanego smile’ m.
-Dzięki-uśmiechnęłam się.
-Dobra ja lecę. Trzymaj się-poklepała mnie po ramieniu i zniknęła za drzwiami.
Reszta lekcji minęła mi raczej dobrze. Dostałam nawet 4 z angielskiego z próbnej ustnej matury.

Kiedy tylko weszłam do domu od razu rzuciłam plecak na podłogę i ruszyłam do kuchni, gdzie nalałam do szklanki soku. Upiłam łyka i z naczyniem usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizję, by czymś się zająć do powrotu Julki.
I właśnie w taki sposób zeszło mi półtorej godziny. Postanowiłam, że pójdę odrobić lekcje, więc wyłączyłam telewizję, szklankę napełniłam jeszcze sokiem i razem z plecakiem udałam się do swojego pokoju. Usiadłam przy biurku, wypakowałam książki i zaczęłam ogarniać co mam na jutro zadane. I w taki sposób zeszło mi kolejne półtorej godziny.
W pewnym momencie do mojego pokoju wpadła Julka.
-Cześć!-usiadła w nogach łóżka.
-Wiesz, która jest godzina?
-Dziewiętnasta trzydzieści pięć-odparła patrząc na zegarek.-A co?
-A to, że miałaś być w domu już dawno temu!-wybuchłam.
-O co się tak wściekasz? Zakupy z dziewczynami mi się przedłużyły…tak wyszło sorki.
-Te swoje „sorki” możesz sobie wsadzić w dupę, wiesz? Jak widać wcale nie zależy ci na pogodzeniu się z Rafałem-wstałam.
-Mi nie zależy?!-wstała-Mi?! Przypominam ci, że jestem jego dziewczyną-powiedziała z naciskiem na „ jego dziewczyną”.
-I co z tego skoro nawet nie wiesz co lubi, a czego nie. Właściwie to dlaczego z nim jesteś? Po to żeby koleżanki ci zazdrościły? Po to żeby mieć chłopaka? A może po to żebym to ja była zazdrosna?
-Przestań!-zaczęła wymachiwać rękoma.
-Co? Prawda boli?-założyłam ręce na klatkę piersiową.
-To nie jest prawda tylko jakieś twoje chore wyobrażenia!
-To nie są moje chore wyobrażenia! To prawda Julka! I jeżeli nic nie zmienisz to Rafał z tobą zerwie!-odparłam.
-A co? Chciałabyś go dla siebie, tak? Bo właściwie dlaczego jesteś z Pawłem? Dlatego żeby koleżanki ci zazdrościły, że masz starszego faceta? Czy może dlatego bo Rafał jest zajęty?
-Wiesz co? Żarty o blondynkach są prawdziwe. Ty nie masz po prostu mózgu. A teraz przepraszam ale chciałabym się przebrać-wskazałam na drzwi.
-I tak będziesz musiała mi pomóc-syknęła kierując się do drzwi.
-Tak? Ciekawe jak-uśmiechnęłam się złośliwie.
-A tak, że jeżeli mi nie pomożesz rodzice dowiedzą się o tym, że zabrałaś mi moje wszystkie oszczędności po to, żeby kupić sobie nową gitarę.
-Nie mam pojęcia jak chcesz to ukartować. Moja gitara jest dobra i rodzice o tym wiedzą-odparłam.
-Jesteś tego pewna? A skąd wiesz czy przypadkiem tej gitarze coś się nie stało?
-Nie zrobisz tego-powiedziałam zaciskając dłonie w pięści.
-Nie?-przechyliła głowę na bok jak kot.
-Dobra. Wygrałaś. Pomogę ci. Ale wara od mojej gitary. Ma być w tym stanie, w którym była dotąd, czyli prawie nienaruszona, jasne?
-Oczywiście. Jak każesz-ukłoniła się teatralnie ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
**********************************************************
Hej, cześć i czołem!
Powracam do Was z kolejnym rozdziałem
Z racji tego, że miałam ostatnio wolne od szkoły miałam czas na napisanie kolejnego rozdziału ^^
Ostatnio natrafiłam na kilka blogów, gdzie znalazłam opowidania, które swoją treścią mnie zainteresowały. Wydaje mi się, że Was również zainteresują
(Ale jak to się mówi kto co lubi, więc to Wy zdecydujecie co o nich myślicie )
Oto one:
1.http://groszeq.pinger.pl/
2.http://zakiraluna.pinger.pl/
3.I tutaj się możecie zdziwić, gdyż wydaje mi się, że pamiętacie opowidania autorstwa tej dziewczyny takie jak(http://limitoflove.pinger.pl/,http://dressandtie.pinger.pl/,http://catherina1998.pinger.pl/) otóż jakiś czas temu przeniosła się na bloggera(http://allineediswalittleloveinmylife.blogspot.com/ oraz http://onlyyouandmyheart.blogspot.com/) ostatnio wróciła i możecie czytać jej opowidanie na: http://charlottestories.pinger.pl/
Serdecznie zachęcam do czytania opowiadań napisanych przez tamte dziewczyny
+
Jeżeli któraś z Was lubi Władcę Pierścieni oraz Hobbit' a polecam:http://tauriel600.pinger.pl/
To tyle co do polecania z mojej strony

Strój Zuzy


Strój Julki



I W TYM ROZDZIALE NIESTETY NIE MOGĘ PO RAZ KOLEJNY DODAĆ ŻADNYCH GIFÓW CO MNIE BARDZO WKURZA BO BARDZO LUBIĘ JE DODAWAĆ ;_;
NIE MAM POJĘCIA JAK TO NAPRAWIĆ. PRÓBOWAŁAM JUŻ WSZYSTKIEGO DLATEGO JEŻELI WIECIE MOŻE JAK TO NAPRAWIĆ LUB OBEJŚĆ PISZCIE!

Pozdrawiam.
A.Wiktoria.

Aha i życzę powodzenia Wszystkim tym co piszą lada dzień matury. Dacie radę!
  • awatar triste pour toujours: Świetny rozdział!!
  • awatar Love and believe: Wow! MEGa długi ♥ Szacun ode mnie i szacun dla mnie, że przeczytałam ;** Zajebisty misia ♥ Och pinger :/
  • awatar Un'Altra Vita: Jednym z bohaterów Twojego opowiadania jest mój imiennik, jak miło :) Pinger to kaleka, wszystko tu wysiada.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Rozdział 42


Zdjęłam kurtkę i buty. Stopy wsunęłam w kapcie i z plecakiem w ręce ruszyłam w głąb domu.
W salonie na kanapie Julka i Rafał oglądali telewizję.
-Cześć wam-powiedziałam z uśmiechem.
-O cześć Zuza-przywitał się chłopak.
-Hej-odparła mało entuzjastycznie moja siostra.
-Napijecie się czegoś?
-Jakieś dziesięć minut temu wypiliśmy kakao-wyjaśnił brunet.
-Okay. W takim zrobię dla siebie i uciekam na górę-uśmiechnęłam się idąc do kuchni.
-Wiesz, że nie musisz prawda? Nie przeszkadzasz nam-usłyszałam męski głos.
-Wiem, ale muszę odrobić lekcje-wyjaśniłam.
Po kilku chwilach wchodziłam już po schodach z kubkiem gorącej czekolady.
Od razu usiadłam do biurka i wzięłam się za odrabianie lekcji.
Po jakiejś godzinie zmęczona udałam się do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz i naga weszłam pod prysznic.

Następnego dnia rano wybudzona ze snu przez wkurzający dźwięk budzika wstałam z łóżka. Przeciągnęłam się kilka razy i podeszłam do mojej szafy.
W co by się tutaj ubrać?
Ostatecznie wybrałam bordowy sweter, czarną spódniczkę i ciemne rajstopy. Ubrana udałam się do łazienki, gdzie narysowałam sobie kreski na powiekach i przypudrowałam twarz. Rozczesałam włosy, które ułożyły się w lekkie fale i wyszłam z łazienki.
Na dole w kuchni czekało na mnie śniadanie przygotowane przez mamę.
-Dzień dobry-powiedziałam z uśmiechem do rodziców.
-Cześć Zuza-odparł tata.
-Dzień dobry kochanie-pocałowała mnie w czoło mama.-Smacznego postawiła mi przed nosem kanapki.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się do niej i zaczęłam jeść.
Po jakiś dwudziestu minutach szłam w towarzystwie Julki na przystanek autobusowy. Kiedy pojazd zajechał szybko do niego wsiadłyśmy. Blondynka poszła do swoich koleżanek, a ja ze słuchawkami w uszach usiadłam w pierwsze lepsze wolne miejsce.
Po kilku chwilach wysiadłam na odpowiednim przystanku i ruszyłam do szkoły.
Kiedy tylko znalazłam się w szatni na kogoś wpadłam.
-Przepraszam-powiedziałam patrząc tej osobie w twarz. Okazał się nią Rafał.
-Nie szkodzi. I cześć-uśmiechnął się.
-Cześć-odwzajemniłam uśmiech.
-Julka też jest w szkole?
-Tak. Jest w swoim przedziale-odparłam.
-Okay. To idę. Zobaczymy się na lekcji-uśmiechnął się raz jeszcze i wyszedł z przedziału naszej klasy.
Nie zostałam jednak na długo sama, gdyż do przedziału weszło kilka osób z mojej klasy. Przywitałam się i ruszyłam do łazienki, gdzie spotkałam Lidkę.
-Hej Zuza-przywitała się całując mnie w policzek.
-Cześć-uśmiechnęłam się.-Co tam u ciebie?
-A właściwie to dobrze. Mam kilka dobrych koleżanek i kolegów w klasie-uśmiechnęła się.
-No to dobrze. A powiesz mi kto?
-Weronika, Daria, Maciek, Florek i Szymon-odparła.
-O to spoko-uśmiechnęłam się.
-Noo. Są bardzo towarzyscy i bardzo dobrze mi się z nimi rozmawia.
-No to…no to dobrze-zaśmiałam się.
-Co teraz masz?-zapytała.
-Angielski.
-Ja mam polski. W 203-powiedziała.
-A ja w 205-usmiechnęłąm się.
-W takim razie chodźmy-podniosła z podłogi torbę i ruszyła do wyjścia.

Dzień minął mi w zaskakująco szybkim tempie. I zanim się obejrzałam siedziałam w pokoju Meli czekając aż się przebierze w kolejną swoją sukienkę(których na całą swoją szafę ma może ze trzy).
-Okay jestem gotowa- usłyszałam kilka sekund przed tym, nim zobaczyłam moją przyjaciółkę. Miała na sobie bordową sukienkę, z błyszczącymi dodatkami. Od razu nie przypadła mi do gustu. Widać było, że sukienka nadaje się bardziej na weselę niż na randkę.
-Szczerze?-zapytałam.
-Wal.
-Nie podoba mi się-odparłam.
-Naprawdę? Kurde, bo to moja ostatnia sukienka. Więcej nie mam-posmutniała.
-Więc zaraz będziesz miała-powiedziałam wyciągając zza pleców nie wielką papierową torebkę, w której mieściła się moja stara, prawie nie używana sukienka.
-Co to jest?-zapytała biorąc ją w dłonie.
-Zajrzyj, a się dowiesz-uśmiechnęłam się.
Dziewczyna zajrzała do środka i wyjęła z torebki sukienkę w kolorze intensywnej czerwieni.
-O matko. Zuza nie mogę tego przyjąć-wyciągnęła ją w moją stronę.
-Byłam w niej raz w życiu. Jest śliczna i na pewno będzie ci pasować.
-Nie mogę jej wziąć-wzbraniała się.
-Zrobimy tak: ty ją weźmiesz, a ja się nie obrażę- wyszczerzyłam zęby.
-Dziękuję ci za nią-przytuliła mnie.
-Nie ma sprawy. A teraz się w nią ubieraj i zabieramy się za makijaż i fryzurę-uśmiechnęłam się.
Kilka chwil później dziewczyna miała na sobie sukienkę, a ja wzięłam się za zrobienie jej porządnego makijażu.
Trzydzieści minut później Mela była już gotowa do wyjścia. Jej oczy podkreśliłam złotym i czarnym cieniem, co nie wyglądało jakoś krzykliwie, a do tego kreski na powiekach. Oczy okalały wachlarze długich rzęs, a usta były w kolorze sukienki. Jej blondwłosy dosięgały prawie ramion, więc jedyne co mogłam zrobić, to potraktować je lokówką. Efekt końcowy był naprawdę świetny.
-Jak ci się podoba twój wygląd?-zapytałam, gdy patrzyła w swoje odbicie w lustrze.
-Wyglądam…jak nie ja-spojrzała na mnie niepewnie.
-Wyglądasz ślicznie-stanęłam za nią.
-Naprawdę tak uważasz?-spojrzała w moje odbicie w lutrze.
-Tak-uśmiechnęłam się.-A teraz dobierzmy ci biżuterię.

Szłam właśnie do domu Pani Krystyny. Dawno już jej nie odwiedzałam, brakowało mi naszych wspólnych rozmów.
Kiedy dotarłam na miejsce, zapukałam do drzwi. Otworzyła mi Nela.
-O Zuza, cześć-uśmiechnęła się.-Wejdź proszę, ciocia na pewno się ucieszy.
-Dzięki-odparłam wchodząc do środka.
-Ciocia jest właśnie w salonie. Napijesz się herbaty?
-Chętnie-uśmiechnęłam się.
Zdjęłam kurtkę i buty. Wsunęłam stopy w kapcie przeznaczone dla gości i weszłam w głąb domu. Jak zwykle moja przybrana babcia siedziała w swoim fotelu przy kominku.
-Dobry wieczór-uśmiechnęłam się.
-Zuzanna! Jak miło cię widzieć-uśmiechnęła się.
-Panią również-podeszłam do niej i pozwoliłam się uściskać.
-Siadaj proszę-wskazała na fotel naprzeciwko siebie.
-Dziękuję-odparłam zajmując miejsce.
-Herbata jest już gotowa- przyniosła mi kubek Nela.
-Dziękuję.
-No to teraz opowiedz mi co u Ciebie. Jaki ci się układa z tym Pawłem? Jesteście szczęśliwi?-zapytała.
Kiedy ostatnim razem u niej byłam mój związek z Pawłem dopiero się zaczynał.
-Tak jesteśmy. Nawet bardzo-uśmiechnęłam się.
-Ahh ta młodzieńcza miłość…pamiętam jak ja poznałam swojego męża...to było tak dawno-westchnęła.
-Opowie mi Pani?
-Naprawdę chcesz wiedzieć?-zapytała.
-Tak-uśmiechnęłam się.
-No więc…to było wtedy kiedy byłam na wyjeździe razem ze swoją siostrą i bratem. Byliśmy nad morzem. Był środek lipca. Słońce grzało przyjemnie, dało się słyszeć krzyk mew i…kojący szum morza-powiedziała rozmarzonym głosem.- Szłam przez plaże pozwalając by woda obmywała mi stopy-wstała i podeszła do drewnianej komody i coś z niej wyjęła.-… i wtedy zobaczyłam muszelkę-podeszła do mnie i podała mi otwarte małe pudełeczko. Gdzie znajdowała się mała spiralna muszelka w kolorze różowym.- Sięgnęłam po nią i dotknęłam czyjejś ręki- kontynuowała kobieta.-Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam najpiękniejsze oczy jakie kiedykolwiek w życiu oglądałam. Były zielono brązowe. Moje serce od razu zabiło szybciej, w płucach zabrakło powietrza…-nie słuchałam już Pani Krystyny. Przed oczami bowiem miałam obraz twarzy Rafała. Miał taki sam kolor oczu jak zmarły mąż kobiety. Ale nie to było dziwne. Dziwne było to, że w taki sam sposób obie zareagowałyśmy na spojrzenie w takie oczy. Przyśpieszenie serca, brak powietrza w płucach…nie, nie! jestem teraz z Pawłem. I jestem szczęśliwa, cholernie szczęśliwa. I nie zamierzam myśleć teraz o chłopaku mojej siostry. Właśnie. CHŁOPAKU MOJEJ SIOSTRY.
-Zuzanno?-usłyszałam głos kobiety.
-Em, tak?-spojrzałam na nią.
-Czy coś się stało?-zapytała z obawą.
-Słucham? Niee. Nic się nie stało-uśmiechnęłam się.
Pogadałyśmy jeszcze przez jakąś godzinę.
-Robi się późno-powiedziałam.-Musze już iść.
-Och szkoda. Tak miło mi się z tobą rozmawia.
-Mi z Panią też-uśmiechnęłam się.-Ale naprawdę musze już iść. Odwiedzę Panią przy najbliższej okazji-ucałowałam ją w policzek i pozwoliłam się odprowadzić Neli do drzwi.
Wsiadłam w autobus i wróciłam do domu.
A kiedy tylko się w nim znalazłam od razu pobiegłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Ciepła woda spływała po moim ciele dając przyjemne uczucie ukojenia. Zamknęłam oczy. Jednak zaraz je otworzyłam, gdyż znowu widziałam Rafała.
Musze się czymś zająć. To na pewno nic takiego. Po prostu moje myśli muszą się czymś zająć-mówiłam do samej siebie w myślach.
Wylałam kilka kropel żelu pod prysznic na gąbkę do ciała i zaczęłam się myć. Zaczęłam myśleć o wszystkim tylko nie o Rafale. I właściwie mi się to udało. Kiedy skończyłam się myć, osuszyłam ciało ręcznikiem i zawiązałam sobie na głowie turban. Ubrałam się w szlafrok i wyszłam z łazienki, kierując się do swojego pokoju.
Odrobiłam lekcje, a potem uwolniłam moje włosy od turbanu. Rozczesałam je i potraktowałam suszarką. Na koniec zaplotłam warkocza i ubrana w piżamę położyłam się spać.

Minął czas. Skończyła się zima. Zaczęła się wiosna. Jak zawsze na tę porę roku, budzą się zwierzęta, rozkwitają kwiaty i ptaki wracają z ciepłych krajów.
Mój związek z Pawłem kwitł jak kwiaty na tę porę roku. W międzyczasie (po jakiś pięciu randkach) Mela i Dawid ogłosili, że są parą. Z naszej paczki właściwie tylko Lidia była singielką, ale wydawało mi się, że nie na długo, gdyż zauważyłam, że podoba się pewnemu chłopakowi z mojej klasy.
„CJ Rock” tak jak planowała Charlie, zaczęto rozbudowywać. I brakowało jeszcze kilku miesięcy na ostateczny koniec. Singiel The Tracs i Julki był w trakcie tworzenia. Moja siostra umawiała się na nagrywanie z chłopakami wtedy, kiedy to mój głos został nagrany. Kiedy śpiewała Charlie po prostu puszczała nagranie mojego głosu.
Wszystko szło dobrze. Było coraz lepiej. Niestety często zdarza się tak, że jest dobrze tylko do pewnego czasu. I tak było w moim przypadku.
***
-To co? Idziemy?-zapytałam blondyna, kiedy wysiedliśmy z samochodu.
-Ja idę-odparł.
-A ja?
-Zostaniesz zaniesiona-powiedział.
-Co…-zaczęłam ale nie dokończyłam, gdyż chłopak mnie podniósł.
-Wariat z ciebie-zaśmiałam się.
-Tylko oni są coś warci-odparł i ruszył do budynku.
Kilka minut później byliśmy już w jego mieszkaniu.
-Ty się rozgość, a ja pójdę zobaczyć co z naszym obiadem-uśmiechnął się i odszedł w stronę kuchni.
Uśmiechnęłam się i zdjęłam buty.

-Jak ci smakuje?-zapytał Paweł.
Jedliśmy pizzę w jego kuchni.
-Jest pyszna-uśmiechnęłam się biorąc kolejnego kęsa do ust.
Nagle zadzwonił mój telefon. Na ekranie wyświetlił się jakiś obcy numer.
-Halo?-odezwałam się pierwsza.
-Zuza? Z tej strony Nela.
-O, cześć-odparłam trochę zaskoczona.
-Wybacz jeżeli przeszkadzam, ale ciocia trafiła do szpitala i pomyślałam, że chciałabyś wiedzieć.
-W którym jest szpitalu?-zapytałam. Moje serce zabiło mocniej.
-W bielańskim.
-Zaraz będę. Czekaj tam na mnie-powiedziałam.
-Okay. Do zobaczenia-rozłączyła się.
-Zgaduje, że musimy jechać?-odezwał się Paweł.
-I to jak najszybciej. Pani Krystyna jest w szpitalu-wstałam.
-No to się zbieramy-wpakował do buzi kawałek pizzy, a potem całą wraz z talerzem schował do mikrofalówki.

**********************************************************
He,cześć i czołem!
Wracam do Was z kolejnym rozdziałem, który mam nadzieję przypadnie Wam do gustu ^^
Tak jak już pisałam na moim drugim blogu(http://kirie.pinger.pl/) w szkole idzie mi średnio
Ale jak jest U Was?
Mam nadzieję, że lepiej

Serdecznie pozdrawiam.
A.Wiktoria

Strój Meli



Julka i Rafał.
https://31.media.tumblr.com/16d8a9f0b5171d4dae4a19eb5ea43d99/tumblr_inline_nmanad7UJr1rtwj6r.gif

Zuza i Paweł
http://media.giphy.com/media/SbxYUcWrfNhlu/giphy.gif















Rozdział 41


Z Pawłem było mi naprawdę dobrze. Tańcząc z nim czułam się szczęśliwa, naprawdę. W ogóle nie myślałam o tym, że gdzieś tam dalej moja siostra tańczy z Rafałem.
-Proszę państwa!-rozległ się czyjś głos.-Dokładnie za dziesięć minut powitamy nowy rok. Zapraszam wszystkich na zewnątrz!
W jednej chwili wszyscy zaczęli kierować się do drzwi wyjściowych. Kiedy znaleźliśmy się na placu. Stanęliśmy gdzieś z boku, gdyż wszyscy tłoczyli się w innym miejscu.
-Tutaj jesteście!-znalazła się obok nas Mela z Dawidem.
-Widziałaś gdzieś Dagę i Filipa?-zapytałam.
-Melduję się!-usłyszałam z boku.
Spojrzałam w tamą stronę i zobaczyłam uśmiechniętego przyjaciela z niebieskooką.
-Ej a gdzie Julka i Rafał?-zapytała Mela.
-Są pewnie gdzieś w tamtym tłumie-odparł Dawid.
Staliśmy tak przez chwile, gdy Paweł stanął na ławce.
-Co ty robisz?-zapytałam.
-Będzie lepszy widok-uśmiechnął się.-Chodź-wyciągnął do mnie rękę.
Złapałam za nią i wspięłam się na ławkę.
-Zaraz będzie północ!-ucieszyła się Mela.
Chwilę później wszyscy zaczęli odliczać czas. Kiedy doszło do pięciu, blondyn złapał mnie za rękę.
Odwróciłam głowę w jego stronę i się uśmiechnęłam. On odwzajemnił uśmiech i…po prostu mnie pocałował. Słyszałam brawa, krzyki, gwizdy, wystrzały… ale tak jakby to wszystko działo się gdzieś dalej. Tak jakby czas gdzieś tam leciał, a tutaj, w tym miejscu, w tej chwili on po prostu się zatrzymał.
To był…chyba mój najlepszy sylwester.

***
Lekcja języka polskiego. Do dzwonka pozostało niecałe dziesięć minut, a mnie już nosi. Wprost nie mogę się doczekać, kiedy wyjdę z klasy, udam się do szatni, ubiorę się i wybiegnę na zewnątrz. Gdzie czeka na mnie Paweł. Zgadza się, Paweł. Od niecałego miesiąca jesteśmy parą. I…jestem naprawdę szczęśliwa. Dziś idziemy na kręgle, a potem do pizzerii. Bardzo się z tego cieszę.
-Zuza przyjdziesz do mnie jutro?-zapytała szeptem Mela.
-A co się…a no tak!-puknęłam się w głowę.-Idziesz jutro na randkę z Dawidem prawda?-uśmiechnęłam się.
-T-tak właśnie-zarumieniła się.
-Z chęcią przyjdę i pomogę ci się przygotować.
-Dzięki-uśmiechnęła się.
Chwilę później rozległ się dźwięk dzwonka. Szybko się spakowałam i razem z przyjaciółką wyszłam z sali. Większość osób pognała do schodów, które prowadziły do szatni. Gdzie był spory tłok i musiałam się przepychać żeby dostać się do swojej kurtki i worka z butami. Usiadłam na ławce i zmieniłam buty. Potem szybko założyłam na siebie kurtkę i skierowałam się do wyjścia. Miałam już przejść przez duże szklane drzwi, gdy zatrzymał mnie głos przyjaciółki:
-Zuzka zaczekaj!
Odwróciłam się.
-Co jest Lidka?-zapytałam.
Nie wiem czy pamiętacie Lidkę. Dlatego na wszelki wypadek przypomnę wam tę osóbkę. Przyjaźnię się z Lidią od czasów gimnazjum. Dziewczyna po skończeniu tego okresu w naszym życiu wyjechała z rodziną do Kanady. Niedawno wróciła i dostała się do mojej szkoły. Z uwagi na to, że dziewczyna bardzo lubi biologię zapisała się do klasy C. Dlatego nie jesteśmy ze sobą w jednej klasie. Ale nam to nie przeszkadza. Bardzo często się widujemy.
-Masz może swój zeszyt od polskiego?
-Mam. A coś się stało?-zdziwiłam się.
-Wiem, że omawiamy tę sama lekturę i chciałam go od ciebie pożyczyć.
-Okay-odparłam i wygrzebałam z plecaka gruby zeszyt.
-Bardzo ci dziękuję-uśmiechnęła się.
-Nie ma sprawy. No nic ja lecę. Trzymaj się-pocałowałyśmy się w policzki i ruszyłam w dalszą drogę.
Kiedy tylko pokonałam ostatni stopień schodów od razu ruszyłam pewnym krokiem do blondyna opierającego się o drzwi swojego samochodu.
-Witaj piękna- uśmiechnął się.
-Cześć Shrek-wyszczerzyłam zęby.
-No dzięki. Zaniżasz moją samooceną-wygiął usta w podkówkę.
-Taka już jestem-wzruszyłam ramionami.-Ale wiesz… jednak miło cię widzieć-podeszłam bliżej.
-Miło mi to słyszeć-uśmiechnął się obejmując mnie w talii.-Ciebie oczywiście też miło widzieć-pocałował mnie w usta. Trwaliśmy tak przez kilka sekund.
-Okay, to co kręgle i pizza?-zapytał, gdy oderwał swoje usta od moich.
-Chętnie-uśmiechnęłam się.
Chwilę później już siedziałam obok niego. Zapięłam pasy i ruszyliśmy.
Po kilkuminutowej jeździe podczas, której rozmawialiśmy dotarliśmy pod duży budynek, w którym to prócz kręgielni mieściło się również kilka restauracji i salon gier.
Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy do wejścia.

-Znów cię pokonałam!-zaśmiałam się.
-Dałem ci fory-puścił mi oczko.
-Jaasne-pokiwałam głową.-Przyznaj, że wymiękasz!
-Ja wymiękam? Ja wymiękam? Nie no zaraz cię…-podszedł i mnie podniósł.
-I co teraz?-zapytał patrząc mi w oczy.
-Odstawisz mnie na ziemię-rozciągnęłam usta w uśmiechu.
-Zła odpowiedź-odparł z uśmiechem przylegając swoimi ustami do moich.
-Dobra przestańmy bo to miejsce publiczne- zaśmiałam się przerywając pocałunek.
-Racja. Nie będę robił przykrości tym wszystkim dziewczynom. Niech myślą, że jestem wolny- postawił mnie.
-Kto by chciał takiego Shrek’ a?-uśmiechnęłam się szeroko.
-No dzięki. Zaniżasz mi samoocenę-udał zasmuconego.
-Ważne, że ten Shrek jest mój-pocałowałam go w policzek.-To co…gramy dalej?
-Tym razem cię ogram-uśmiechnął się.
-Zobaczymy-puściłam mu oczko.
Cały ten czas kiedy to ja rzucałam Paweł starał się mnie rozproszyć.
-Wiesz, że tamta śliczna blondynka na mnie patrzyła? I się do mnie uśmiechnęła-powiedział.
-Nie uda ci się mnie rozproszyć-uśmiechnęłam się wprawiając w ruch kulę. I tak jak myślałam zbiłam wszystkie stożki.
-Teraz ty-odwróciłam się do niego.
-Zbiję wszystkie-powiedział.
-Czekam-zaśmiałam się.
Po chwili kula już zmierzała w stronę białych stożków. I ku mojemu zdziwieniu, zbiła wszystkie.
-Jest!-ucieszył się chłopak.-Twoja kolej-puścił mi oczko.
-Zobaczymy czy za drugim razem też ci tak dobrze pójdzie-odparłam.
-Hahaha ażebyś wiedziała.
-Nie chwal dnia przed zachodem słońca-puściłam mu oczko. Rzuciłam kulę. Ku mojej radości zbiła wszystkie stożki.
-Widziałeś? Jestem najlepsza!-zaczęłam się śmiać.
-Zaraz zobaczymy-odparł biorąc kulę.
Kilkanaście minut później jednak się okazało, że to ja wygrałam.
-Następnym razem się odegram-powiedział, kiedy zmierzaliśmy do pizzerii.
-Zobaczymy-zaśmiałam się.
Nagle jakaś dziewczyna wpadła na Pawła wypuszczając przy tym siatki z zakupami.
-Ojej przepraszam-powiedziała kucając by sprzątnąć siatki. Usłyszałam, że ma jakiś dziwny akcent.
-Nie szkodzi-schylił się chłopak i zaczął jej pomagać.
-Dziękuję za pomoc-uśmiechnęła się do niego, gdy już wstali.
-Nie ma sprawy- odwzajemnił uśmiech i zamierzał już iść, gdy usłyszeliśmy jej głos:
-Czy my się przypadkiem skądś nie znamy?-zapytała.
-Wydaje mi się, że nie-odparł.
-Och proszę mi wybaczyć. Sądziłam, że to Pan jest tym osławionym Fuksem-uśmiechnęła się.
-Lauren?-zmarszczył brwi.
-Miło cię znów widzieć-zdjęła okulary przeciwsłoneczne.
-Wow! Ale się zmieniłaś-zmierzył ją wzrokiem
Zrobiłam to samo. Owa dziewczyna była wysoka i ubrana w granatową bluzkę w białe kropki i czarny płaszcz. Z ramienia zwisała jej czarna torebka. Na nogach miała czarne legginsy i czarne szpilki. Jej włosy były całe w lokach w kolorze ciemnego brązu. Miała niebieskie oczy, które okalały wachlarze czarnych rzęs. Na powiekach miała kreski, a na ustach szminkę w kolorze intensywnej czerwieni. Była prześliczna. I z pewnością zrobiłaby karierę modelki.
-Ty również-odsłoniła śnieżnobiałe zęby.
-Zuza poznaj moją koleżankę ze studiów Lauren-przedstawił ją Paweł.- Lauren poznaj moją dziewczynę.
-Miło mi-uścisnęłam jej dłoń.
-Wzajemnie. No nic ja musze lecieć ale jeżeli miałbyś kiedyś czas to zadzwoń-podała mu karteczkę.-Trzymaj się!-założyła okulary i odeszła.
-Wow-powiedział blondyn czytając kartkę.
-Co tam jest?-zabrała mu ją.
I szczerze oniemiałam. Ona była rzeczywiście modelką! Lauren Kozłowki-tak się też nazywała.
-Jest polką?-zdziwiłam się.
-. Jej ojciec jest Polakiem-wyjaśnił.-To co? Idziemy?
-Jasne-uśmiechnęłam się.
Miałam jednak pewne obawy. Ta cała dziewczyna była prześliczna, szczupła i wysoka…ideał dla facetów. I w dodatku patrzyła tak na Pawła…no bo przecież jest przystojny. Odkąd tylko pamiętam dziewczyny do niego lgnęły. Często je zmieniał. I może…nie! Zmienił się przecież. Sam mi opowiadał. Poznał w Londynie dziewczynę i się w niej zakochał. Byli ze sobą przez cztery miesiące, a potem ona z nim zerwała bo musiała wyjechać do Sztokholmu. Zapewne by się tym nie przejął, ale on właśnie się przejął. Mówił, że cierpiał przez długi czas. A potem…wrócił do polski i…
-Zuza?-usłyszałam jego głos.
-Em tak?-spojrzała na niego.
Siedzieliśmy przy stoliku od ściany. W głębi pizzerii. Przede mną stało nasze zamówienie.
-Coś się stało?-zapytał.
-Po prostu się zamyśliłam-uśmiechnęłam się.-Jedzmy-oderwałam kawałek.
Po chwili jednak się odezwałam:
-Paweł…mogę cię o coś spytać?
-Pytaj-odparł.
-Jak to się stało, że…
-Się w tobie zakochałem-dokończył za mnie.
Cholera. Skąd wiedział o co chce zapytać?
-Ja…
-Nie musisz być zazdrosna o Lauren. To moja dobra koleżanka. Bardzo mi pomogła zaaklimatyzować się w Londynie-wyjaśnił.
-Nie jestem zazdrosna-odparłam.
-Niech ci będzie-uśmiechnął się.-A zakochałem się w tobie, kiedy tylko pierwszy raz cię zobaczyłem po przyjeździe do Polski.
Rozciągnęłam usta w uśmiechu wgryzając się w kawałek pizzy.
Po skończeniu naszej kolacji chłopak odwiózł mnie do domu.
-Było super-uśmiechnęłam się odpinając pasy.
-Miło, że ci się podobało-zaśmiał się.
-Okay. To ja będę już leciała-odpięłam pasy.-Musze odrobić polski-uśmiechnęłam się.
-Poczekaj chwilkę-złapał mnie za rękę.
-Cos się stało?
-Chciałbym cię o coś zapytać-odparł.
-Pytaj.
-Czy… czy jesteś ze mną szczęśliwa?-spojrzał mi w oczy.
Szczerze mówiąc to byłam trochę zszokowana tym pytaniem. A dlaczego miałabym nie być? A może on chce ze mną zerwać? OMG a może…
-Zuza?-ścisnął moją dłoń.
-Skąd to pytanie?-spojrzałam mu w oczy.
-Wiem, że kiedyś podkochiwałaś się w chłopaku, ale nim zdążyłam mu o tym powiedzieć…cóż twoja siostra wzięła go dla siebie.
-Skąd o tym wiesz?-powiedziałam ton wyżej.
-Spokojnie ja…
-Powiedz mi skąd to wiesz. Proszę-przerwałam mu.
-Mela mi powiedziała-westchnął.
-Co za papla! Powinnam jej zaszyć buzię!-wybuchłam.
-Zmusiłem ją. To moja wina nie jej.
-Paweł nie broń jej ona…-zaczęłam.
-Powiedziała mi bo ją do tego zmusiłem. Jedyną osobą, do której możesz mieć pretensje to ja.
-Po co…chciałeś to wiedzieć?-zapytałam.
-Zauważyłem, że Julka jest bardzo zazdrosna o ciebie. Nie lubi kiedy jesteś w pobliżu jej chłopaka. To Rafał jest tym chłopakiem, którego kiedyś kochałaś, prawda?
-Tak to Rafał. Ale dałam sobie z nim spokój. Jest moim przyjacielem. Nie musisz być o niego zazdrosny-odparłam.
-Nie zamierzam-zaczesał mi pasmo włosów za lewe ucho, uśmiechając się przy tym.
-Kocham cię i jestem z tobą bardzo szczęśliwa-powiedziałam go całując.
Kiedy chciałam przerwać pocałunek, blondyn położył swoją rękę na moim karku i po prostu mi nie pozwolił.
-Ja mam tak samo z tobą-uśmiechnął się, gdy odsunęliśmy od siebie swoje usta.
-Muszę już iść. Widzimy się pojutrze-pocałowałam go jeszcze raz i wysiadłam z samochodu.
Kiedy znalazłam się już przed drzwiami, odwróciłam się i pomachałam mu. Odmachał i odjechał.
Uśmiechnięta weszłam do domu.
**********************************************************
Hej, hej, hej!
Wracam do Was z kolejnym rozdziałem
Wybaczcie mi proszę, że nie było mnie tak długo ale szkoła i nauka robi swoje >.<
Dzisiejszy rozdział należy do tych "luźnych". Ale mogę Was zapewnić, że w następnych pojawi się więcej akcji
Ale co tam się dzieje u Was?
Radzicie sobie?
Mam nadzieję, że tak!

Pozdrawiam Was Serdecznie
A.Wiktoria

Lauren






 

 
Rozdział 40

-Tutaj jesteś!-usłyszałam. Odwróciłam się i na szczycie schodów stała moja siostrzyczka ubrana w różową sukienkę. Jej blond włosy były spięte w koka, ale jeden długi loczkowaty kosmyk opadał wzdłuż szyi. Jej usta były w kolorze sukienki, podobnie jak powieki. Rzęsy potraktowała tuszem, a całą twarz fluidem, gdyż dostrzegałam minimalną różnicę po między jej normalnym odcieniem skóry, a obecnym.
- Czekałem na ciebie-uśmiechnął się chłopak.
-Wybacz. Musiałam doprowadzić się do takiego efektu. Ale chyba nie wyszło tak źle?
-Wyszło idealnie-szerzej się uśmiechnął.
-O, cześć Zuza. Ty też się gdzieś wybierasz?
-Tak. Idę na bal-złapałam za rogi sukienki.
-Ładna sukienka-powiedziała.
-Dziękuję. Twoja również-uśmiechnęłam się.
-Kochanie dałaś sobie radę?-weszła do pomieszczenia mama ubrana w sukienkę, którą jej wybrałam. Wyglądała dokładnie tak jak jej doradziłam.
-Tak. Wszystko już gotowe- powiedziałam.
-Ojejku. Dziewczyny wyglądacie prześlicznie! Poczekajcie pójdę po aparat-oddaliła się szybkim krokiem.
-Mamo nie trzeba…
-Trzeba-powiedziała Julka.-W końcu nie na co dzień mamy okazję założyć takie bajeczne kreacje, prawda siostrzyczko?-zeszła po schodach.
-Racja. To niech mama zrobi wam zdjęcie, a ja uciekam-odparłam idąc do przed pokoju.
-Ej nie uciekaj-złapał mnie za rękę Rafał.
Odwróciłam się.
-Zdjęcie to nic strasznego. Chodź za pozujesz z nami-uśmiechnął się.
Odwzajemniłam uśmiech ale widziałam, że spojrzenie jakim obdarzyła mnie siostra, było mordercze.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
-To do mnie-powiedziałam. Kiedy je otworzyłam moim oczom ukazał się Paweł. Pod rozpiętym płaszczem dostrzegłam, że pod spodem miał na sobie czarny smoking..
-A sądziłem, że to ja dobrze wyglądam-uśmiechnął się,
-Wejdź-uśmiechnęłam się wpuszczając go do środka.
-To dla ciebie-wyciągnął ręce zza pleców, w których trzymał bukiet czerwonych róż.
-Dziękuję-powiedziałam całując go w policzek.
Czemu ja to zrobiłam? Zaraz, przecież się z nim spotykam. Mam prawo żeby pocałować go w policzek.
-To możemy robić to zdjęcie?-usłyszałam moją mamę.
-Chwila-powiedziałam.-Zdejmuj płaszcz-zwróciłam się do Pawła.
-Jaka poważna- zaśmiał się.
Szybko udałam się do kuchni. Znalazłam jakiś dzbanek i nalałam do niego wody, do której wstawiłam róże.
-Mamo, to jest Paweł i to z nim idę na ten bal-uśmiechnęłam się.
-Paweł? Paweł Maj?-zdziwiła się.
-Tak to ja-uśmiechnął się blondyn.
-Mój Boże jak ty wyrosłeś! Miło cię znów widzieć-wyciągnęła do niego rękę z uśmiechem.
-Panią również miło widzieć-złapał za nią i ucałował.
-Dobrze, a teraz się ustawcie. Zrobię wam zdjęcie.
Po chwili cała nasza czwórka pozowała już do zdjęcia. Potem mama zrobiła nam zdjęcia oddzielnie.
-Okay. Koniec sesji musimy się zbierać-powiedziałam idąc do przedpokoju.
-Racja. Przepraszam, że zajęłam wam czas-uśmiechnęła się krzywo mama
-Nie przesadzaj mamo. Będą jakieś pamiątki-uśmiechnęłam się całując ją w policzek, kiedy miałam już wychodzić.
-Okay to cześć i miłej zabawy- uśmiechnęłam się.
-Wzajemnie-odwzajemniła uśmiech Julka. Najwyraźniej zadowolona, że się mnie pozbywa.

***
-Muszę ci coś powiedzieć-spojrzałam na Pawła, kiedy staliśmy w korku.
-Hm?-zerknął na mnie.
-Mela będzie na tej samej imprezie co my.
-Żartujesz?-uniósł jedną brew.
-Nie. I sądzę, że to dobry moment żeby…
-Jej powiedzieć, że się spotykamy?-dokończył za mnie.
-Tak.
-Też tak sądzę-odparł ruszając, gdyż korek się rozluźnił.
Kiedy zajechaliśmy na parking dużego, białego budynku nie bardzo mogłam uwierzyć, że jest to restauracja. Nad głównym wejściem wisiały ogromne błyszczące się litery z napisem: „Monique”.
W środku wzięto od nas zaproszenia jak i płaszcze.
-Gotowa?-nadstawił ramię blondyn.
-Tak-uśmiechnęłam się łapiąc go za nie.
Powolnym krokiem weszliśmy na ogromną salę balową, której wystrój był po prostu magiczny. Z sufitu zwisało milion sznurkowych światełek oświetlających parkiet.. Który zajmowały tańczące pary piosenki wykonywanej przez zespół na scenie. Widok był po prostu magiczny.
-Idziemy zająć stolik?-zapytałam.
-Panie przodem-uśmiechnął się.
Ruszyłam w stronę czteroosobowych stolików ozdobionych na środku kwiatami spomiędzy, których wyłaniały się lampki oświetlające stolik fioletowym odcieniem.
I w taki sposób chwilę później siedziałam obok Pawła.
-Chyba mi nie powiesz, że chcesz tu siedzieć przez całą noc?-odezwał się.
-Oczywiście, że nie. Przecież o północy wyjdziemy na dwór-uśmiechnęłam się.
-I do tego czasu zamierzasz tutaj siedzieć?
-Owszem-wyszczerzyłam zęby.
-Szkoda, że sobie nie posiedzisz-wstał.-Zatańczymy?-wyciągnął do mnie rękę.
-Chętnie-złapałam za nią i ruszyliśmy na parkiet.
Tańcząc z nim świetnie się bawiłam. W pewnym momencie się zmęczyliśmy i blondyn zaproponował, że pójdzie nam po coś do picia. Od razu się zgodziłam i pozwoliłam by przepchnął się przez tłum do barku.
W tym czasie miałam iść do stolika. Przepychałam się przez tłum i byłam zaledwie o krok od stolika, gdy na kogoś wpadłam.
-Ojej przepraszam-powiedziałam podnosząc wzrok. Moim oczom ukazała się Mela ubrana w sukienkę, którą kupiła w sklepie, gdy była ze mną i Klaudią na zakupach.
-Zuza? A co ty tu robisz?!-zmierzyła mnie od stóp do głów.
-Ja…ja…-zaschło mi w gardle.
-Wziąłem dla nas jakieś soki- nagle pojawił się obok nas Paweł.-O, cześć Mela.
-Dla nas?-wytrzeszczyła oczy.
-Tak, my…-zaczęłam.
-Przyszliśmy tutaj razem-dokończył za mnie.
-Więc to z nim się spotykasz?
-Mela ja…-zaczęłam.
-Dlatego nie chciałaś żebym go poznała. I przez ten cały czas ukrywaliście ten fakt przede mną? Przez ten cały czas?-w jej oczach zobaczyłam łzy.
-Wszystko ci wyjaśnię-powiedziałam.
-Nie chcę twoich wyjaśnień! Okłamaliście mnie! Nie chcę was znać!-odwróciła się i pobiegła.
-Co się jej stało?-nagle pojawił się obok nas Dawid.
-Pójdę z nią pogadać-powiedział Paweł.
-Nie. Ja to zrobię-zatrzymałam go.
-Zaczekaj-złapał mnie za rękę Dawid.
-Musze za nią iść.
-Wiem. Weź to-zdjął swoją czarną marynarkę i założył mi ją na ramiona.
-Potrzymaj to-blondyn wepchnął chłopakowi szklanki pełne pomarańczowej cieczy.
-Daj to Meli. Na pewno się przeziębi-podał mi swoją marynarkę.
-Dzięki- uśmiechnęłam się i pobiegłam w stronę wyjścia.
Gdy znalazłam się na zewnątrz poczułam jak bardzo jest mi zimno. Wsunęłam ręce w rękawy marynarki. Zaczęłam szukać wzrokiem przyjaciółki. Ale nigdzie jej nie dostrzegłam.
-Przepraszam-zwróciłam się do jakiejś kobiety palącej papierosa.
-Tak?
-Czy nie widziała Pani dziewczyny, blondynki ubranej w białą sukienkę? Wybiegła z restauracji i nie mogę jej znaleźć.
-Zdaje się, że pobiegła za budynek-wskazała ręką chodnik skręcający za ścianą.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się i ruszyłam.
Po chwili dotarłam na miejsce. Znajdował się tam ogród. W wiosnę był pewnie piękny, ale teraz nie rosły tutaj żadne kwiaty. Wszystko spowijał biały puch, a fontanna była wyłączona. Zobaczyłam odzianą w biel postać siedząca na ławce. Ruszyłam w jej stronę.
-Weź. Na pewno ci zimno-wyciągnęłam w jej stronę rękę, w której trzymałam marynarkę blondyna.
-Nie chcę-odparła. Siedziała zginając się do przodu. Twarz skrywała w dłoniach.
Usiadłam obok niej, ale się odsunęła.
-Chciałam ci powiedzieć.
-Więc dlaczego tego nie zrobiłaś za nim się dowiedziałam?
-Bałam się-odparłam.
-Niby czego?
-Bałam się tego co się wtedy stanie.
-Czyli co? Nie widzisz, że to się już stało?-spojrzała na mnie.
-A więc mnie nienawidzisz?
-Nie mogę zrozumieć dlaczego mi nic nie powiedzieliście-odparła z pretensją.
-Zawsze darzyłaś dziewczyny Pawła nienawiścią, więc pomyślałam, że jeżeli ze sobą będziemy to…mnie znienawidzisz.
-Jak mogłaś tak pomyśleć? Jesteś moja przyjaciółką!-wstała.- Znamy się od dziecka. Sądzisz, że mogłabym w ciągu jednej minuty przekreślić to co nas łączyło?-spojrzała na mnie.
-Teraz widzę, że moje domysły były głupie. Przepraszam-wstałam.-Przepraszam, że…nie powiedziałam ci wcześniej.
-Całowaliście się już?
-Co? Jasne, że nie. Co ty sobie myślisz, że od razu się do siebie przykleiliśmy?-uśmiechnęła się.
-Jak długo się spotykacie? Albo nie mów! Lepiej mi powiedz jak to się zaczęło.
-Na początek to-założyłam jej na ramiona marynarkę jej brata.
-To powiesz mi?-zapytała wsuwając ręce w rękawy marynarki.
-Oczywiście-uśmiechnęłam się.-No więc…
-Poczekaj!
-Coś się stało?-zmarszczyłam brwi.
-Ja też przepraszam-przytuliła mnie.
-Miło wiedzieć, że nie chcesz mnie zabić.
-Zrobię to kiedy indziej-usłyszałam.
-No dzięki!
-Ja też cię kocham-odsunęła się ode mnie i spojrzała mi w oczy z uśmiechem.
-Wiem-jeszcze raz ją przytuliłam.

Nim weszłyśmy do restauracji otarłam czarne smugi z policzków Meli za pomocą chusteczek, które jak się okazało leżały w kieszeni marynarki Dawida. Gdy skończyłam uśmiechnęłam się i weszłam z przyjaciółką do środka. Od razu udałyśmy się do stolika mojego i Pawła. I wtedy doznałam szoku. Gdyż przy stoliku siedzieli nie tylko Paweł i Dawid, ale również Filip z Dagmarą i Rafał!
-A co się tutaj dzieje?-zapytałam podchodząc.
-Hej Zuza!-przywitał mnie Filip całując mnie w policzek.
-Cześć-uśmiechnęłam się.
-Hej-przywitała się Dagmara czyniąc ze mną ten sam gest.
-Miło cię znów widzieć-uśmiechnął się Rafał.
-Ciebie też-odwzajemniłam uśmiech.
-Mela zatańczymy?-odezwał się Paweł.
-Jasne. Dzięki za marynarkę-zdjęła ją z ramion i podała chłopakowi,.
-Nie ma sprawy- powiesił ją na krześle i udał się z siostrą na parkiet.
-Zuza masz prześliczną sukienkę-usłyszałam.
-Dzięki. Ty też-uśmiechnęłam się do Dagmary.
Dziewczyna miała na sobie błyszcząca się białą sukienkę bez ramiączek. Jej włosy były spięte w kucyka, a powieki pomalowane na biało. Rzęsy potraktowała tuszem, a usta czerwoną szminką. Efekt był naprawdę ładny.
-Pójdę się czegoś napić. Też chcecie?-zaoferował się Dawid.
-Wodę-odparła Dagmara.
-Dla mnie też-dołączył się Filip.
-A wy?-spojrzał na mnie i na Rafała.
-Nie dzięki-odpowiedzieliśmy w tym samym momencie.
-Okay-powiedział i zniknął wśród tłumu.
-Daga idziemy zatańczyć?
-Jasne-uśmiechnęła się dziewczyna do blondyna i ruszyła z nim na parkiet.
Ja i Rafał zostaliśmy sami przy stoliku.
-Właśnie sobie przypomniałem, że mi coś obiecałaś-usłyszałam.
-Co takiego?-spojrzałam na niego.
-Że podarujesz mi jeden taniec-rozciągnął usta w uśmiechu.
-I?
-Zatańczysz?-wyciągnął do mnie dłoń.
-Myślałam, że już nie zapytasz- zaśmiałam się za nią łapiąc.
Ruszyliśmy na parkiet.
Kiedy zaczęliśmy tańczyć, zobaczyłam katem oka moją siostrzyczkę, która w myślach pewnie widziała jak mnie dusi.
Nie obchodziło mnie to. Rafał i ja byliśmy przyjaciółmi, a taniec to nic takiego. Ale to, że ją wkurzyłam było dla mnie czymś satysfakcjonującym.
-Mogę cię o coś zapytać?-usłyszałam,.
-Jasne pytaj-oparłam w chwili, w której mnie okręcił.
-Czy Paweł to twój chłopak?
-A skąd to pytanie-uśmiechnęłam się.
-Po prostu od dłuższego czasu się spotykacie i…po prostu jestem ciekaw.
-Nie jesteśmy parą-wyjaśniłam.
-Jeszcze?-zdziwił się.
-Tak wyszło-przekręciłam głowę.
-Rozumiem.
-A teraz ja chcę cię o coś zapytać, mogę?-zapytałam.
-Śmiało-przekręcił mnie na bok.
-Jak ci się układa z moją siostrą?
-Szczerze?-podnieśliśmy się do pozycji stojącej,
-Jasne-okręcił mnie.
-Umiesz dotrzymać tajemnicy?
-Jestem twoją przyjaciółką. Jeżeli nie chcesz to nikomu tego nie powiem-odparłam.
-Wiem-uśmiechnął się.-No więc Julka…powoli zaczyna mi działać na nerwy.
-A co takiego robi?-zapytałam.
-Jest strasznie zazdrosna-powiedział, gdy kolejny raz mnie przekręcił.
-A to nie normalne w związku?
-Normalne, ale żeby aż tak? Do tego jeszcze dochodzi to, że mówi swoim koleżankom o naszych prywatnych sprawach. Często się zdarza, że jesteśmy gdzieś razem i nagle dzwoni jej koleżanka i zaczyna z nią gadać. Albo ciągle pisze sms’ y.
-I ciebie to wkurza-powiedziałam.
-Jak mogłoby nie wkurzać? Ja tak nie robię-okręcił mnie.
-Powinieneś z nią o tym porozmawiać.
-Wiem. Problem w tym, że nie wiem jak jej to powiedzieć.
-Po prostu. Powiedz jej prawdę i to wszystko-odparłam.
-A co jak się na mnie obrazi?
-Wtedy mi powiesz i ja z nią pogadam-wyjaśniłam.
-Dzięki- uśmiechnął się.
-Nie ma sprawy-odwzajemniłam uśmiech, a on na koniec piosenki po raz ostatni mnie przekręcił.
-Dziękuję za taniec-ukłoniłam się teatralnie podnosząc do góry rogi sukienki.
-Ja również-ukłonił się a potem wziął mnie za rękę i ją ucałował.
-Może teraz my zatańczymy?-nagle obok nas znalazła się moja siostra.
Chłopak spojrzał nie pewnie na mnie.
-Idźcie-uśmiechnęłam się.
Odwzajemnił uśmiech i wziął za rękę moja siostrę.
Miałam zamiar iść do stolika ale ktoś złapał mnie za rękę i do siebie przyciągnął.
-Może my też zatańczymy?-usłyszałam głos Pawła.
-Chętnie- odwróciłam się do niego z uśmiechem,
I właśnie w tym momencie zaczęli grać spokojną piosenkę.
-Nie jestem dobra w tańczeniu wolnych piosenek-powiedziałam.
-Więc się nauczysz-uśmiechnął się.
Przysunął mnie do siebie jeszcze bardziej. Oparłam mu głowę na ramieniu i zamknęłam oczy.
**********************************************************
Hej!
Powracam do Was z kolejnym rozdziałem, który mam nadzieję przypadnie Wam do gustu ^__^
Jak Wam minął Sylwester? Zaliczacie go do udanych?
Bo ja mój i owszem
Powodzenia w szkole!

Pozdrawiam.
A.Wiktoria

Brunetka-Zuza Blondynka-Julka



1-Dagmara 2-Mela


  • awatar Raz $ię żyje!: Genialny *,* Wreszcie powiedział, ze Juka go denerwuje ;> Nareszcie mądrze gada ♥
  • awatar Josza Bez Kaloszaa :3: Świetne <3 Szkoda, że dopiero teraz zaczęłam czytać :3
  • awatar zuuuziczek: Opowiadanie świetne, postaraj się jak najczęściej dodawać nowe rozdziały, bo nie mogę się doczekać następnego i świetnie piszesz..:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Hej wszystkim!
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam dużo prezentów, ciepłej, rodzinnej atmosfery przy świątecznym stole i tego by podczas tych świąt uśmiech nie schodził Wam z twarzy. Życzę również udanego Sylwestra, byście spędzili go w gronie rodziny bądź przyjaciół.


Wesołych Świat i Szczęśliwego Nowego Roku życzy Wam A.Wiktoria



 

 
Rozdział 39


Ściany kuchni były w kolorze brzoskwini, a podłoga w kolorze bieli. Przy łuku, przez który tu weszłam stał okrągły czteroosobowy stół i cztery krzesła. Naprzeciwko stołu znajdował się długi blat, gdzie była usytuowana w jednym miejscu płyta gazowa. Dalej od tej właśnie płyty stała mikrofalówka, ekspres do kawy i zlew. A nad blatem znajdowały się drewniane szafki.
Po upływie kilku chwil zasiadłam z Melą do stołu z parującymi kubkami.
-To o czym chciałaś pogadać?-zapytałam pierwsza.
-Zapytam wprost. Czy nie chcesz przedstawić mi swojego chłopaka?
-Mojego chłopaka?-zmarszczyłam brwi.-Ale ja nie mam chłopaka.
-To znaczy, że nie spotykasz się już z tym jak mu tam…Pawłem?
-Spotykam się ale nie jesteśmy jeszcze parą-wyjaśniłam.
-Dlaczego?
-Mnie o to pytasz?-uniosłam brwi.
-A kiedy go poznam?-zapytała.
-Mela dopiero się nawzajem poznajemy i…
-Nie ściemniaj. Powiedz, że nie chcesz mi go przedstawić i tyle-burknęła.
-Mela ale jak chce ci go przedstawić, tylko…chciałabym z tym jeszcze zaczekać-wyjaśniłam.
-Dlaczego?
-Czy znasz inne słowa prócz: „Dlaczego”?-upiłam łyk zawartości kubka.
-Po prostu chciałabym wiedzieć co się dzieje z moją przyjaciółką. Za bardzo się od siebie oddaliłyśmy Zuza. Nie gadamy już tak często, nie spotykamy się już tak często…co się z nami stało?-spojrzała na mnie, a ja zobaczyłam w jej oczach łzy.
-Przepraszam Mela-przytuliłam ją.-Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, przepraszam, że czułaś się odtrącona. Masz rację, nie spędzamy już ze sobą tak wiele czasu jak kiedyś. Będziemy musiały to naprawić. Co powiesz na kino?-uśmiechnęłam się.
-A kiedy chciałabyś iść?-zapytała ocierając łzy.
-Na przykład jutro. Co ty na to?
-A mógłby iść z nami ktoś jeszcze?-zapytała.
-Oczywiście, że tak-uśmiechnęłam się.
-To może pójdziemy całą paczką?
-Kogo masz na myśli?-zdziwiłam się.
-Dawida, Rafała i Filipa. Ale zapewne będzie tak: Filip weźmie ze sobą Dagę, a Rafał Julkę.
-Pewnie tak będzie. Ale to chyba nie jest złe?
-Oczywiście, że nie-uśmiechnęła się.
Nagle rozległ się trzask otwieranych drzwi. Ktoś wszedł do domu. Chwile później do kuchni wkroczył Paweł.
-Cześć Mela-powiedział.-O, cześć Zuza-uśmiechnął się.-Przeszkadzam?
-Nie no co ty. I tak już musze iść-wstałam.
-Już? Tak szybko?-zdziwiła się Mela.
-Mamie zależało żebym była na obiedzie, więc musze iść-uśmiechnęłam się krzywo.
-Odprowadzę cię-powiedziała Mela.
Poszłyśmy do przedpokoju, gdzie się założyłam buty i płaszcz.
-Popiszemy na facbook’ u?-zapytałam.
-Tak. Wszystko ustalimy-uśmiechnęła się.
-Trzymaj się-uściskałam ją i wyszłam.
Przeszłam wybrukowaną ścieżką i wyszłam na chodnik kierując się do domu. Już miałam wsadzić słuchawki do uszu, gdy usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się. I zobaczyłam Pawła.
-Uciekasz bo zobaczyłaś mnie?
-Co? Nie. Po prostu…musze już wracać-wzruszyłam ramionami.
-Odwieźć cię?
-Przejdę się. Cześć-posłałam mu uśmiech i przeszłam przez furtkę.
Przez całą drogę do domu zastanawiałam się co mam zrobić z tym, że powoli zaczynam go lubić.
I właściwie to od tamtego momentu cały czas się nad tym zastanawiałam. Praktycznie przez całe święta. Czas minął bardzo szybko i nim się obejrzałam siedziałam w swoim pokoju zastanawiając się w czym pójdę na Sylwestrowy Bal z Pawłem.
Nagle rozległ się dźwięk mojego telefonu. Dzwoniła Mela.
-Halo?-odezwałam się pierwsza.
-Cześć! Słuchaj musze powiedzieć ci coś absolutnie mega ważnego!
-No to mów. Słucham-zaśmiałam się.
-To nie na telefon. Możemy się spotkać?
-Sądzę, że mogłabyś do mnie przyjść-odparłam.
-Okay. Będę za jakieś pięć minut.
-Szybko-uśmiechnęłam się.
-Pobiegnę. Okay do zobaczyska!-rozłączyła się.
Odłożyłam telefon i zeszłam do kuchni by przyrządzić sobie i przyjaciółce coś do picia. Akurat w czajniku była gorąca woda, więc zrobiłam cappuccino. Z parującymi kubkami weszłam na górę i postawiłam je na biurku. Chwilę później rozległ się dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół i wpuściłam do środka przyjaciółkę.
-Cześć-pocałowałyśmy się w policzki.
-Chodźmy na górę. Czeka tam na nas cappuccino-uśmiechnęłam się.
-Okay-odparła blondynka zakładając na nogi kapcie.
-Słucham. Co to za mega ważna sprawa-zaśmiałam się siadając na łóżku.
-Nie uwierzysz. Dawid zaprosił mnie na bal!
-Serio? A jaki bal-zapytałam podekscytowana.
-Patrz-podała mi jakiś bilet.
I wtedy doznałam szoku. To był bilet na bal, na który idę z Pawłem. Cholera już po mnie!
-Sądziłam, że nie lubisz takich imprez-powiedziałam oddając przyjaciółce bilet.
-No tak. Ale…od dłuższego czasu…Dawid…no on…on mi się podoba.
-Co?!-wytrzeszczyłam oczy.
-Podoba mi się. Ja…wiem, że to nie fair bo się przyjaźnimy ale…on zawsze przy mnie był. Mogłam mu o wszystkim powiedzieć i ja…chce iść na ten bal-zarumieniła się.
-Sądziłam, że wiem o tobie wszystko ale jak widać…się myliłam.
-Przepraszam. Nie wiedziałam jak ci o tym powiedzieć-spojrzała na mnie.
-Rozumiem. Okay w porządku. I co teraz?-zapytałam zaczesując pasma włosów za uszy.
-No…nie mam żadnych takich eleganckich sukienek i…chciałabym żebyś mi pomogła. I właściwie co ty robisz? Czemu te wszystkie ciuchy są na twoim łóżku czy na podłodze, a nie w szafie?-zapytała.

-Boi widzisz…ja sylwestra spędzam z…-zaczęłam
-Tym Pawłem?
-Właśnie- uśmiechnęłam się.
-I gdzie idziecie?
-Noo on powiedział…że to niespodzianka-skłamałam.
-Czyli też nie wiesz w co masz się ubrać?
-Wiesz. Jedyne co wiem to to, że idziemy na jakąś imprezę-powiedziałam.
-Super-uśmiechnęła się.-To co? Zakupy?
-Tak. Tak chyba będzie najlepiej.
Godzinę później byłyśmy już w centrum handlowym, gdzie miałyśmy się spotkać z Klaudią.
-Cześć!-przywitała nas z uśmiechem.
-Cześć. To co? Idziemy na zakupy?-zaśmiała się Mela.
-Jasne!
Weszłyśmy do jednego ze sklepów. Jak się okazało Klaudia wyjeżdżała na sylwestra do swojej kuzynki, która mieszka w Krakowie.
-Więc raczej się nie spotkamy co?-powiedziałam do Klaudii.
-Raczej nie. Ale obiecuje, że zobaczymy się później-uśmiechnęła się.
-I jak wyglądam?-zapytała Mela wychodząc ubrana w jedną z sukienek.
-Moim zdaniem powinnaś ją zmienić-powiedziałam.
-Ja też tak sądzę-dołączyła się Klaudia.
-Okay-odparła Mela wracając do przebieralni.
-O cześć Zuza!-usłyszałam.
Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętą Dagmarę.
-Hej-przywitałam się. Co tutaj porabiasz?
-O wiesz, Filip zaprosił mnie gdzieś na sylwestra. Znając go będzie to pewnie kolacja, więc szukam jakiejś sukienki-uśmiechnęła się.
-Zaprosił cię?
-Tak-zarumieniła się.
-To świetnie!-uśmiechnęłam się.-Jesteś sama?
-Tak. Wiesz…od dłuższego czasu Kamila i ja…nie gadamy ze sobą. Zaczęła chodzić z takim Mariuszem i woli jego znajomych.
-Nie martw się. Masz nas-uśmiechnęłam się.-Klaudia poznaj Dagmarę, chodzi ze mną i Melą do klasy-powiedziałam,.
-Hej-przywitała się czarnowłosa.-Dołączysz do nas?
-Jeśli to nie problem.
-Jaki problem? Mela właśnie przymierza kolejną sukienkę-uśmiechnęłam się.
Blondynka zajęła miejsce obok mnie na kanapie.
-A co sądzicie o tej?-wyszła Mela.-O cześć Daga-uśmiechnęła się.
-Cześć-odwzajemniła uśmiech blondynka.-Sądzę, że ta jest idealna. A wy?-spojrzała na mnie i czarnowłosą.
-W sumie to tak-powiedziałam.
Mela miała na sobie białą sukienkę prostą do pewnego momentu, a potem już rozkloszowaną. Sukienka miała również koronkowe czarne róże, które zajmowały prawą część.
-Świetna- uśmiechnęła się Klaudia.
-Haha okay. Teraz wasza kolej-uśmiechnęła się.

Stałam w swoim pokoju przed lustrem. Miałam na sobie czarną sukienkę kupioną podczas zakupów z dziewczynami. Bardzo mi się podobała. Uśmiechnęłam się do lustra. Chwilę później kreacja zwisała już zwieszaka zaczepionego o górę szafy po to, by się nie pobrudziła. Ubrana w piżamę wskoczyłam na łóżko, zgasiłam światło i poszłam spać.
Następnego dnia kiedy mijałam pokój mojej siostrzyczki zobaczyłam cos bardzo dziwnego. Otóż przez uchylone drzwi widziałam zwisającą z wieszaka różową balową sukienkę. Czyżby Julka wybierała się z Rafałem gdzieś na sylwestra? A jeżeli nawet to mało mnie to obchodzi. Wzruszyłam ramionami i poszłam do łazienki. Prawie cały dzień spędziłam na pomaganiu mamie w porządkach domowych, gdyż jak się okazywało z okazji sylwestra wpadało do niej i do taty kilka znajomych.
Właśnie kończyłam ogarniać kuchnię, gdy usłyszałam moją mamę.
-Zuza mogłabyś tutaj na chwilkę przyjść?
-Jasne!-odkrzyknęłam i udałam się w stronę skąd dobiegał jej głos. Po chwili trafiłam do sypialni jej i taty.-Co się stało?-zapytałam stojąc w progu.
-Czekaj…Jak wyglądam?-pokazała mi się w ciemnożółtej sukience za kolana z bufiastymi rękawami 3/4. Niestety musiałam przyznać, że wyglądała po prostu tragicznie.
-Mamo…nie chcę być nie miła ale wyglądasz w niej…niedobrze.
-Czyli nie? Cóż, w takim razie będę musiała ubrać się w spodnie-posmutniała.
-Na pewno masz jeszcze jakieś sukienki. Czekaj-powiedziałam otwierając jej szafę. Po chwili z jej dna wyciągnęłam jakąś sukienkę. Była w kolorze indygo. Miała niewielki dekolt i krótkie rękawy.
-A ta?-zapytałam.
-Pokaż ją. Skąd ty ją wytrzasnęłaś? Nawet nie wiedziałam, ze taką mam. Zaczekaj przymierzę ją-wzięła ode mnie kreację. Nie minęło pięć minut, a była już gotowa.
Mama wyglądała po prostu świetnie. Sukienka była na dole rozkloszowana i sięgała jej do kolan.
-Wow mamo…wyglądasz…ślicznie-uśmiechnęłam się.
-Tak uważasz?
-Tak ale…
-Co ale?-zapytała.
Podeszłam do niej i rozpuściłam jej włosy, które sięgały jej za ramiona. Zaczesałam część jej włosów za prawe ucho i włożyłam do niego długiego, błyszczącego się kolczyka. Na szyję założyłam jej czarne korale i była gotowa.
-Zdecydowanie teraz lepiej-uśmiechnęłam się.
-Skarbie. Dziękuję-pocałowała mnie w czoło.
-Nie ma sprawy. Tylko pomaluj usta na czerwono, a powieki na czarno i efekt będzie idealny- uśmiechnęłam się i wyszłam.
Udałam się do łazienki by wziąć prysznic. Dwie godziny potem byłam ubrana w kupioną sukienkę. Na szyi miałam naszyjnik wykonany ze sztucznych brylantów. Z uszu zwisały mi pasujące do naszyjnika kolczyki, a na prawym nadgarstku znajdowała się bransoletka do zestawu. Moje włosy były całe w lokach i opadały miękko na ramiona. Na oczach miałam narysowane kreski, a usta pomalowane na czerwono.
Przeglądałam się właśnie w lustrze, gdy usłyszałam wołający mnie głos mamy. Zbiegłam na dół.
-Skarbie mogłabyś dokończyć? Chciałabym się już przebrać-powiedziała.
-Jasne-uśmiechnęłam się.
-Dziękuję. I ślicznie wyglądasz-ucałowała mnie w czoło i poszła do swojej sypialni.
Uśmiechnęłam się. Podeszłam do stołu by sprawdzić czego jeszcze brakuje. Jak się okazało, brakowało szklanek, które znajdowało się w górnej szafce. Zdjęłam szpilki i weszłam na stołek, który podstawiłam pod szafkę. Zaczęłam wykładać szklanki na blat, gdy już skończyłam i zamierzałam zjeść zorientowałam się, że stałam na skrawku swojej sukienki. Podniosłam nogę by odsunąć sukienkę i straciłam równowagę. W jednej chwili poczułam, że spadam. Cholera jasna będzie bolało- pomyślałam, ale nie bolało. Bo ktoś mnie złapał.
-Dobrze, że akurat zszedłem na dół-usłyszałam.
Zobaczyłam kim był mój wybawca. Okazał się nim Rafał.
-Tak. Rzeczywiście dobrze-przez moje usta przemknął uśmiech.-Dziękuję. Jesteś moim bohaterem.
-Nie chcę się chwalić, ale jak widać tak-uśmiechnął się.
-Jak mogę ci się odwdzięczyć?
-Uśmiechając się jeszcze raz-odparł.
-I tyle?
-Bohaterom najczęściej to wystarcza-znów się uśmiechnął.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Pewnie jestem ciężka. Lepiej mnie postaw za nim dostaniesz przepukliny-zaśmiałam się.
-A co to dla super bohatera? Jesteś lekka jak piórko.
-Oj nie wydaje mi się-odparłam.
-Ach tak? Czy gdybyś była ciężka mógłbym zrobić tak?-zakręcił się ze mną na rękach.
-Lepiej tak więcej nie rób.
-Jak? Tak?-znów zaczął się kręcić.
Przytuliłam się do jego szyi ze śmiechem.
-Tak. Właśnie tak-powiedziałam patrząc mu w twarz, gdy przestał.
-Niech ci będzie-postawił mnie.
-Dziękuję-odparłam poprawiając sukienkę.
-Ślicznie w niej wyglądasz. Wybierasz się na bal?
-Dziękuję i tak-uśmiechnęłam się.
-To tak samo jak ja i Julka
-Raczej się nie spotkamy, co?-zapytałam.
-Nie mam pojęcia ale jeżeli tak…zatańczysz ze mną?
-Chętnie-ponownie się uśmiechnęłam.
-Trzymam za słowo.
**********************************************************
Witajcie!
Uff, nareszcie dodaje te wypociny.
Nauka pochłonęła mnie całkowicie i prawie nie mam czasu pisać.
Ale jakoś daje radę

Ale co tam u Was?
Jak sobie radzicie?
Cóż, trzymajcie się i do następnego rozdziału!

Wasza A.Wiktoria

Sukienka Julki



Sukienka Zuzy




Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Rozdział 38

Następnego dnia rano obudziłam się o godzinie 6: 00. Ubrana w czarne marmurki, bluzkę na ramiączka z białym napisem: „Nirvana” i czarnym długi swetrem udałam się do łazienki. Gdzie się umalowałam i spięłam włosy w wysokiego kucyka. Gotowa zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapki z twarogiem i dżemem truskawkowym. Do tego zaparzyłam sobie kawę i usiadłam do stołu. Po kilku minutach do kuchni weszła Julka.
-O, cześć-usłyszałam moją siostrzyczkę.
-Cześć-odparłam między piciem kawy, a konsumowaniem kanapek.
Dopiero po chwili zobaczyłam, że blondynka ma na sobie czarne legginsy, białą koszulkę z logo AC/DC oraz jeansową kurtkę. Na czubku głowy miała koka, a na oczach ciemny cień do powiek. Rzęsy wydłużone i pogrubione, a usta w kolorze krwi.
-Nowy look?-zapytałam.
-Owszem-uśmiechnęła się.
-Od kiedy słuchasz AC/DC?
-Co? A… od dawna- odparła.
-Tak? Nie wiedziałam. Uwielbiam głos ich wokalisty, czekaj…zapomniałam jak się nazywał. Przypomnisz mi?
-Arnold Young-usłyszałam.
Wybuchłam śmiechem.
-Co? Z czego się tak śmiejesz?-zapytała zdezorientowana.
-Arnold Young… no nie mogę!-złapałam się za brzuch.
-Wyjaśnisz mi co cię tak śmieszy?-skrzyżowała ręce na piersi.
-Och Julka…udając, że słuchasz jakiegokolwiek zespołu powinnaś najpierw trochę o nim poczytać-odparłam wkładając do zlewu talerz po kanapkach oraz pusty kubek.
Wróciłam na górę i zabrałam z biurka telefon i słuchawki. Na ramię założyłam plecak i zeszłam na dół.
-Wcale nie udaję!-wydarła się na mnie gdy tylko weszłam do salonu.
-Owszem udajesz-uśmiechnęłam się złośliwie. Odwróciłam się i ruszyłam do przedpokoju.
-I tak Rafał jest mój-usłyszałam.
-Dam ci dobrą radę-założyłam na nogi czarne długie buty.-W związku nie chodzi o to jak się ubierasz, czy jesteś popularna, bogata i piękna-założyłam na ramiona płaszcz.- W związku chodzi o uczucie, które łączy dwoje ludzi, i które sprawia, że są oni ze sobą szczęśliwi-powiedziałam podchodząc do niej.-A to jak się ubierzesz, umalujesz i uczeszesz nie sprawi, że Rafał bardziej cię pokocha. Nie pokocha cię bardziej tylko dlatego, że słuchasz tego co on. Będzie cię kochał za to jaka jesteś. I szczerze mówiąc możesz skończyć z docinkami typu: „On i tak jest mój” czy „Rafał nie zwróci nawet na ciebie uwagi”, bo to już po prostu mnie nie rusza. Nie obchodzi mnie wasz związek, nie obchodzi mnie gdzie cię zabrał lub co ci dał czy powiedział…a wiesz dlaczego?-cały czas patrzyłam jej w oczy.-Dlatego, że zaczęłam układać sobie życie z kimś innym. Życzę ci dużo szczęścia z Rafałem-dodałam idąc do drzwi.-A i pamiętaj o jednej ważnej kwestii…-odwróciłam się do niej.-Ludzie to nie zabawki-pomachałam jej i wyszłam z domu. Zeszłam po schodach i przechodząc przez otwartą czarną furtkę ruszyłam na przystanek autobusowy. Po drodze włożyłam do uszu słuchawki i włączyłam jedną z piosenek AC/DC.
Kompletnie nie rozumiem mojej siostrzyczki. Ona naprawdę sądzi, że jeżeli zmieni wygląd to Rafał będzie ją kochał jeszcze bardziej? A może sądzi, że w ogóle się jej oświadczy? Mój Boże jaka ona jest głupia!
Nadal myśląc o zachowaniu Julki wsiadłam do autobusu i zajęłam wolne miejsce.

***
Była godzina 14: 37 szłam jednym z prawie opustoszałych korytarzy na lekcję języka angielskiego. Niestety w styczniu nowego roku, kiedy to mieliśmy wrócić do szkoły nauczycielka, która uczy tego języka będzie miała dwutygodniowy urlop i sprawdzian, który miał być po Nowym Roku musi odbyć się dzisiaj. Dobrze, że się uczyłam. Uff. Mając zamiar przechodzić obok schodów, które prowadzą na dach usłyszałam urywek rozmowy Meli i Dawida.
-…chciałaś o czymś pogadać, o co chodzi?-zapytał.
-Tak. Mówiłeś, że zawsze kiedy będę miała jakiś problem mogę przyjść z nim do ciebie no nie?-odezwała się Mela.
Mela ma jakiś problem i nie przyszła z nim do mnie? A-ale dlaczego?
-Oczywiście-odparł.
-No więc… podejrzewam, że mój brat nie chce żebym poznała jego dziewczynę. -Znaczy…dziewczynę, z którą się spotyka…
-A ty chciałabyś ją poznać?
-Oczywiście, że tak. To mój brat. Jest moim przyjacielem, zawsze staraliśmy się nie mieć przed sobą tajemnic. Staraliśmy się sobie ufać, a on…nie chce mi przedstawić, swojej przyszłej być może dziewczyny. Nie rozumiem tego-powiedziała z żalem.
-Może czeka na odpowiedni moment?
-Na pewno nie. I…jest coś jeszcze-odparła.
-Co takiego?
-Boje się, że…że tą dziewczyną jest Zuza-wyrzuciła z siebie.
O cholera! Jakim cudem się domyśliła?
-Zuza? Mela czy ty aby nie przesadzasz? Zuza i twój brat? Skąd ci się wziął taki pomysł w ogóle?-zdziwił się Dawid.
-A stąd, że Zuza z kimś się spotyka i jeszcze tej osoby nie poznałam. Do tego mówiła, że chłopak, z którym się spotyka ma więcej niż dwadzieścia lat.
-I wiedząc tę jedną informację od razu wiesz, że to jest twój brat?-zapytał z sarkazmem.
-Dobra. Może trochę przesadzam…ale co ja mam robić?
-Przede wszystkim pogadaj z Zuzą. Jesteście przyjaciółkami, zapytaj ją wprost czy przedstawi ci w końcu chłopaka, z którym się spotyka. I tyle.-odparł.
-I tak zrobię. Nawet zaraz.
Po cichu oddaliłam się od schodów i poszłam okrężną drogą do sali, w której zaraz miał odbyć się język angielski.

Kiedy skończyłam pisać sprawdzian(co zajęło mi dokładnie dwadzieścia pięć minut) za pozwoleniem nauczycielki wzięłam plecak i wyszłam. Schodząc po schodach poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon i zobaczyłam na ekran telefonu, który wyświetlał kontakt o nazwie: „Paweł”. Z lekką obawą nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?-odezwałam się pierwsza.
-Cześć Zuza. Za ile kończysz lekcje?
-Już skończyłam. Właśnie jestem w szatni- odparłam.
-To świetnie bo akurat za pięć minut będę pod szkołą.
-Paweł ale…
-Do zobaczenia-rozłączył się.
Cholera musze się pośpieszyć inaczej Mela zobaczy tu Pawła i…będzie krucho. Błyskawicznie zmieniłam obuwie i w niezapiętym płaszczu wybiegłam na zewnątrz, życząc po drodze szatniarce Wesołych Świąt.
-Cześć-przywitał mnie uśmiechem blondyn.
-Cześć-uśmiechnęłam się.-Jeżeli przyjechałeś po Melę to sądzę, że za kilka minut powinna wyjść.
-Przyjechałem po ciebie-uśmiech nie schodził mu z twarzy.-Wsiadaj-otworzył drzwi.
W sumie jest to dobry moment żeby mu powiedzieć, że Mela nie może się dowiedzieć, że byliśmy na randce.
-Okay, ale jedźmy już-zajęłam miejsce pasażera z przodu.
Kiedy odjechaliśmy spod szkoły ulżyło mi. Bałam się, że Mela zobaczy nas razem.
-Paweł…musze ci coś powiedzieć-zaczęłam niepewnie.
-Coś się stało?-zerknął na mnie.
-Słyszałam dzisiaj rozmowę Meli z Dawidem…żaliła mu się, że nie chcesz jej przedstawić dziewczyny, z którą się spotykasz.
-Więc kiedy mam cię jej przedstawić?-uśmiechnął się.
-To nie o to chodzi. Znaczy o to też, ale…głównie chodzi o to, że Mela ma pewne obawy, że my…po prostu podejrzewa, że się spotykamy.
-A to źle, że się spotykamy?-uniósł brwi.
-W pewnym sensie tak. Mela zawsze była zazdrosna o twoje dziewczyny. Była nawet zazdrosna o te, z którymi po prostu gadałeś. A ja nie chce…
-Nie chcesz żeby się na ciebie obraziła, bo się ze mną spotykasz?-zapytał.
-Tak. Boje się, że ona się na nas obrazi. Albo, że w jakimś sensie ją tym skrzywdzimy.
-Więc, nie chcesz się ze mną już spotykać, tak?-usłyszałam w jego głosie zawiedzenie.
-Co? Oczywiście, że nie. Po prostu…po prostu sądzę, że moglibyśmy się wstrzymać z tą informacją…
-A więc chcesz żebym udawał przy Meli, że nie łączy nas nic więcej jak koleżeństwo?
-Cóż, tak-odparłam.
-Nie sądzisz, że to trochę ryzykowne i…
-Podłe? Wiem. Ale nie chce jej teraz o tym mówić-wytłumaczyłam.
-Rozumiem. Dobra, zmieńmy temat. Wolisz kino czy kawę?-spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Kawę-odwzajemniłam uśmiech.
-A do tego szarlotka.
-Czytasz mi w myślach?-zaśmiałam się.
Kilka minut później siedzieliśmy przy jednym ze stolików w małej kawiarence, w centrum handlowym.
-Co z horrorami?
-Nie lubię ich. W szczególności, kiedy mam je oglądać wieczorem i sama w domu przy zgaszonym świetle-odparłam.
-Czyli horrory odpadają. Okay. A co z fantasy?
-Uwielbiam-uśmiechnęłam się.
-Tylko czy inne gatunki, prócz horrotu oczywiście, też ci odpowiadają?-zapytał.
-Inne też lubię.
-Okay, czyli wszystko prócz horrorów. Zapamiętam-uśmiechnął się.
Odwzajemniłam uśmiech. Nagle po drugiej stronie piętra, na którym się znajdowaliśmy dostrzegłam Melę w towarzystwie z Dawidem jak wchodzili do sklepu ze sportowymi ubraniami. Cholera.
-Musimy się zbierać-wstałam.
-Ale dlaczego?
-W tamtym sklepie-wskazałam placem.-Jest Mela i Dawid.
-Zrozumiałem. Idziemy-odparł kładąc na stole zapłatę za nasze zamówienia.
Wyszliśmy z kawiarni i zaczęliśmy się kierować do schodów. W pewnym momencie zobaczyłam, że Mela i Dawid wychodzą ze sklepu, więc szybko schowałam się za kwiaty ustawione przy balustradzie. Blondyn poszedł w moje ślady.
Wychyliłam się poza kwiaty i zobaczyłam, że tamta dwójka weszła do innego sklepu.
-Idziemy-powiedziałam ruszając.
Pędem dostaliśmy się do ruchomych schodów, które „zawiozły” nas na niższy poziom. Potem kolejnymi zjechaliśmy dalej, aż w końcu byliśmy na parterze.
Udaliśmy się na parking i wsiedliśmy do samochodu. Chwile później byliśmy już w drodze do mojego domu.

Kiedy tylko weszłam do domu zadzwoniła moja komórka. Wyjęłam ją z kieszeni i zobaczyłam wyświetlone zdjęcie i imię mojej przyjaciółki. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Cześć Mela-przywitałam się.
-Hej mogłabyś do mnie przyjść?
-A coś się stało?-podejrzewałam, że dziewczyna chce pogadać o osobie, z którą się spotykam.
-Niee. Znaczy tak…chciałabym z tobą pogadać w cztery oczy.
-Okay. Będę za dziesięć minut.
Zostawiłam plecak w przedpokoju i po prostu wyszłam. Podczas drogi do jej domu zżerały mnie obawy. A co jeżeli ona już wie? Co jeżeli się ode mnie odwróci? Jeżeli mnie znienawidzi? Nie chcę stracić przyjaciółki. Złe myśli przychodziły do mnie jedna po drugiej. Kiedy w końcu dotarłam na miejsce poczułam ścisk w żołądku. Zamknęłam oczy, nabrałam w płuca jak najwięcej zimnego powietrza i wypuściłam przez usta robiąc przy tym parę. Weszłam po schodach do niedużego domu w kolorze białym. Nacisnęłam guzik uruchamiający dźwięk dzwonka. Po chwili drzwi otworzyła mi Mela.
-Hej-przywitała mnie uśmiechem wpuszczając do środka.
-Cześć-pocałowałam ją w policzek.
-Rozbierz się i zapraszam dalej-powiedziała wchodząc w głąb domu.
Wnętrze budynku całkowicie różniło się od tego z jakim stykam się na co dzień. Stałam tuż przy drzwiach na dużej, szarej wycieraczce, gdzie obok mnie wbudowane były półki na buty oraz znajdujące się nad nimi wieszaki, gdzie wisiały płaszcze lub kurtki domowników oraz mój płaszcz. Zdjęłam buty i przeszłam przez okrągły łuk prowadzący do kolejnego pomieszczenia. A był nim salon. Gdzie ściany były w kolorze kawy, a podłoga składała się z drewnianych paneli. Na prawo od wejścia do tegoż pomieszczenia znajdowało się to co zawsze jest w salonie. A mianowicie telewizor stojący na półce po między dwoma głośnikami. Naprzeciwko niego znajdowała się brązowa sofa z kilkoma pomarańczowymi poduszkami. Oraz drewnianym stolikiem. Na lewo znajdował się kolejny łuk prowadzący do kuchni.
-Co chcesz do picia?!-usłyszałam głos Meli.
-A co mogę?-weszłam do pomieszczenia.
-Co powiesz na kakao?
-Chętnie-uśmiechnęłam się.

**********************************************************
Witajcie!
Wracam do Was z kolejnym rozdziałem, który mam nadzieję się Wam spodoba
Bardzo przepraszam za moją tak bardzo długą nieobecność, ale nie mam po prostu kiedy pisać.
W ciągu tygodnia ma tyle na głowie, że nie mam kiedy nawet wyjść z domu.
Dochodzi do tego ostatnimi mi czasy brak weny ,ale na szczęście wróciła
Ale co się dzieje u Was?
Mam nadzieję, że jakoś sobie radzicie
No cóż, życzę Wam powodzenia w szkole.

Trzymajcie się!
A.Wiktoria :3


PS. Kolejny rozdział opowiadania na moim drugim blogu(http://kirie.pinger.pl/) pojawi się już wkrótce
PPS. Przepraszam ale dziś tylko dwa gify :c
  • awatar Noli timere te esse: Buuuszu ty mój geniuuuszu :D Fantastyczne :*
  • awatar MyLifeMyRules: Witam jestem tutaj nowa i serdecznie zapraszam do zajrzenia na mojego bloga ,,My Life My Rules,, Pozdrawiam -_-
  • awatar T. ☽: Świetny rozdział, ciekawe co dalej. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Witajcie!
Z soboty na niedzielę wróciłam do domu.
Właśnie się obudziłam
Cóż, wyjazd mi się udał.
Było...niesamowicie <3
Co z tego, że mam zaległości...warto było! ^^
Jutro muszę iść do szkoły(;_; ), ale w sumie trochę się ciesze bo nareszcie zobaczę moje przyjaciółki
Niestety mam dużo do nadrobienia i przez to rozdział na tym blogu jak i na moim drugim pojawi się później :c
Ale nie martwcie się, postaram się to wszystko jak najszybciej załatwić i wrócić tu z nowym rozdziałem(ami)

Trzymajcie się!
Wasza A.Wiktoria ;3


Monte Carlo <3







 

 
Rozdział 37


Paweł zabrał mnie na kolację do pięknej restauracji.
Miejsce było naprawdę cudowne. Pomieszczenie było dość duże, z beżowymi ścianami. A każdy stolik był specjalnie oświetlony. W głębi sali znajdował się parkiet, gdzie kilka osób tańczyło do jakiejś piosenki.
Blondyn wyprzedził mnie i odsunął od stolika krzesło.
-Czy zechcesz usiąść?-uśmiechnął się czarująco.
-Z wielką chęcią-odwzajemniłam uśmiech.
Po chwili siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Sekundę później podszedł do nas wysoki kelner.
-Jeszcze się zastanawiamy-odparł Paweł nim kelner zdążył się odezwać.
Mężczyzna kiwnął głową i odszedł. Zrobiło mi się gorąco, więc zdjęłam marynarkę i zawiesiłam ją na oparciu krzesła.
-To miejsce jest…niezwykłe-powiedziałam rozglądając się.
-Prawda?-uśmiechnął się.
-Często tu bywasz?-zapytałam po chwili zerkając na niego znad karty.
-Raz na jakiś czas-mruknął.
-Wow…jest tu tyle dań…nie mam pojęcia co wybrać. Polecisz mi coś?
-Polecam krewetki smażone na sposób prowansalski.
-Krewetki?-skrzywiłam się.
-Nigdy nie próbowałaś?
-Nie i nie uśmiecha mi się ich próbowanie-odparłam.
-W takim razie polecam łososia na dzikim ryżu.
-Czy wybrali już państwo?-zapytał kelner.
-Tak. Ja poproszę krewetki smażone na sposób prowansalski-odparł blondyn.
-A ja poproszę łososia na dzikim ryżu i wodę-dodałam.
-Wrócę za chwilę z zamówieniami-powiedział odchodząc.
-Mówiłem już, że wyglądasz olśniewająco?-uśmiechnął się podpierając głowę ręką.
-Jeszcze nie.
-W takim razie wyglądasz dziś olśniewająco. Zaśmiałam się.
-Miło to słyszeć-spojrzałam mu w oczy.
Po chwili kelner podszedł do naszego stolika stawiają przed nami nasze zamówienia.
-Życzę smacznego- dodał i odszedł.
Cały czas rozmawialiśmy. Śmialiśmy się, poznawaliśmy od nowa. Nagle rozległ się kobiecy głos.
-Proszę państwa serdecznie zapraszam do naszego tanecznego konkursu. Nagrodą główną są cztery zaproszenia na Bal Sylwestrowy w restauracji Monique-powiedziała blondwłosa kobieta stojąca na scenie. Odziana w długą fioletową sukienkę.
Paweł wstał i uśmiechnął się wyciągając do mnie rękę.
-Zatańczysz?
-Żartujesz? Nie potrafię tańczyć-uniosłam brwi.
-W takim razie się nauczysz-złapał mnie za rękę i zaciągnął na parkiet. Gdzie stało już kilka par. Każdy z panów musiał przyczepić sobie do marynarki czerwone serce z numerem. My dostaliśmy szóstkę.
-Dobrze, w takim razie rozpocznijmy nasz konkurs-uśmiechnęła się kobieta. A po chwili na scenę weszło czterech mężczyzn. Sekundę później rozległa się muzyka, którą dopiero po chwili rozpoznałam. Jak się okazało mieliśmy tańczyć do piosenki: „A Gdy Jest Już Ciemno” zespołu Feel.
Paweł położył swoją rękę na mojej talii. a drugą splótł z moją ręką. Ledwo co położyłam moją wolną rękę na ramieniu blondyna, a już ruszył.
-Moja do przodu, a twoja w tył-cały czas mną kierował.
Na początku słabo mi się udawało, ale zaraz potem weszłam w rytm i taniec przychodził mi swobodniej. W kilku momentach Paweł mnie okręcił. Kompletnie zapomniałam, że jesteśmy obserwowani przez innych ludzi. Traktowałam to jako zabawę a nie rywalizację. Na koniec blondyn przekręcił mnie tak jak robi się to w filmach. Piosenka się skończyła i rozległy się brawa.
-Teraz mogą państwo wrócić do stolików a za chwile podam wyniki-uśmiechnęła się kobieta w fioletowej sukience.
Wróciliśmy do naszego stolika.
-Okłamałaś mnie-powiedział blondyn.
-Niby z czym?-zdziwiłam się upijając łyk wody.
-Z tym, że nie potrafisz tańczyć. Świetnie tańczyłaś-uśmiechnął się.
-Okropnie-zaśmiała się.
-Zawsze jesteś taka skromna?
-A ty taki dociekliwy?-uśmiechnęłam się.
-Uważam, że jestem bardziej przystojny niż dociekliwy-przeczesał ręką włosy.
-O to na pewno-odparłam z sarkazmem.
-Pewnie nawet nie wygraliśmy-powiedziałam po chwili zerkając na scenę.
-Skąd ta pewność? Uważam, że świetnie nam to wyszło-odparł.
-Serio?-spojrzałam na niego.
-Serio-uśmiechnął się.
-No dobra, co zrobimy jeżeli się okaże, że wygraliśmy?
-Pójdziemy na ten Bal Sylwestrowy- upił łyk wody.
-Skąd ta pewność?-uśmiechnęłam się.
-Tylko mi nie mów, że nie przepadasz za balami.
-To nie tak. Nigdy nie byłam na balu, nawet na zakończenie gimnazjum-odparłam.
-W takim razie jeżeli wygramy…dowiesz się jak jest na takim balu-uśmiechnął się.
-A jeżeli nie wygramy?
-Cóż…Sylwester będzie nieco inny- odparł.-Ale jeżeli wygramy, pójdziesz ze mną na ten Bal?
-A co z dwoma pozostałymi zaproszeniami?
-Oddamy je komuś-powiedział.- To co, poszłabyś na ten Bal?-zapytał.
-Może-uśmiechnęłam się.
-Czyli nie.
-Wcale, że nie. Skąd nioby możesz to wiedzieć?-zapytałam.
-Znam cię.
-W takim razie znasz mnie za mało bo bym poszła-upiłam łyk wody.
-W takim razie jesteśmy umówieni-uśmiechnął się.
-Proszę państwa!-rozległ się głos kobiety.-W ręce trzymam kopertę z wynikami-uśmiechnęła się.-Są państwo ciekawi?
Ludzie potwierdzili krzycząc: „Tak!”.
-W takim razie nie trzymam już państwa w niepewności.-A więc, nasz konkurs wygrała para z numerem…-rozległ się dźwięk bębnów.-Sześć!
Oniemiałam. Że niby my wygraliśmy?!
-Chodź idziemy-uśmiechnął się Paweł łapiąc mnie za rękę.
Jak w transie weszłam z nim na scenę.
-Gratuluje-uśmiechnęła się kobieta wręczając nam kopertę.
-Dziękujemy-odwzajemnił uśmiech blondyn.
-To dla Pani- podszedł do mnie jakiś mężczyzna i wręczył mi bukiet czerwonych róż.
-Jejku dziękuję-wzięłam je od mężczyzny.


-Dzięki za dzisiaj-uśmiechnął się Paweł, gdy siedzieliśmy w samochodzie zaparkowanym przed moim domem.
-To ja tobie dziękuję-uśmiechnęłam się.-Dobranoc-miałam już wysiąść.
-Zaczekaj-poczułam ucisk na ramieniu.
-Tak?-odwróciłam się.
-Dlaczego właściwie się zgodziłaś?
-Zgodziłam na co?-zdziwiłam się.
-Na randkę.
-Cóż…uznałam, że kiedyś musi być ta pierwsza randka i chciałam sprawdzić czy…bardzo się zmieniłeś-odparłam patrząc mu w oczy.
-I co sądzisz?
-Że nadal jesteś tym samym Pawłem, którego podziwiałam w dzieciństwie-uśmiechnęłam się.
-Podziwiałaś mnie?-uniósł jedną brew.
-Nie tylko ja. Mela i inne dziewczynki z naszej podstawówki też-zaśmiałam się.
-Więc się wcale nie zmieniłem?
-Jedyne co zrobiłeś to urosłeś jeszcze bardziej-uśmiechnęłam się.
-I wyprzystojniałem-przeczesał ręką włosy.
-Oczywiście. Nie przypominasz już tak bardzo Shrek’ a- przewróciłam oczami z uśmiechem.
-Hah. Dzięki. Właśnie obniżyłaś moją samoocenę-pociągnął nosem.
-Ojoj-udałam współczucie.
-Ja się nie zmieniłem, za to ty diametralnie-odparł.
-Ja? Wcale się nie zmieniłam. Jestem tą samą Zuzią-odparłam słodkim głosikiem.
-Nią zawsze będziesz ale… jesteś trochę inna.
-Jak bardzo inna?-zapytałam.
-Cóż…przede wszystkim nie jesteś już tak bardzo nieśmiała i nie rumienisz się na mój widok-zaśmiał się.
-Co proszę? A kiedy ja niby rumieniłam się na twój widok?
-Na przykład wtedy gdy zobaczyłem cię w sukience mojej mamy. Ćwiczyłaś wtedy z Melą nasz ślub-uśmiechnął się.
-Byłam dzieciakiem. Poza tym to się nie liczy-udałam oburzoną.
-Dla mnie i owszem-przybliżył się zaczesując kosmyk moich włosów za ucho. Przybliżył się jeszcze bardziej. Nasze usta dzielił centymetr.
-Paweł nie możemy-położyłam mu rękę na klatce piersiowej.-To się dzieje za szybko.-zatrzymał się i spojrzał mi w oczy.
-Do niczego cię nie zmuszam.
-Wiem. Muszę już iść. Jeszcze raz dziękuję za dzisiaj-uśmiechnęłam się i wysiadłam.
Gdy tylko weszłam do domu oparłam się plecami o drzwi. Lekko pochylona podeszłam do okna, usłyszałam dźwięk odpalanego silnika, a zaraz potem czarny samochód odjechał.
-Jakie śliczne kwiaty! Jak było?-aż podskoczyłam.
-Mogłaś chrząknąć-odparłam z pretensją.
-Przepraszam skarbie-uśmiechnęła się mama.-To jak? Powiesz mi?
-Niby co?-zapytałam zdejmując buty.
-Jak było na randce.
-Było…dobrze-odparłam obojętnie idąc do kuchni, by poszukać kolejnego wazonu na kwiaty.
-Jedno słowo? Tylko tyle?
-Było bardzo dobrze?-spojrzałam na nią.-Mamo mam siedemnaście lat i nie musisz się o mnie martwić. Randka wyszła całkiem nieźle i…być może będzie następna-dodałam.
-Naprawdę? To świetnie! I jeszcze te kwiaty…w dodatku drugie!-ekscytowała się.
-Drugie dostałam za wygranie konkursu w restauracji-odparłam.
-Jakiego konkursu?
-Tanecznego. A do tego zaproszenia na Bal Sylwestrowy- dodałam.
-Bal? Skarbie ty to masz szczęście!-uściskała mnie.-Może jak już będziesz szła z nim na ten bal będziecie już parą?
-Mamo nie przesadzaj-odparłam.-To jeszcze nic takiego. A teraz cię przepraszam ale jestem zmęczona-pocałowałam ją w policzek i udałam się na górę.
**********************************************************
Hej!
Uff nareszcie dodaje ten rozdział.
Nie miałam ostatnio ani czasu ani weny dlatego dodaję go tak późno.
Mimo, że minęły dopiero dwa tygodnie już mam zapowiedziane na jutro i środę łącznie trzy kartkówki -.-
W tym jedna z nich jest z matmy,ugh!
No ale nic.
I tak muszę się uczyć i tak.
Dobra dosyć o mnie, bardziej mnie ciekawi jak Wy sobie radzicie w starszej/nowej klasie?
nawet jeżeli jest słabo, to nie poddawajcie się tylko próbujcie dalej, a z pewnością będzie lepiej
Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu ;3

Trzymajcie się!
A.Wiktoria :3





 

 
Cześć Wszystkim!

Może zacznę od tego co u mnie.
Otóż zaliczyłam poprawkę(cudem).
I postanowiłam, że od teraz(czyli od jutra) muszę jeszcze bardziej skupić się na nauce.
Moja mama(która wie, że piszę) stwierdziła, że niestety będę musiała ograniczyć pisanie. Tak więc zapewne będę pisała jak i dodawała rozdziały rzadziej. Niestety.
Pisanie...jest moją odskocznią od rzeczywistości. Kocham to robić. I nie mam zielonego pojęcia jak dam radę ograniczać przelewanie swojej wyobraźni do Word' a.
Postanowiłam, że rozdziały(tak jak teraz dodawałam je co 7 dni) będę dodawać co 14 dni czyli co dwa tygodnie. Na obydwa blogi.
Oczywiście czasami się spóźnię(jak to ja ).
Sądzę, że w tygodniu raczej będę miała kilka minut na wejście na pingera i skomentowanie waszych nowych wpisów, także śmiało powiadamiajcie mnie o nowych
Mam nadzieję, że nie zapomnicie o moim blogu i, że nadal będziecie na niego wchodzić.
Życzę Wam dobrego rozpoczęcia roku szkolnego i tego by wena Was nie opuszczała.

Trzymajcie się!
Wasza A.Wiktoria ;3
  • awatar Welcome to My Paradise ♥: @ParanoidLove: Nie można się tak na wstępie poddawać. Są różne pomoce. Korepetycje, jakieś strony internetowe, książki. Możesz oczywiście zrezygnować ale jeżeli spróbujesz to może się to okazać dobrą decyzją w życiu. oczywiście do niczego cię nie zmuszam, bo to TY musisz wiedzieć co dalej z tym zrobić :) Pozdrawiam. A.Wiktoria
  • awatar ParanoidLove: Również gratuluje.:)) Ja niestety nie zdalam poprawki z matmy i chyba zrezygnuje ze studiow;/
  • awatar JuzNicNieCzuje: Super wpis, mam nadzieję, że dobrze ci pójdzie w szkole. zapraszam do mnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Cześć wszystkim!
Ten wpis jest kierowany do wszystkich osób, które zaglądają na mojego bloga(za co przy okazji bardzo dziękuję :3).
Ale do rzeczy.
Otóż jedna z blogerek(którą zresztą chyba kojarzycie)
a mianowicie:http://limitoflove.pinger.pl/
przeniosła się na Bloggera.
Dziewczyna w pożegnaniu na swoim blogu na pingerze pisała, że "...pisanie to moja pasja. Teraz idę do technikum, a potem na studia a wszystko związane z pisaniem".
Niestety blog na którego się przeniosła:http://allineediswalittleloveinmylife.blogspot.com/ nie jest niestety tak często odwiedzany.
Zapewne już wiecie do czego zmierzam.
Tak. Tak proszę Was o odwiedzenie tego bloga i o komentarze. Przede wszystkim o Waszą opinię, sądzę, że każdy/każda z Was wie, że aby zajmować się pisaniem już trochę bardziej na poważnie trzeba mieć jakiś czytelników. Trzeba znać opinię ludzi.
Może to, że Was oto proszę jest głupie ale uważam,że dziewczyna potrafi zaciekawić tym co napisała.
Oczywiście niczego na Was nie wymuszam.
Decyzja należy do Was.

Pozdrawiam.
A.Wiktoria
 

 
Rozdział 36


Następnego dnia w szkole, na którejś przerwie dopadła mnie Mela.
-Musimy pogadać-powiedziała i zaciągnęła mnie do pustej łazienki na drugim piętrze.
-Coś się stało?- zapytałam.
-Czemu dowiaduję się tak ważnej rzeczy od Dawida i Rafała, a nie bezpośrednio od ciebie?
-Ale czego się dowiedziałaś?- zdziwiłam się jeszcze bardziej.
-Że wczoraj odwiedził cię jakiś facet-odparła.
-I ty zapewne sądzisz, że się z nim umawiam, tak?
-Owszem-fuknęła.
-W takim razie już Ci wyjaśniam. To mój dobry znajomy. I tak zaprosił mnie na randkę, ale powiedziałam, że musze się jeszcze zastanowić-wyjaśniłam.
-Znam go?
Żebyś wiedziała jak.
-Nie-skłamałam.
-A kiedy poznam?
-Najpierw to ja muszę go wystarczająco dobrze poznać-uśmiechnęłam się.
-I wtedy mnie z nim zapoznasz?
-Tak. Jesteś moją przyjaciółką. Jeżeli coś po między nami zaiskrzy będziesz wiedziała o tym pierwsza. Okay?- zapytałam.
-Okay-uśmiechnęła się.
-Dobrze, w takim razie chodźmy na lekcję-powiedziałam ruszając do drzwi.

***
Wyszłam z klasy i podobnie jak reszta szłam do sali, gdzie miałam mieć lekcję języka polskiego.
Rafał ruszył na poszukiwania Julki. A ja szukałam wzrokiem Meli, gdy poczułam wibracje w kieszeni jeansów. Wyjęłam telefon. Hm, jakiś nieznany numer. Pomimo tego odebrałam.
-Halo?- odezwałam się pierwsza.
-Cześć Zuza, przeszkadzam?- od razu rozpoznała głos po drugiej stronie.
-Paweł? A skąd ty masz mój numer?- zdziwiłam się.
-Tajemnica- instynktownie wiedziałam, że się uśmiecha.-Dzwonię po to żeby zapytać: „Co u ciebie”, więc… co u ciebie?- zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się.
-Nic ciekawego, właśnie mam przerwę. A u ciebie?
-Dziś mam wolne w pracy- odparł.
-Tak? I co robisz?
-Robię coś czego nienawidzę-powiedział.
-To znaczy?
-Zakupy- na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Współczuję-powiedziałam siadając na ławce obok drzwi do klasy.
-Żebyś wiedziała, jak ja sobie-zaśmiał się.
-Ej Paweł, bierzemy to?- usłyszałam w tle.
-Kto to?- zapytałam.
-Iza-odparł.
-Pozdrów ją ode mnie-uśmiechnęłam się.
-Okay. Dobra będę już kończył…
-Paweł?- przerwałam mu. Zobaczyłam idącego korytarzem Rafała z Julką.
-Tak?
-Zgadzam się-powiedziałam.
-Ale na co?
-Na twoją propozycję. Muszę kończyć. Udanych zakupów- zaśmiałam się klikając czerwoną słuchawkę.
Boże. Zamieniam się w bezuczuciową sukę.

Kiedy tylko wróciłam do domu od razu zabrałam się za sprzątanie w pokoju. Związałam włosy w kucyka i przygotowałam miejsce do nauki. Po kilku minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.
Gdy je otworzyłam zastałam tam Rafała.
-Hej, wejdź- uśmiechnęłam się.
-Przepraszam za spóźnienie.
-Nie no nic się nie stało-zaśmiałam się.-Chcesz się czegoś napić?
-Najbardziej czegoś ciepłego.
-Hm. Co powiesz na gorącą czekoladę?- zapytałam.
-Chętnie- uśmiechnął się.
-Okay, będzie za kilka chwil.
Po kilkunastu minutach siedzieliśmy już u mnie w pokoju. Od razu zabrałam się za tłumaczenie chłopakowi tego czego nie rozumiał. I tak spędziliśmy nad książkami jakieś dwie godziny.
-Kurcze, dzięki Zuza. Bez ciebie nie dałbym rady-uśmiechnął się.
-Jestem pewna, że byś dał-odwzajemniłam uśmiech.
-Jutro mam próbę zespołu i nie będę mógł przyjść.
-Okay to… widzimy się w szkole-uśmiechnęłam się.
-Tak. Jeszcze raz dzięki-powiedział i wyszedł.
Nagle mój telefon zadzwonił. Wyjęłam go z kieszeni i jak się okazało był to Paweł.
-Halo? -odezwałam się pierwsza.
-Cześć Zuza… masz jutro jakieś plany?
-Zależy o której-odparłam.
-O osiemnastej?
-Wtedy akurat nic nie robię.
-Okay, to co powiesz na kolację?-zapytał.
-Chętnie- uśmiechnęłam się.
-Okay wpadnę po ciebie o osiemnastej.
-Do zobaczenia-powiedziałam.
-Cześć-rozłączył się.

***
Idąc jednym z korytarzy mojej szkoły zauważyłam, że za oknem pada śnieg.
Jak widać tegoroczna Gwiazdka będzie naprawdę wspaniała. Uśmiechnęłam się.
-Cześć Zuza!-aż podskoczyłam.
-Powinnaś nosić na szyi dzwoneczek, który będzie dzwoni kiedy się zbliżasz-powiedziałam do przyjaciółki.
-Zastanowię się-zachichotała.-To… kiedy poznam twojego chłopaka?
-Mojego chłopaka?-zdziwiłam się ruszając w stronę sali historycznej.
-No tak.
Patrzyłam na nią zdziwiona.
-Zaraz… jeszcze nie poprosił cię o chodzenie?!
-Nie drzyj się tak-złapałam ją za rękę.
-A więc to tajemnica? Przepraszam.
-Zacznijmy od tego, że dopiero dzisiaj idę z nim na randkę-wyjaśniłam.
-Dopiero dzisiaj? A-ale dlaczego tak późno?
-Jak późno? Mela on… nie jest w naszym wieku…-zaczęłam.
-Powiedz proszę, że nie umawiasz się z trzydziestkami.
-Co? Mela! Skąd ci to mogło w ogóle przyjść do głowy? Pa…-zaczęłam ale w porę ugryzłam się w język.-Ma dwadzieścia dwa lata.
-Powiedziałaś Pa. Ma na imię Patryk?
Potrząsnęłam głową.
-To może Przemek?
-Nie. I nie zgaduj już-fuknęłam.
-To może Paweł?
-Cholera-zaklęłam cicho. OMG oby tego nie słyszała…
-Paweł! Ma na imię Paweł, mam rację?-wyszczerzyła zęby.
-Tak. Masz rację-burknęłam.
-Ha! Dobra, więc twój przyszły chłopak ma na imię Paweł i ma dwadzieścia dwa lata. Hm…
-Co hm?-zapytałam.
-Nie nic. Przyszyła mi głupia myśl do głowy…właściwie to niedorzeczna…-zaczęła mówić do samej siebie.-Zresztą nieważne, chodźmy na lekcję.
Zaczęłam się poważnie obawiać, że Mela może się domyślić, że umówiłam się z jej bratem. Nie chciałam, żeby się o tym dowiedziała. Zawsze była zazdrosna o dziewczyny Pawła. Często chodziła naburmuszona albo smutna. Nie chciałam żeby się to powtórzyło. Lub gorzej…żeby się na mnie obraziła.
Zamyślona weszłam do klasy i zajęłam miejsce obok niej.

Następne lekcje minęły raczej spokojnie. Przez dwie godziny oglądaliśmy jakiś film, a na ostatnich dwóch lekcjach języka polskiego mówiliśmy o Bożym Narodzeniu.
Zmarznięta weszłam do domu, gdzie tuż przy schodach stała, duża piękna choinka.
-Cześć skarbie-przywitała mnie mama buziakiem w policzek.
-Cześć. Skąd wytrzasnęłaś taką piękną choinkę?-uśmiechnęłam się.
-Wyczarowałam razem z tatą-uśmiechnęła się.-Głodna?
-Jeszcze jak-zaśmiałam się zdejmując płaszcz.
-Zdążyłaś akurat na Leczo-odparła idąc do kuchni.
-Świetnie. Julka już wróciła?
-Tak. Jest w swoim pokoju-odparła mama mieszając łyżką w garnku.
-A co z tatą?-zapytałam siadając na wysokim krześle przy blacie.
-Zaraz wróci. Pojechał z dziadkami po zakupy.
-Mamo…bo dzisiaj idę na spotkanie…-zaczęłam wyłamując palce.
-O której?
-O osiemnastej ma…ech o osiemnastej wychodzę na randkę-wyrzuciłam z siebie.
-Kochanie…masz dzisiaj randkę?-uśmiechnęła się odwracając.
-Tak. I…
-Pomóc ci się przygotować?-zapytała.
-Nie. Dam sobie radę tylko…nie mów proszę o tym tacie ani Julce, okay?
-A jaki jest powód?-patrzyła na mnie wyczekująco.
-Idę na randkę pierwszy raz w życiu. I nie chcę żeby tata zaraz wypytywać mnie z kim i gdzie, a Julka żeby zaraz nie napisała o tym do swoich wszystkich przyjaciółek-westchnęłam.
-Dobrze, jeżeli chcesz…nic nie powiem-uśmiechnęła się.
-Dzięki mamo. A i idę na randkę z dobrym starszym kolegą, więc nie masz się o co martwić.

Po obiedzie udałam się do łazienki i wzięłam prysznic. Ubrana w szlafrok wróciłam do pokoju i ubrałam się w czarne ciepłe rajstopy i czerwoną sukienkę na krótki rękaw. Na ramiona założyłam jeszcze czarną garsonkę, której rękawy podwinęłam do zgięć rąk. Na stopy włożyłam czarne botki a na lewą rękę zegarek. Na powiekach narysowałam kreski, a rzęsy potraktowałam czarnym tuszem. Usta pomalowałam na czerwono, a pofalowane już włosy pozostawiłam rozpuszczone. Do czarnej torebki zapakowałam telefon i lusterko.
Gotowa zeszłam na dół, gdzie ku mojemu zdziwieniu zastałam Rafała ubierającego choinkę.
-Cześć, a co ty tu robisz?-zapytałam pokonując ostatnie stopnie schodów.
-Cześć ja…-spojrzał na mnie.-Wow… świetnie wyglądasz-uśmiechnął się.
-Dziękuję-odwzajemniłam uśmiech.
-Wybierasz się…-zaczął, gdy rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Przepraszam cię na chwilę-odparłam i ruszyłam do drzwi.
Gdy je otworzyłam zobaczyłam Pawła ubranego w jeansy i czarny płaszcz. Uśmiechnął się i podał mi kwiaty.
-Jejku jakie śliczne. Dziękuję-uśmiechnęłam się.-Wejdź, a ja wstawie je do wazonu-ruszyłam do kuchni.
-Cześć jestem Paweł-usłyszałam.
-Rafał-najwyraźniej podali sobie dłonie.
-Jesteś…
-Chłopakiem siostry Zuzy-wyjaśnił brunet.
Nalałam do wazonu wody i wstawiłam kwiaty.
-Okay, możemy iść-postawiłam wazon na blacie.
-Powodzenia w ubieraniu choinki-uśmiechnął się do Rafała blondyn.
-Dzięki.
-Cześć Rafał- zdążyłam powiedzieć nim wyszłam z domu ubrana w fioletowy płaszcz.
**************************************************
Hej, cześć i czołem!
Przepraszam za długą nieobecność ale miałam przerwę w dopływie weny :c
Cóż, mam nadzieję,że rozdział przypadnie Wam do gustu
Życzę Wam najlepszych ostatnich tygodni wakacji

Trzymajcie się!
A.Wiktoria :3


Strój Zuzy




Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Rozdział 35


Minął czas i za nim się obejrzałam wychodziłam ze szkoły następnego dnia. Nikogo już nie było gdyż cała szkoła została zwolniona do domu po szóstej lekcji. Ja natomiast chciałam mieć czwórkę z biologii dlatego musiałam zostać trochę dłużej.
Schodziłam po schodach poprawiając szalik, gdy usłyszałam:
-Możemy pogadać?- podniosłam wzrok i zobaczyłam Pawła opierającego się o drzwi swojego samochodu.
-A coś się stało?- zapytałam zdziwiona.
-Owszem-otworzył przednie drzwi.
Skierowałam na niego wzrok typu: ”What The Fuck?”.
-Musimy o czymś pogadać. No wsiadaj-ponaglił mnie.
-Ale potem odwieziesz mnie do domu-powiedziałam.
-Odwiozę. Ale błagam, wsiadaj już .
Po chwili siedziałam obok blondyna. Zapinając pasy.

***
-O co właściwie chodzi?- zapytałam gdy byliśmy już w drodze do niewiadomego przeze mnie celu.
-Dowiesz się na miejscu-uniósł kącik bladoróżowych ust.
-Mam się bać?
-Może-uśmiechnął się na mnie zerkając.
-Czy ty zawsze musisz być taki tajemniczy?- prychnęłam.
-Bez tajemniczości nie byłoby niespodzianek-zaśmiał się.
-Pff-skierowałam wzrok przed siebie.
Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się przed blokiem, w którym mieszka Paweł.
-Teraz mi powiesz o co chodzi?- zapytałam zamykając drzwi.
-Dowiesz się na górze-puścił mi oczko i ruszył do wejścia.
Po kolejnych minutach przepuszczona przez blondyna wchodziłam do jego mieszkania.
-Już jesteś?- usłyszałam kobiecy głos. Chwilę później stanęła przede mną nieznajoma, na której widok uciekłam. Cholera! Mogłam się domyślić, że o tę sprawę chodzi.
-Zuza, poznaj moją przyjaciółkę ze studiów w Londynie-powiedział Paweł.-Iza, to jest… Zuza-uśmiechnął się.
-Miło mi-blondynka wyciągnęła do mnie rękę.
-Mi również- odparłam.
-Iza zrób Zuzie kawę. A ja skocze do sklepu-powiedział wychodząc.
-Rozbieraj się i chodź do kuchni-uśmiechnęła się Iza.
Tak też zrobiłam. Udałam się do kuchni, gdzie przy stole z dwoma parującymi kubkami siedziała kobieta.
-Dzięki-uśmiechnęłam się siadając obok niej.
-Jak widać nie gryzę-zaśmiała się.
-Jak widać nie-uśmiechnęłam się zażenowana.
-Dlaczego uciekłaś na mój widok?
-Ja… sądziłam, że jesteś dziewczyną Pawła i nie chciałam żebyś była zazdrosna. Lub żeby wybuchła po między wami awantura-wyjaśniłam.
-Tak jak z Tamarą? Rozumiem -spojrzałam na nią zaskoczona.
-Jestem jego przyjaciółką-wzruszyła ramionami z uśmiechem.
-Czyli Paweł mówi ci o wszystkim?
-Prawie wszystkim. Każdy przecież musi mieć jakiś sekret, o którym tylko on wie-upiła łyk kawy.
Poszłam za jej przykładem i również spróbowałam ciemnej cieczy. Smakowała całkiem nieźle.


Pochłonięte rozmową nawet nie zauważyłyśmy, że Paweł już wrócił.
-A co tu się dzieje?- uśmiechnął się stojąc w progu.
-Rozmawiamy- odwzajemniłam uśmiech.
-Niech zgadnę. Plotkujecie o tym jaki to jestem boski?- założył ręce na klatkę piersiową poruszając śmiesznie brwiami.
-Chciałbyś-puściła do niego oczko Iza.
-No nic ja już muszę lecieć-powiedziałam wstając.
-Już? Tak szybko?- Iza zrobiła smutną minkę.
-No muszę- uczyniłam ten sam gest co ona.
-No nic. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy-uściskała mnie.
-Ja też mam taka nadzieję. Trzymaj się- uśmiechnęłam się i ruszyłam do drzwi.
Już po kilku chwilach siedziałam w jadącym samochodzie, obok blondyna.
-Zauważyłem, że się polubiłyście-spojrzał na mnie.
-Tak. Iza jest bardzo miła-odparłam.
-To dobrze. Już się bałem, że będziesz zazdrosna-puścił mi oczko.
-Niby o co?- spojrzałam na niego zdziwiona.
-O to, że mieszka ze mną inna.
-Odbiło ci? Co innego gdybym była twoją dziewczyną, a przecież nie jestem-odparłam.
-I tu jest właśnie problem-uśmiechnął się.
-Co? O czym ty…
-Jesteśmy-przerwał mi.
Dopiero, gdy to powiedział zorientowałam się, że stoimy przed moim domem.
-A, tak-odpięłam pasy.-Dziękuję za podwiezienie-spojrzałam na niego.-No nic, to cześć-.
Wchodziłam już po schodach, gdy usłyszałam:
-Umówisz się ze mną?
Zbaraniałam. Kompletnie mnie to zaskoczyło. Powoli się odwróciłam.
-Mówisz poważnie?- zapytałam patrząc na niego.
-Owszem-uniósł kącik ust.
-Zapraszasz mnie na…
-Randkę-przerwał mi.
-Dlaczego?- uniosłam brwi.
-Bo od dawna chciałem to zrobić.
-Na serio?- zapytałam.
Pokiwał głową.
-Eee… ja… muszę…
-Się zastanowić-powiedział.
-Właśnie. Niecodziennie ktoś zaprasza mnie na randkę.
-Rozumiem. Przepraszam za tę sytuację. Już spadam- otworzył drzwi samochodu.
-Chcę się zastanowić, co nie znaczy… że odmawiam-powiedziałam.
-Do zobaczenia-uśmiechnął się, wsiadł do samochodu i zaraz odjechał.
Uśmiechnęłam się pod nosem. A może…? Nie. To głupie. Ja i on? To przecież niedorzeczne!
Weszłam do domu. Zdjęłam płaszcz, buty i zastałam w salonie Julkę i Rafała obejmujących się na kanapie przy włączonym telewizorze.
-O, cześć Zuza-odwrócił się chłopak z uśmiechem.
-Cześć-powiedziała mniej entuzjastycznie Julka.
-Hej, wezmę tylko sok i już nie przeszkadzam-odparłam idąc do kuchni.
-No co ty, nie przeszkadzasz-usłyszałam Rafała.
-Muszę jeszcze napisać referat z geografii, więc i tak musze iść na górę-uśmiechnęłam się odwracając. Otworzyłam górną szafkę i po raz enty nie mogłam sięgnąć szklanki. Z pomocą, jak się okazało przyszedł mi brunet.
-Proszę-uśmiechnął się podając mi ją.
-Dzięki- odwzajemniłam uśmiech biorąc ją od niego.
-Nie ma za co.-Jak ci poszło z biologii?
-Świetnie. Sadzę, że będę miała tę czwórkę- uśmiechnęłam się nalewając soku do szklanki.-Też chcesz?
-Jasne. Nalej mi-powiedział biorąc kolejną z szafki i stawiając ją na blacie.
-Ja też chcę!- usłyszałam Julkę.
-Okay-odparłam. -A co z tobą?- spojrzałam na Rafała.
-A co ma być?- zdziwił się.
-Sądziłam, że też chcesz mieć czwórkę z biologii.
-Bo chcę ale pisanie tekstów piosenek, próby… to wszystko mnie wykańcza- powiedział wzdychając.-Pani Lutomirska dała mi ostatnią szansę i pozwoliła napisać sprawdzian, ale nie zdążę się na niego przygotować. W dodatku nie rozumiem pewnych rzeczy. Cóż najwyżej w drugim półroczu będę miał tę czwórkę-wzruszył ramionami.
-Jeżeli chcesz… to mogę pomóc ci przygotować się do tego sprawdzianu. Kiedy go piszesz?- zapytałam.
-W piątek.
-Czyli mamy trzy dni… zdążymy -uśmiechnęłam się.
-Naprawdę chcesz mi pomóc?- zdziwił się.
-Jasne. W końcu od czego ma się przyjaciół?
-Dzięki Zuza. Jesteś… wspaniała-uśmiechnął się.
-Po prostu lubię pomagać.
-To kiedy zaczynamy?- zapytał.
-Możemy zacząć już…- zaczęłam by powiedzieć mu iż możemy zacząć już zaraz, ale zobaczyłam moją kochaną siostrzyczkę patrząca na nas nienawistnym wzrokiem.
-Od jutra-dokończyłam.
-Świetnie. Zuza...naprawdę dziękuję ci!-w jednej chwili mnie uściskał.
Moje serce natychmiastowo przyśpieszyło.
-Naprawdę...-odsunął mnie od siebie i pozostawił ręce na ramionach.-Ci dziękuję-dokończył.
-Nie ma za co-odwzajemniłam uśmiech.
Przez chwile patrzeliśmy sobie w oczy.-Dobra, to ja...-spojrzałam na wściekłą Julkę.-Idę na górę, cześć-skierowałam się do schodów.
Gdy tylko znalazłam się w swoim pokoju postawiłam szklankę na biurku i padłam na łóżko.
OMG! Nie wierzę, że to się stało! On mnie przytulił! O matko!
Nagle usłyszałam głos Julki:
-Zuza ktoś do ciebie!
Nie chętnie wstałam i zbiegłam na dół. Jak się okazało był to Paweł.
-Cześć, coś się stało?- zapytałam.
-Wypadł ci z kieszeni-podał mi mój szalik.
-O kurcze, dzięki-uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy. No nic to do zobaczenia-uśmiechnął się i wyszedł.
-Przyjaciel?- zapytał Rafał.
Odwróciłam się do niego i doznałam małego zawału serca. Wyglądał jakby był… jakby był o mnie zazdrosny. W dodatku byliśmy w salonie sami. Julka pewnie poszła do łazienki. Ale do rzeczy.
Ręce miał złożone na klatce piersiowej i patrzył na mnie tak dziwnie.
-Tak przyjaciel z dzieciństwa.-odparłam.
-Tylko? Znaczy… przepraszam nie powinienem się wtrącać- potrząsnął głową opuszczając ręce.
-Nie szkodzi. Lepiej… wrócę do pokoju-odparłam, gdy włożyłam już szalik do kieszeni płaszcza.
O Mój Boże! Rafał był zazdrosny! Chociaż… ach na pewno nie. Niby dlaczego miałby być zazdrosny? O Pawła? Przecież Rafał jest z Julką. Niby dlaczego miałby się mną przejmować? Jestem już tym zmęczona. Położyłam się na łóżku. Ale gdy tylko zamykałam oczy przede mną stał naburmuszony Rafał. Nie mogę myśleć, że jest o mnie zazdrosny. Przecież to niedorzeczne! Położyłam na zamknięte powieki swoje dłonie.
I wtedy w mojej głowie narodziła się wredna myśl.
**************************************************
Hej!
I kolejny rozdział dodany!
Mam ogromną nadzieję, że się Wam spodoba.

Trzymajcie się!
A. Wiktoria ;3
 

 
Rozdział 34


Gdy tylko wyszłam z domu skierowałam się na przystanek autobusowy. Wyjęłam z kieszeni płaszcza szalik i owinęłam nim sobie szyję. Po dziesięciu minutach czekania przyjechał. W środku było przyjemnie ciepło i od razu się rozgrzałam. Kilka chwil później znajdowałam się w okolicach bloków, gdzie w jednym z nich mieszkał Paweł.
Koniecznie musze się dowiedzieć co takiego stało się wczoraj. Po chwili stałam przed eleganckim, jasnozielonym blokiem. Zdążyłam wejść zaraz za jakąś starszą Panią. Weszłam do windy i pojechałam na trzecie piętro. Otrzepałam się z płatków śniegu i nacisnęłam dzwonek. Po chwili czekania otworzyła mi jakaś kobieta. Była wyższa ode mnie o dwa, może trzy centymetry. Miała blond loczkowate włosy opadające na kark. Jej usta w kolorze krwi wygięły się w uśmiech, a spod wydłużonych rzęs patrzyły na mnie jasnobrązowe oczy. Na powiekach widniały idealne kreski podkreślające oczy. Można było spokojnie stwierdzić, że nieznajoma miała zadziwiającą urodę. Ale do rzeczy. Ubrana była w białą bluzkę i kraciastą koszulę. Na szczupłych nogach miała jeansy i czarne, długie buty.
-Tak?
-Ja… chyba, chyba pomyliłam mieszkania. Przepraszam!- pochyliłam głowę i szybkim krokiem skierowałam się do schodów.

O mało się na nich nie zabijając dotarłam do wyjścia. Gdy tylko zamknęłam drzwi oparłam się o nie. Kim ona była? Chyba Paweł znalazł sobie nową dziewczynę. A może pomyliłam drzwi? Niee. To na 100% było jego mieszkanie. A więc ma nowa dziewczynę. Szybko się pocieszył. Potrzasnęłam głową.
-Nie myśl o tym teraz- powiedziałam sama do siebie.
Czułam się trochę… jak to powiedzieć? Smutna? Nie. Zdziwiona? W sumie to też, ale to nie to uczucie. Bardziej… byłam bardziej. Z a w i e d z i o n a. O tak. To dobre słowo. Byłam zawiedziona. Ale właściwie dlaczego? Przecież Paweł nie jest moim chłopakiem, ani kimś bliższym. Jest po prostu… kimś kogo znam od dziecka. I…i to tyle.
Hah. Pamiętam jaki był uroczy jako dzieciak. Wszystkie dziewczynki z naszej klasy(mojej i Meli) lgnęły do niego. Każda chciała się z nim pobawić, albo zostać jego żoną. Pamiętam jak Mela się wtedy denerwowała. Pewnego razu powiedziała, że żadna nie może być jego żoną, bo ma on narzeczoną. I wtedy wskazała na mnie z uśmiechem. Paweł był wtedy już w klasie szóstej. Uśmiechnął się, wziął mnie za rękę i powiedział:
-Właśnie. To moja narzeczona i tylko z nią wezmę ślub.
Pamiętam jak te wszystkie małe istotki się zawiodły. I smutne wróciły do domów.
Cóż, pamiętam też, że Paweł była wtedy dla mnie jak książę z bajki. Uwielbiałam go. Kiedyś nawet z Melą zakradłyśmy się do pokoju jej rodziców i wzięłyśmy jakąś białą sukienkę jej mamy. Założyłam ją i udawałam z przyjaciółką, że właśnie biorę ślub z jej starszym bratem. W pewnym momencie do pokoju wszedł Paweł.
-A co wy tu robicie?- założył ręce na klatkę piersiową.
-Niiic- odpowiedziałyśmy niewinnie.
-Czemu Zuzia jest w sukience mamy?- uśmiechnął się.
-Bo…- zaczęłam zawstydzona.
-Bo właśnie robimy próbę waszego ślubu-uśmiechnęła się Mela.
-Próbę? Tak beze mnie? A ślub też weźmiesz beze mnie?- podszedł do mnie i kucnął.
Zaczerwieniłam się tylko spuszczając głowę.
-No nie-powiedziałam po cichu.
-To dobrze. W takim razie zacznijmy-uśmiechnął się wstając.
-Dobrze w takim razie…
-Paweł!- rozległ się na korytarzu głos ich mamy.
-Chowaj się!- szepnęła Mela popychając mnie do szafy.
Zamknęła mnie tam w ostatniej chwili.
-A co wy tu robicie?- uśmiechnęła się Pani Ewa.
-Szukamy mojej piłki-powiedziała szybko Mela.
-Ciekawe. Pawełku, Daria czeka na dole-dodała i wyszła.
-Kto to jest Daria?- zapytała Mela.
-Daria? To moja koleżanka. Trzymaj się Mel-poczochrał jej włosy.
-Do widzenia narzeczono!- krzyknął w moją stronę ze śmiechem i wyszedł.
Kurcze. Pamiętam to tak dobrze… jakby to było wczoraj.
-To wszystko?- usłyszałam nagle.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że jestem przy kasie w supermarkecie.
-Tak-odparłam szybko.
Sprzedawczyni przewróciła oczami i wydała mi reszty i paragon.
-Do widzenia-powiedziałam biorąc torbę z zakupami. I kierując się do drzwi.
Idąc na przystanek wyjęłam z torby paczkę żelków. Otworzyłam. I zaczęłam jeść. Nagle zadzwonił mój telefon. Szybko wyjęłam go z kieszeni płaszcza. Na ekranie wyświetliło się zdjęcie mamy. Automatycznie przycisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?- odezwałam się pierwsza
-Kochanie gdzie ty jesteś?
-Właśnie idę do domu-odparłam.
-Ach. No dobrze. Paa- rozłączyła się.
Włożyłam telefon do kieszeni i usiadłam na przystanku. Zaczęłam jeść kolejne żelki.
Za chwilę przyjechał autobus. Wsiadłam do niego szybko i zajęłam miejsce na samym końcu.
Wyjęłam telefon i weszłam na facebook’ a.
-Au!- powiedziałam z pretensją. Gdyż ktoś nadepnął mi na nogę.
-Bardzo przepraszam nie chciałem-usłyszałam.
Skierowałam wzrok na sprawcę mojego bólu. Zobaczyłam wysokiego chłopaka z wymodelowanymi ciemnoblond włosami. Ubrany był w jeansy i skórzaną kurtkę, w uszach miał czarne słuchawki a w ręce trzymał Iphone’ a.
-Wybaczam-burknęłam i wróciłam do ekranu telefonu.
-Czy my się skądś nie znamy?
-Mówisz do mnie?- uniosłam brwi kierując na niego swój wzrok.
-A do kogo?- uśmiechnął się.
-Nieważne-prychnęłam.- Wybacz, ale sadzę, że raczej nie.
-Ja uważam inaczej-oparł się głową o żółtą rurę.
Przewróciłam oczami z uśmiechem. Pozostawiłam telefon na kolanach i spięłam włosy w kucyka.
-No jasne!- aż podskoczyłam. O mało co nie wypadł mi telefon.
-Chcesz żebym dostała zawału?- spojrzałam na chłopaka.
-Nie w takiej chwili-uśmiechnął się.-Miło cię znów widzieć Zuza.
-Skąd wiesz jak mam na imię?
-Jak to skąd?- zmarszczył brwi.-Chodziliśmy razem do szkoły!
-Do szkoły?- zdziwiłam się.-Serio?
-Przez dziesięć lat.
-Dziesięć? Nie pomyliłeś mnie z kimś?- zmarszczyłam brwi.
-Na pewno nie-pokręcił głową.-Ale skoro mnie nie pamiętasz, pozwól, że się przedstawię. Nazywam się Tomasz Arkadiusz Trzeci Konieczny-wyciągnął do mnie dłoń z uśmiechem.
-Tomek? OMG ale się zmieniłeś-uścisnęłam jego rękę.
-To samo mogę powiedzieć o tobie-mrugnął.
-A-ale jak mnie poznałeś?
-Kucyk i szalik z inicjałami Z.L- uśmiechnął się.
-Wow masz niezłą pamięć. Gdzie teraz chodzisz?
-Do Żeromskiego-odparł.
-Do Żeroma? Wow, ja jestem z Melą w Górskim-uśmiechnęłam się.-A Alicja chodzi z tobą do szkoły?
-Taa, tyle, że jest na humanie- uśmiechnął się.
-To dobrze. Przynajmniej się nie rozdzieliliście.
-Tak. Za to mieszkamy oddzielnie- podrapał się po karku.
-Jak to?- zdziwiłam się.
-Miesiąc przed pójściem do nowej szkoły nasi rodzice się rozwiedli. Ja mieszkam z mamą, a Alicja od dłuższego czasu z tatą.
-Przykro mi.
-Nieee no jest okay, ale chyba jak każdy wolałbym żeby moja rodzina się nie rozwaliła-powiedział.
-A widujesz się z tatą?- zapytałam wciskając znak stopu.
-Raz w tygodniu.
-Wiesz… nie wiem jak to jest w takiej rodzinie… ale jestem pewna, że wszystko się ułoży i… będzie lepiej- uśmiechnęłam się.
-Dzięki-odwzajemnił uśmiech.
Wstałam i podeszłam do drzwi.
-A właśnie. Zuza byłabyś za, jeżeli miałoby odbyć się spotkanie naszej byłej klasy?
-W sumie to czemu nie-uśmiechnęłam się.- Cześć-wysiadłam z autobusu.
-Cześć-usłyszałam.
Skierowałam się do domu.
I pomyśleć, że jeszcze tylko pięć dni i wolne. Ale się cieszę! Uwielbiam zimę(nie twierdzę, że wiosna czy lato są gorsze ale tylko czas przed Bożym Narodzeniem jest tak magiczny). Te wszystkie udekorowane domy. Oczekiwanie na Mikołaja, czy to naprawdę nie jest magiczne? Bo ja uważam, że tak.
Pogrążona w myślach nawet nie zauważyłam, że właśnie wchodzę po schodach do domu.
-Już jestem!- krzyknęłam, gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi.
-No nareszcie, herbata stygnie!- usłyszałam głos babci.
-No to wypiję zimną-zaśmiałam się wchodząc do salonu, gdzie przy stoliku po między sofami siedzieli moi rodzice i dziadkowie.
-Dobrze, że już wróciłaś Zuziu-uśmiechnął się dziadek.
-Siadaj i napij się z nami-dodała babcia.
-Za chwilę, a gdzie Julka?
-Siedzi w swoim pokoju-odparła mama.
-Ma gościa-uśmiechnął się tata.
-To ja pójdę się przebrać i zaraz wracam- uśmiechnęłam się.
Po chwili byłam już w swoim pokoju. Przebrałam się w znoszone jeansy, stary T-shirt, a na to założyłam ciepły sweter w kolorach świątecznych. Wyszłam z pokoju i po cichu zmierzałam do łazienki. Przechodząc obok lekko uchylonych drzwi do pokoju Julki usłyszałam:
-Zuza na pewno nie zdenerwuje się, że wzięliśmy jej gitarę?- rozpoznałam głos Rafała.
Podeszłam bliżej i zobaczyłam bruneta siedzącego na łóżku siostry.
-No co ty, poza tym ta gitara jest wspólna- odparła.-A teraz mi coś zagraj.
-Dobrze. Ale co?
-Najnowszą piosenkę „The Tracs”- wyjaśniła.
-Okay. Ale jak na razie mam tylko refren.
Zaczął grać.
„Kiedy jesteś blisko czuje, że mogę zrobić wszystko
Kiedy jesteś blisko czuje się jak w siódmym niebie
Kiedy jesteś blisko mam wrażenie, że cały świat się śmieje, a ja promienieje e e e
Po kilku chwilach skończył.
Nagle blondynka przylgnęła ustami do ust chłopaka.
-Piękna piosenka-powiedziała, gdy odczepiła się od jego ust.
Potrząsnęłam głową. Nie przejmę się tym. Wyprostowałam się i weszłam do łazienki.
Stanęłam przed lustrem. Rozpuściłam włosy i rozczesałam je. Może powinnam przefarbować się na blond? Cóż, może wtedy znalazł by się ktoś dla mnie.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Witajcie!
W końcu zostałam sama w domu i dzięki temu mam czas na dodanie wpisu :3
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba

Trzymajcie się!
A. Wiktoria ;3

Nieznajoma

  • awatar Raz $ię żyje!: Świetny rozdział. I coś mi się nie wydaje żeby ta gitara była wspólna skoro płaciła za nią Zuza -,-
  • awatar DreamsDie: świetne! ^^ musiałam przeczytać jeszcze inne rozdziały, ale było warto <3 ;o
  • awatar Stay...: zaczęłam od początku historii i przeczytałam wszystko<3 niesamowicie wciągające <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Witajcie!
Jak na pewno zauważyliście od dłuższego czasu nie dodaje rozdziałów na tego bloga jak i na mojego drugiego(kirie.pinger.pl). Powodem tego jest moja poprawka z matmy i w dużym stopniu rodzice.
Otóż spędzam przy zadaniach po kilka godzin dziennie i nie bardzo mam czas na pisanie rozdziałów(chociaż mam przypływ weny). na szczęście mam telefon i kiedy nikt nie patrzy wchodzę na pingera i czytam wasze blogi
Postaram się w najbliższym czasie napisać kolejne rozdziały opowiadań na oba blogi.
Oby mi się udało
No nic.
Życzę Wam miłych wakacji.
A. Wiktoria :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Rozdział 33


-Tamara ja…-zaczął blondyn.
-Chciałam ci zrobić niespodziankę…ale widzę, że w czymś przeszkodziłam-spojrzała na mnie.
-To nie tak, ja…-zaczął.
-Nie tłumacz się-odparła.-Z nami koniec-odeszła.
-Tamara to nie tak!-krzyknął.-Tamara!-wybiegł na korytarz.
W tym czasie szybko poszłam do łazienki i ubrałam się w swoje ciuchy. Gotowa wyszłam z łazienki i wpadłam na Pawła.
-Wychodzisz?-zdziwił się.
-Nie powinnam była w ogóle tu przychodzić-odparłam przechodząc obok niego.
-Zaczekaj-poczułam uścisk na przedramieniu.
-To nie twoja wina-spojrzał mi w oczy.
-A czyja? Nie powinnam otwierać tych głupich drzwi. W ogóle nie powinnam wychodzić ze szkoły-podniosłam głos.-Przepraszam. Przeze mnie pokłóciłeś się z dziewczyną. Musze już iść. Cześć-ruszyłam do drzwi.
-Poczekaj-pociągnął mnie za nadgarstek. Powodując, że odwróciłam się do niego. Położył mi ręce na ramionach i spojrzał w oczy.
-Tamara nie jest moją dziewczyną. Nie jestem na ciebie o to zły, bo i tak do siebie nie pasowaliśmy-powiedział-A teraz przestań się wygłupiać i zjedz ze mną kolację-zabrał mi plecak. Rzucił go w kąt i zaciągnął mnie do kuchni. Tam posadził przy stole i kazał czekać.
-Może ci pomóc?-zapytałam.
-Szefowi kuchni nie pomagają goście-uśmiechnął się.
Pomieszczenie było nie duże. Ściany były w czarno-białe paski, a podłoga składała się z czarnych płytek. Naprzeciwko drzwi znajdowała się duża lodówka, a obok niej niedługi blat, na którym stał ekspres do kawy i mikrofalówka. Wyżej nad blatem znajdowały się drewniane szafki, a nad kuchenką powieszone na haczykach przyrządy do gotowania, takie jak rondel czy łyżka.
Po chwili do stołu podano pysznie wyglądającą zapiekankę.
-Wow widzę, że gotowanie nie jest ci obce-uśmiechnęłam się.
-Jak widać-powiedział stawiając na stole butelkę wina i dwa puchary.
-Ja nie piję-dodałam szybko.
-To danie bez wina jest jak wiosna bez zimy. Jak dzień bez nocy, jak słońce bez księżyca, jak…
-Dobra zaczaiłam-zaśmiałam się.-Nalej mi, proszę.
-Już się robi Mademoiselle-uśmiechnął się.
-Nie sądziłam, że znasz francuski.
-Lubię zaskakiwać-puścił mi oczko nim upił łyk czerwonej cieczy.
Poszłam za jego przykładem i również napiłam się zawartości pucharu.

***
Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam, że znajduje się w swoim pokoju. Zaraz. Co ja tu robię? Przetarłam oczy. Obraz nie zmienił się, nawet trochę. Wciąż byłam w moim pokoju. Ale jak…? Przecież wczoraj...OMG! A co jeżeli wróciłam do domu pijana? Podniosłam się z łóżka i zobaczyłam, że jestem w ubraniu. Zeszłam na dół, gdzie w salonie siedzieli rodzice.
-Kochanie jak się czujesz?-zapytała mama podchodząc.
-Dobrze-odparłam.
-Nieźle nas wczoraj wystraszyłaś-powiedział tata mnie ściskając.
-Wystraszyłam?-zdziwiłam się.
-Kiedy Paweł przywiózł cię do domu nieprzytomną…
-Zaraz-przerwałam mamie.-Kto mnie przywiózł? W ogóle co się stało?
-Z tego co wiemy wyszłaś ze szkoły i zasłabłaś. Mój Boże jak dobrze, że Paweł cię w porę znalazł-przytuliła mnie.
-Przepraszam ale…pójdę się odświeżyć-odparłam zdezorientowana.

Co się ze mną stało? Zasłabłam? Koniecznie musze pogadać z Pawłem. Rozmyślając nawet nie zauważyłam, że stoję w kabinie prysznicowej i nie jestem oblewana wodą. Nie mama pojęcia ile tam stałam ale po kilku chwilach ktoś zapukał do drzwi.
-Zuziu dobrze się czujesz?-usłyszałam mamę.
-Tak, spokojnie. Nic minie jest- powiedziałam.
-Dobrze. Skarbie jestem pewna, że Mela wpadnie za jakąś godzinę, więc proszę nie siedź tam długo-odparła.

Gdy osuszyłam skórę, zabrałam się za rozczesywanie włosów. Po kilku chwilach walki z nimi osiągnęłam zwycięstwo. Podsuszyłam je suszarką i były gotowe. Na oczach narysowałam kreski, a rzęsy potraktowałam tuszem. Upudrowałam twarz i owinięta ręcznikiem udałam się do swojego pokoju.
Tam ubrałam się w czarne leginsy, białą bluzkę na ramiączka i luźną, jeansową koszulę. Gotowa zeszłam na dół coś zjeść.
-Głodna?-zapytał tata.
Na te słowa zaburczało mi w brzuchu. Uśmiechnęłam się.
-Chodź coś ci przyrządzimy-udał się do kuchni.
I w taki sposób po kilkunastu chwilach jadłam pyszną, chrupiącą kanapkę z szynką, serem, prażoną cebulką i dużą ilością sałaty i pomidorów(nie zapominając o sosach).
-O widzę, że już jesz-usłyszałam mamę.
Z racji tego, że usta miałam pełne pokiwałam głową. W jednej sekundzie rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Wstałam.
-Ty jedz-rozkazała mama.
-Włącz sobie telewizję-uśmiechnął się tata.
Przełknęłam wszystko i uśmiechnęłam się. Biorąc kolejny kęs do ust ruszyłam do kanapy, gdy drzwi zostało otworzone, a na mnie ktoś się rzucił.
-Tak się cieszę, że nic ci nie jest!-usłyszałam znajomy głos.-Lepiej się czujesz?
Zobaczyłam twarz przyjaciółki.
Usta miałam pełne, więc tylko kiwnęłam.
-To dobrze. Nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiliśmy-zaczesała kosmyk moich włosów za ucho.
-Dobrze cię znów widzieć-usłyszałam Dawida i po chwili byłam już przez niego tulona.
-Spóźniłem się?-usłyszałam.
Spojrzałam w stronę drzwi podobnie jak moi przyjaciele. Stał tam Rafał w czarnej, skórzanej kurtce i jeansach. Jego włosy były lekko zmierzwione i to tu, to tam znajdowały się płatki śniegu. Na widok jego uśmiechu poczułam, że moje serce przyśpieszyło. Mój Boże…ale ja jestem naiwna. Przecież on spotyka się z Julką! Mało tego…wczoraj całowali się w szkole, przy wszystkich! Musze o nim zapomnieć. To najlepsze co mogę zrobić.
-Idealnie na czas-uśmiechnęła się Mela.
-Dobrze to my będziemy się zbierać-powiedział tata.
-Jak to?-zdziwiłam się.-Przecież…
-Jedziemy tylko na zakupy-przerwała mi mama.-Przy okazji odbierzemy dziadków.
-Wrócimy wieczorem-uśmiechnął się tata.-A! Byłbym zapomniał, na blacie macie pieniądze. Zamówcie sobie pizzę-puścił nam oczko i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
-Nie stójcie tak-zaśmiałam się.-Zdejmujcie kurtki i zapraszam dalej.
Nie minęło pięć minut a rozległ się dzwonek.
-Rozgośćcie się a ja otworzę-powiedziałam biorąc kęs kanapki do buzi.
Gdy tylko otworzyłam drzwi ponownie ktoś się na mnie rzucił. Po czarnych, długich włosach i uśmiechniętych osobach dziewcząt z „Cj Rock” poznałam, że to Charlie.
-Dobrze się czujesz?-zapytała odsuwając się ode mnie lekko,
Zważywszy na to, że po raz kolejny miałam kawałek kanapki w buzi pokiwałam głową. Gdy tylko go przełknęłam powiedziałam:
-Wejdźcie do środka.
Przez drzwi po kolei wchodziła Charlie, dziewczyny, a na końcu Lynx i Rick.
-No więc najpierw coś załatwmy-zaczęłam zamykając drzwi.-Charlie…
I nagle ponowny dzwonek do drzwi.
-Sue czy ty urządziłaś imprezę?-zapytała Charlie.
-Nie! Nie mam pojęcia kto to…-w chwili, gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się Filip.
-Zuza-powiedział i błyskawicznie mnie przytulił.
-Nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? Może masz gorączkę?-przyłożył swoją zimną dłoń do mojego czoła.
-Filip spokojnie-powiedziałam łapiąc go za rękę, którą dotykał mojego czoła i odstawiając ją od niego.
-Na pewno wszystko w porządku?
-Taak, nic mi nie jest. Wejdziesz?-zapytałam.
-Jasne…ale nie jestem sam…-powiedział lekko speszony.
-Cześć Zuza-usłyszałam znajomy mi głos.
Zza pleców blondyna wychynęła Dagmara.
-O, cześć-uśmiechnęłam się.-Wejdźcie.
Po chwili zrobiło się trochę tłoczno.
-Wyjaśnijmy sobie wszystko-powiedziałam.-Przejdźcie proszę do tamtej trójki-zwróciłam się do blondyna i niebieskookiej. Po sekundzie wszyscy stali w szeregach naprzeciwko siebie. Tworząc tym sposobem dwie grupy.
-Zacznijmy od tego…że przepraszam wszystkich tu zebranych za to, że się martwiliście-powiedziałam.-I chciałam podziękować, że o mnie pamiętaliście-uśmiechnęłam się.-Kontynuując.
-Charlie, dziewczyny, Lynx’ ie i Rick’ u. Poznajcie: Dagmarę, Filipa, Melę, Dawida i Rafała-powiedziałam wskazując po kolei na wymienione osoby.-Melę i Rafała możecie już znać, więc to już pół sukcesu-zaśmiałam się.
-Dagmaro, Filipie, Melu, Dawidzie i Rafale. Poznajcie: Charlie, Stef, Elly, Meg, Hal, Lynx’ a i Rick’ a.
Po kilku chwilach wszyscy uścisnęli sobie dłonie.
-Zaraz a gdzie jest Jo, Al i Roy?-zapytałam
-Z racji tego, że połowa z nas jest tutaj. Ktoś musiał zostać w lokalu-odparła Charlie.
-Dlatego przywieźliśmy ci czekoladki- powiedział Lynx z uśmiechem dając mi do ręki pudełko czekoladek.
-Nie mogę tego przyjąć. Może lepiej rozdać je w lokalu?
-Nie biorąc prezentu robisz nam przykrość Sue-odezwała się Hal.
-Jesteście…niemożliwi-uśmiechnęłam się krzywo.-Dzięki-wzięłam od bruneta pudełko.
-Będziemy już lecieć-powiedział Rick.-Trzymaj się Sue-podniósł mnie ściskając.
-Ty też Rick-powiedziałam.
-Wpadnij do „CJ Rock” kiedy wyzdrowiejesz, dobrze?-zapytała Charlie żegnając się jako ostatnia.
-Dobrze-przytuliłam ją.
-Nie rozwalcie tylko domu-puściła nam oczko i wyszła.
-To co robimy?-odwróciłam się do przyjaciół.
-Właściwie…to wpadliśmy tylko po to by zobaczyć co u ciebie…-powiedział Filip.
-I teraz się zbieramy-dokończyła Dagmara.
-My też już klecimy-powiedziała Mela.
-Jak to? Wszyscy już idziecie?-zdziwiłam się.
-Ja chciałabym poczekać na Julkę. Jeśli mogę, oczywiście-powiedział Rafał.
-Oczywiście, że możesz. Szkoda tylko, ze się już wszyscy zbieracie-odparłam.
-Jeszcze się spotkamy-puściła mi oczko Mela. Uściskała mnie i ruszyła do wyjścia.
-Trzymaj się-uśmiechnął się Dawid. Poczochrał mi włosy i ruszył za blondynką.
-Jak coś to dzwoń-ścisnął mnie Filip.
-Jasne-odparłam.
-I więcej się uśmiechaj-powiedziała Dagmara całując mnie w policzek.
-Cześć-pomachała mi i zamknęła za sobą drzwi.
-J-julka powinna zaraz wrócić-odwróciłam się do chłopaka.
-Spoko-uśmiechnął się.
-Chcesz czegoś do picia?
-Coli-powiedział zdejmując kurtkę.
-Okay-udałam się do kuchni. Wyjęłam z dolnej szafki colę i postawiłam ją na blacie. Sięgnęłam ręką do górnej szafki by wyjąć z niej szklankę ale nie sięgałam do ani jednej. Stanęłam więc na palcach i nagle inna ręka sięgnęła po szklankę i wyciągnęła ją z szafki. Miałam dziwne „deja vu”.
Odwróciłam się i napotkałam roześmiane tęczówki.
-Proszę-powiedział uśmiechnięty Rafał.
-Dziękuję-odparłam.
Patrzeliśmy sobie w oczy przez dłuższa chwile.
Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu.
-Już jestem!-rozpoznałam głos mojej siostry.
-Masz gościa-powiedziałam w jej stronę.
-Tak? a kogo?-wkroczyła do salonu, gdzie był już brunet.
-Cześć-uśmiechnął się.
-Rafał-rozpromieniła się i podbiegła do niego wszczepiając się na końcu w jego usta.
-Musze coś załatwić-powiedziałam ruszając do przedpokoju.
-Już idziesz?-zdziwiła się.
- Ta sprawa nie ścierpi zwłoki- uśmiechnęłam się zakładając swój fioletowy płaszcz. I czarne buty na koturnach.-Rodzice wrócą wieczorem-rzuciłam przez ramię zamykając drzwi.
Nienawidzę miłości.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 
Rozdział 32


Gdy oddaliliśmy się(z szybką prędkością zresztą) od goniącego nas ochroniarza. Zaczęliśmy się śmiać.
-Widziałeś minę tego gościa? „Zaraz was dopadnę”-powiedziałam niskim głosem.
-Albo „Teraz jesteście moi”- odparł równie niskim głosem i zaśmiał się.
-To była…jedna z najbardziej zakręconych akcji w moim życiu- uśmiechnęłam się na niego zerkając.
-Trzymaj się mnie a będziesz miała takich więcej-puścił do mnie oczko.
-Jeszcze czego-uśmiechnęłam się.
-Zjedź tutaj na bok. Zamienimy się miejscami-powiedział.
Zrobiłam to i już po paru chwilach siedziałam zapięta pasami na miejscu pasażera.
-OMG ale od ciebie jedzie-zaśmiałam się.
-A ty masz skórkę banana we włosach-uśmiechnął się na mnie zerkając.
-Co? Gdzie?-zaczęłam przeczesywać placami nastroszone włosy.
-Mam cię-puścił mi oczko.
-Pf, spadaj-udałam naburmuszoną.
-Chyba z drzewa prosto na ciebie-zaśmiał się.
-Chciałbyś.
-No właśnie bym chciał-uśmiechnął się na mnie zerkając.
-To…odwieziesz mnie do domu?-zmieniłam temat.
-Raczej nie.
-Dlaczego?-zdziwiłam się.
-A jak niby wytłumaczysz rodzicom swój obecny stan?
-W sumie to racja. Więc gdzie mnie wieziesz?-zapytałam.
-Do mojego mieszkania.
-Masz mieszkanie?-zrobiłam wielkie oczy.
-Od kilku dni.
-To dobrze. Wprost marzę o kąpieli-uśmiechnęłam się.

***
Wjeżdżaliśmy właśnie windą na trzecie piętro. Okazało się, że drzwi do mieszkania blondyna znajdowały naprzeciwko niej.
Gdy tylko weszliśmy do środka, a chłopak zapalił światło moim oczom ukazał się nie duży piękny salon. Jego ściany miały kolor wina, a na drewnianej podłodze znajdował się duży, czarny dywan. Stała na nim skórzana kanapa w kolorze ścian, a naprzeciwko niej zawieszona na ścianie plazma. Na prawo od telewizora znajdowała się biała firanka, za którą kryło się okno oraz wejście na balkon. Dalej pod ścianą stała duża wieża.
Na lewo od salonu znajdował się łuk, który prowadził zapewne do kuchni. Na prawo od salonu znajdował się kolejny łuk, który prowadził na krótki korytarz, na którego końcu znajdowały się drzwi.
-Prosto i na lewo-powiedział blondyn.
-Dzięki- powiedziałam zdejmując sweter.
-Idź się umyć a ja znajdę ci jakieś ciuchy na przebranie.
-Okay-odparłam wchodząc do łazienki.
Izba była niewielka. Ściany wykonane były z jasnozielonych kafelków, podobnie jak podłoga. Na skos od drzwi znajdował się prysznic. Na lewo od prysznica znajdowała się pralka, a zaraz obok niej umywalka i duże lutro. Na prawo od prysznica znajdowała się toaleta. Zdjęłam sweter, a po nim na podłogę spadła bluzka. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Przyniosłem ci ciuchy-usłyszałam.
-Czekaj-odparłam zakładając sweter i zakrywając nim stanik.
Otworzyłam drzwi.
-Dzięki-powiedziałam biorąc od chłopaka bluzkę i spodnie.
-Nie ma sprawy-Paweł na mnie spojrzał.
-Na co tak patrzysz?-zdziwiłam się. Skierowałam wzrok na swoją klatkę piersiową i zobaczyłam odsłonięty stanik.
-Gdzie ty w ogóle patrzysz zboczeńcu-powiedziałam szybko zakrywając się swetrem.
-I mówi to dziewczyna, która założyła sweter nie mając pod nim nic prócz biustonosza- zaśmiał się.
-Spadaj-burknęłam zamykając drzwi.

Gdy osuszyłam skórę i zrobiłam sobie turban na głowie ubrałam się w spodnie blondyna. Podeszłam do umywalki by przemyć jeszcze raz twarz ale gdy tylko podniosłam do góry „klamkę” poleciał na mnie strumień wody mocząc koszulkę i spodnie.
-Cholera-syknęłam.
Wyszłam z łazienki nawołując Pawła.
-Co jest?-wyszedł z kuchni.
-Masz jeszcze jedną koszulkę i spodnie?-zapytałam.-Przepraszam oblałam się.
-Nie szkodzi- chodź otworzył drzwi obok i puścił mnie przodem.
Moim oczom ukazał się nieduży pokój o czarnych ścianach. Podłoga składała się z czarnych płytek i ciemnego dywanu. Naprzeciwko drzwi znajdowało się duże łóżko, gdzie na ścianie namalowane były wzory, troszkę dalej zwisał żyrandol. Po lewej znajdował się biała szafka nocna, gdzie stała lampka. Na prawo od łózka stała biała komoda, na której stała wieża. Na ścianie, nad komodą wisiało lustro. Na wschodniej ścianie znajdowała się jeszcze duża, drewniana szafa oraz stojąca lampa.
-Zaraz ci coś znajdziemy-powiedział podchodząc do szafy. Otworzył ją i po kilku minutach wyjął z niej czarny T-shirt i szare, dresowe spodnie.
-Dziękuję-powiedziałam biorąc je od niego.
-Pójdę sprawdzić jak tam nasza kolacja-uśmiechnął się i wyszedł.
Zdjęłam turban z głowy, a zaraz potem zdjęłam mokrą koszulkę. Zaczęłam zakładać drugą, suchą, gdy do pokoju wszedł blondyn.
-Zuza słuchaj…-zaczął.
-Co?-odezwałam się kończąc zakładanie drugiej bluzki.
-Fiu, fiu-zagwizdał.
-O co ci chodzi?-zdziwiłam się.
-Ładny kolor stanika, uwielbiam różowy- puścił mi oczko.
-Spadaj zboczeńcu- rzuciłam w niego mokrą koszulką.
-Chcesz się bawić?-przewrócił oczami.-Okay- uśmiechnął się spoglądając na mnie. Nawet nie wiem kiedy wylądowałam na łóżku po między rękoma blondyna.
-I co teraz?-uśmiechnął się.
-A co ma być?-odwzajemniłam uśmiech.
-Hm…może to?-zaczął mnie łaskotać.
-Przestań!-krztusiłam się własnym śmiechem.-Poddaje się!
-Serio?-przestał mnie łaskotać i spojrzał mi w oczy.
-Nie-szybko się przekręciłam zawisając nad nim.-I co teraz?-uśmiechnęłam się.
-Wow-powiedział.
-Co?-zdziwiłam się.
-Dopiero teraz widzę jakie masz błękitne oczy-powiedział zaczesując mi włosy za prawe ucho.
-Ty też masz niebieskie oczy-odparłam lekko speszona wstając.
-Ale nie tak niebieskie jak twoje-uśmiechnięty uniósł się na łokciach.
-Cóż, mogę się z tym zgodzić-uśmiechnęłam się.
-W szafie, w którymś z pudełek na dole jest nieużywana dotąd szczotka Meli. Rozczesz nią sobie włosy-powiedział wychodząc.
Po kilku chwilach poszukiwań w szafie znalazłam pudełko, o którym była mowa i wyjęłam z niego szczotkę.
Gdy moje włosy zostały rozczesane schowałam na powrót szczotkę do pudełka a wyjęłam z niej czarną gumkę do włosów. Wyszłam z pokoju wiążąc włosy w kucyka.
Weszłam do salonu, ale nikogo w nim nie zastałam.
-Paweł?-powiedziałam głośno.
-Jestem w łazience!-usłyszałam.
W tej samej chwili rozległ się dźwięk dzwonka.
-Otworzysz?-usłyszałam ponownie jego głos.
-Jasne!
-Przy okazji zobacz co z nasza kolacją, kotku- powiedział bardzo przymilnym głosem.
-Oczywiście kotku!-odparłam ze śmiechem podchodząc do drzwi.
Gdy je otworzyłam moim oczom ukazała się jakaś kobieta. Wyglądała na dwadzieścia parę lat. Miała czarne, proste włosy, które sięgały jej zgięć rąk. Jej brązowe oczy okalały idealnie wydłużone i pogrubione rzęsy, a na powiekach miała czarne, idealne kreski. Usta w kolorze krwi rozdziawiły się lekko ze zdziwienia. Ubrana była czerwoną, obcisłą sukienkę z dużym dekoltem. Na nogach miała czarne rajstopy w koronkowe wzory i czarne botki.
-Tak?-zapytałam.
-Czy ja pomyliłam mieszkania? Zaraz, mieszka tu Paweł Maj?
-Tak, a o co chodzi?-zdziwiłam się.
-Co z kolacją?-usłyszałam głos blondyna. A za chwilę zobaczyłam go bez koszulki i w samych jeansach. Wycierał włosy białym ręcznikiem.
-Paweł, możesz wyjaśnić kim ona jest?-założyła ręce na klatkę piersiową. Jej wściekły wzrok patrzył na mnie to na blondyna. Kompletnie nie wiedziałam co robić
**************************************************
I macie kolejny rozdział
Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Proszę Was o szczerą opinie(krytykę również).

No nic. Do następnego!
A. Wiktoria :3

Pokój Pawła
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Rozdział 31


Natychmiastowo się odwróciłam i zaczęłam biec. Miałam zamiar uciec do łazienki ale nie wiem nawet jak znalazłam się na zewnątrz. Zbiegłam po oblodzonych schodach, o mało co się na nich nie zabijając. Wbiegałam już na ulicę, gdy usłyszałam pisk opon. Czas jakby stanął. Jakbym straciła słuch i wzrok. Wszystko dookoła mnie się rozmazywało. Dopiero po paru chwilach zorientowałam się, że to wina łez wypływających z moich oczu. Zaraz potem zauważyłam, że klęczę na mokrym i zimnym asfalcie. Poczułam jak ktoś bierze mnie za rękę i podnosi. Po chwili wszystko wróciło do normy, normalnie słyszałam, widziałam i czułam.
-Co ci odwaliło?!-ktoś krzyknął mi nad uchem. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Pawła.
-Co się stało? Gdzie, gdzie ja jestem?-zaczęłam się rozglądać. Naprawdę nie miałam pojęcia co dokładnie się ze mną działo. Przecież chwilę temu byłam na korytarzu i patrzyłam…jak moja własna siostra odbiera mi chłopaka.
-Płaczesz? Zuza co się stało?-ponownie usłyszałam jego głos.
-Co?-spojrzałam mu w oczy.-Nie, nic mi nie jest- otarłam ręką łzę spływającą po policzku.
-Przecież widzę-powiedział uparcie.
-Daj spokój-ruszyłam w stronę przystanku autobusowego.
-Z czym mam niby dać spokój?-złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Przecież nic mi nie jest.
-Bo zdążyłem zahamować! Zuza czy ty rozumiesz, że mogłem ci coś zrobić? I czemu w ogóle nie jesteś na lekcji?-zmarszczył brwi.
-Skończyłam wcześniej.
-I dlatego wybiegłaś pędem ze szkoły w trampkach i bez kurtki?-powiedział ironicznie.
-Tak-odparłam obojętnie ruszając.
-Nigdzie nie pójdziesz-ponownie złapał mnie za rękę.
-Puść mnie. Chce do domu-burknęłam.
-Dziś kończycie o 14:30. Jest 13:20-spojrzał na zegarek znajdujący się na jego lewym nadgarstku.-Albo wracasz do szkoły, albo jedziesz ze mnę-założył ręce na klatkę piersiową.
-Wracam do domu-odparłam i zaczęłam biec.
-Okay, możemy się pobawić!-krzyknął i po chwili ruszył za mną. Przyśpieszyłam jeszcze bardziej, ale trampki nie bardzo dawały radę na oblodzonym chodniku. Po paru chwilach poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie. Zaraz potem zawisłam ciałem wzdłuż czyiś pleców.
-Puszczaj mnie!-krzyknęłam i zaczęłam się wiercić.
-Dałem ci wybór-odparł sięgając po mój plecak, leżący na śniegu.-Nie skorzystałaś, więc wybrałem za ciebie-zaśmiał się pod nosem i ruszył w stronę szkoły.
No i świetnie. Teraz zaniesie mnie prosto do dyrektorki. Paweł jednak mnie zaskoczył. Nie wszedł ze mną po schodach ale wpakował mnie na przednie miejsce swojego czarnego BMW. Zatrzasnął drzwi i po chwili usiadł na miejscu kierowcy, tuż obok mnie.
-Zapnij pas-powiedział.
-Dokąd mnie zabierasz?-zapytałam.
-Do domu raczej cię nie odwiozę-puścił mi oczko.
-Ale dlaczego?-zdziwiłam się.
-Bo znam lepsze miejsce-uśmiechnął się uruchamiając silnik.

***
-To powiesz czemu płakałaś?-zapytał.
Siedzieliśmy w przytulnej kawiarence, znajdującej się w centrum handlowym. Ściany pomalowane na beżowo idealnie dopasowywały się do drewnianej podłogi.
-Miałam powód-odparłam upijając łyk ciemnej cieczy.
-Poważny?
-Moja siostra zaczęła chodzić z chłopakiem, którego lubię-powiedziałam przyciszonym głosem.
-I tylko dlatego?
-Tak. Nie musisz się nade mną litować-wstałam.
-Nie to nie tak-wstał.-Nie lituję się nad tobą po prostu…chce ci pomóc. Usiądź. Proszę?-patrzył to na mnie, to na krzesło.
-Okay-westchnęłam.
Posiedzieliśmy w lokalu jeszcze trochę i postanowiliśmy się przejść po centrum. Paweł jednak zaciągnął mnie do kina na jakąś komedię.
-Wiesz, że mogą cię zamknąć?-zapytałam, gdy siedzieliśmy już w ostatnim rzędzie.
-Za co?-spojrzał na mnie zdzwiony.
-Za porwanie-uśmiechnęłam się.
-Nazwijmy to zaproszeniem retorycznym- puścił mi oczko.
-Pff
Oglądając film zajadaliśmy się popcornem i popijaliśmy pepsi.
-I teraz ten facet zgubi te teczkę-szepnął mi do ucha blondyn.
-Skąd wiesz?
-Wrodzony talent-uśmiechnął się zakładając ręce za głowę.
-Taa…przyznaj się, że go oglądałeś-dałam mu kuksańca w bok.
-O, więc tak się bawimy? Okay-w jednej chwili poczochrał moje włosy.
-O ty!-sięgnęłam ręką do popcornu i rzuciłam w niego garścią.
-Dobra! Zabawimy się-rzucił we mnie swoim popcornem.
Śmialiśmy się i rzucaliśmy. Nagle na salę wszedł jakiś facet. Szybko kucnęłam na podłodze.
-Co ty robisz?-szepnął Paweł.
-Uciekam-uśmiechnęłam się biorąc do ręki plecak. Po woli zaczęłam przesuwać się do końca rzędu.
-Dobrze, że ktoś przyszedł-odezwała się jakaś dziewczyna. Na końcu jacyś idioci zaczęli się rzucać popcornem.
-Czemu rzucał Pan popcornem?-zwrócił się do Pawła mężczyzna.
-Ja niczym nie rzucałem.
-Jak to nie? Rzucaliście się popcornem!-odezwała się zbulwersowana dziewczyna.
-Kaja daj spokój-jakiś chłopak złapał ją za rękę.
-Nie Maciek. Ci idioci popsuli nam oglądanie filmu!
-Nie wiem czy tamta Pani jest ślepa, ale tylko ja tutaj jestem-dołączył Paweł.
-Ale przecież…na pewno ta dziewczyna gdzieś tu jest!
-Proszę nie robić scen i wrócić do oglądania filmu-uciszył ja mężczyzna kierując się do drzwi, którymi tutaj wszedł.
Powolutku posuwałam się dalej. Gdy miałam mijać rząd, tamtej dziewczyny, wykorzystałam okazję i gdy nie patrzyła, przeszłam dalej. Gdy byłam już prawie przy drzwiach odwróciłam się i zobaczyłam, że Paweł jest tuż za mną. Szybko wstałam i osłonięta ciałem blondyna przeszłam przez drzwi.
Gdy tylko znaleźliśmy się na korytarzu od razu zaczęliśmy się śmiać.
-To było dobre-śmiał się blondyn.
-Bez kitu.
-Chodź pokaże ci coś-powiedział łapiąc mnie za prawy nadgarstek.

***
Paweł zawiózł mnie niedaleko jakiegoś budynku. Nie widziałam wyraźnie, gdyż było już ciemno. Wyszłam z samochodu i od razu zaczęłam trząść się z zimna. Po chwili poczułam ciepły materiał na ramionach, to Paweł dał mi swoja kurtkę.
-Dzięki. Ale teraz to ty będziesz marzł-powiedziałam.
-Nie szkodzi-uśmiechnął się.-Chodź-złapał mnie za prawy nadgarstek i ruszył. Szliśmy kilka minut aż doszliśmy(chyba) pod jakieś ogrodzenie.
-Dobra, teraz cię podsadzę.
-Ale po…-nie zdążyłam dokończyć, gdyż chłopak mnie podniósł.
-Złap się i przejdź na drugą stronę-usłyszałam.
Po chwili siedziałam okrakiem na ogrodzeniu, przełożyłam lewą nogę na drugą stronę i zeskoczyłam.

-Paweł dokąd ty mnie prowadzisz?-zapytałam. Wspinaliśmy się po schodach kilka dobrych minut.
-Jeszcze trochę-odparł.
Po kolejnych kilku minutach znaleźliśmy się na miejscu.
-I co teraz?-zapytałam lekko zbulwersowana.
-Teraz najlepsze-usłyszałam. Blondyn pociągnął mnie za nadgarstek i ustawił tak, że stałam do niego plecami.-Okay, teraz zamknij oczy.
-Ale po co mam…
-Nic nie mów-przerwał mi.-Zaraz wszystkiego się dowiesz-dodał zasłaniając mi oczy własnymi dłońmi.
Usłyszałam skrzyp otwieranych drzwi, a zaraz potem chłopak zaczął mnie lekko popychać.
-I jesteśmy-usłyszałam.
Paweł zabrał dłonie z moich oczu. Gdy je otworzyłam zobaczyłam oświetloną Warszawę. Widok był naprawdę magiczny.
-Wow…piękny widok-spojrzałam na Pawła.
-Prawda? Aż szkoda, że ten budynek jest do rozbiórki.
-Jak to do rozbiórki?-zapytałam.
-Jest już po paru przejściach. Mają zamiar go zburzyć.
-Zaraz…to my jesteśmy tu nielegalnie?!-wybuchłam.
-Tak jakby-uśmiechnął się.
-Ej!-nagle usłyszeliśmy, a zaraz potem snop światła padł prosto na nas.
-Co wy tam robicie?!-krzyczał najwyraźniej ochroniarz.
-Wiejemy!-blondyn złapał mnie za rękę i zaczął biec.
-Ej wracać mi tu!-usłyszałam.
-I co teraz?-zapytałam.
-Uciekamy-zaśmiał się.
-Dla ciebie to śmieszne?
-A dla ciebie nie?-odwrócił się do mnie.
-Jakoś nie.
-Mam was!-nagle przed nami wyrósł gruby facet z latarką.
-Tędy-skręcił blondyn.
-I tak was dopadnę!-usłyszałam za plecami.
-Wątpię!-odkrzyknął Paweł.
-Nie drażnij go-powiedziałam cicho.
Nagle się zatrzymaliśmy, chłopak otworzył jakieś drzwi.
-Gdzie są schody?!-krzyknął spanikowany.
-I co teraz? Już po nas!
-Już was mam!-usłyszałam ochroniarza.
Na korytarzu już zaczęło pojawiać się światło latarki.
-Mam pomysł-powiedział blondyn.
-Jaki?-odwróciłam się.
-Bardzo prosty. Skacz!-krzyknął ciągnąc mnie za ręke.
-Aaaa!-krzyczałam spanikowana gdy spadaliśmy.
Nagle wylądowałam na czymś miękkim. Zaraz potem poczułam smród. Okazało się, że wylądowaliśmy na workach ze śmieciami.
-Co wy tam robicie?! Wracać mi tutaj!-krzyczał ochroniarz patrząc na nas z góry.
-Nie skorzystamy!-odkrzyknął Paweł się podnosząc. Potem pomógł mi wstać.
-Fuj, teraz śmierdzimy-skrzywiłam się.
-Masz skórkę banana we włosach-zaśmiał się.
-Gdzie?!-zaczęłam panikować.
-Spokojnie, tutaj-powiedział sięgając do moich rozczochranych włosów i wyciągając z nich skórkę banana.
-Obrzydlistwo.
-Tez tak uważam-zaśmiał się.
-Współczuje twojej dziewczynie.
-Dlaczego?-zdziwił się.
-Jeżeli z nią też będziesz urządzał takie eskapady, dziewczyna wykituje- zaśmiałam się.
-Haha spadaj-poczochrał mi włosy.
-Zaraz was dopadnę!-krzyknął ochroniarz.
-Ciekawe jak!-odkrzyknął Paweł.
Wtedy usłyszeliśmy zbliżające się kroki, po kilku chwilach zobaczyliśmy poruszający się snop światła.
-Teraz was mamy!-krzyknął drugi biegnąc wprost na nas.
-O kurwa-powiedział chłopak.
-Wiejemy-złapałam go za rękę i zaczęłam biec. Pobiegliśmy inną stroną i wyszliśmy w boczną uliczkę.
-Masz-powiedział po paru chwilach dając mi do ręki kluczyki od samochodu.
-Zwariowałeś?! Ty będziesz prowadził-oddałam mu je.
-Nie ma na to czasu!-wepchnął mi je do ręki.
Kiedy tylko znaleźliśmy się przy samochodzie, automatycznie podbiegłam do drzwi kierowcy. Otworzyłam je i wsiadłam. Odpaliłam samochód i zaczęłam zapinać pas.
-Co ty robisz?! Ruszaj!-krzyknął Paweł siadając obok mnie.
-Nie wiem co teraz!
-Jak to co? Gaz do dechy!-przycisnął moją nogę swoją i ruszyliśmy z piskiem opon.



  • awatar Raz $ię żyje!: Jeeecjciu *,* Genialny ♥ Wreszcie jakiś chłopak, który jest jej wart *,*
  • awatar Gość: Megaa!
  • awatar 27 tattoos ♥: Świetny rozdział :3 Czekam na kolejny ! Nie mogę się doczekać żeby dowiedzieć się co dalej!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Rozdział 30


Przez wszystkie lekcje myślałam tylko o tym, że dziś moja siostra idzie na randkę z chłopakiem, na którym naprawdę mi zależy. Najbardziej chciałam stanąć na szczycie wysokiej góry i z niej skoczyć, rozbić się. Zasnąć tak by już się nie obudzić.
Gdy tylko weszłam do domu od razu skierowałam się do łazienki. Musiałam się wypłakać. Przechodząc obok pokoju Julki usłyszałam:
-Kurwa! I w co ja mam się niby ubrać?
Miałam już iść dalej ale w tej samej sekundzie blondynka otworzyła drzwi. Była owinięta białym ręcznikiem, na głowie miała turban, a jej twarz była lekko poczerwieniała.
-O, jesteś!-uśmiechnęła się.
-Tak. Cześć- odparłam i udałam się w dalszą drogę do łazienki.
-Pomożesz mi?
-Niby w czym?-odwróciłam się zdziwiona.
Zniknęła w drzwiach swojego pokoju i wróciła.
-Lepsza jest ta, czy ta?-zapytała trzymając w rękach zwisające z wieszaków sukienki. Jedną niebieską drugą mocno różową.
-Niebieska bardziej do ciebie pasuje-odparłam obojętnie. Weszłam do łazienki i zdjęłam bluzkę.


Odświeżona udałam się do swojego pokoju, gdzie rozczesałam włosy i wysuszyłam je suszarką. Potem się umalowałam i ubrałam w jeansy, czerwoną bluzkę na ramiączka i skórzaną kurtkę. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zdjęłam soczewki i założyłam swoje stare okulary. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę- odparłam zakładając kolczyki.
-I jak?-usłyszałam głos Julki. Odwróciłam się do niej. W drzwiach stała blondynka w wysokim kucyku. Jej usta i policzki były lekko różowe, a na powiekach znajdowały się czarne kreski. Ubrana była w niebieską sukienkę i białe bolerko. Na nogach miała, grube cieliste rajstopy i czarne szpilki.
-Wyglądasz…bardzo ładnie-uśmiechnęłam się.
-Dziękuję-odwzajemniła uśmiech.-Lepiej już jedź do restauracji. Numer stolika mojego i Rafała to 39-dodała.
-Jasne. Widzimy się na miejscu- powiedziałam wychodząc.

***
Od dziesięciu minut czekałam na moją siostrę i Rafała. Po chwili usłyszałam głos siostry. Szybko wzięłam do ręki menu, rozłożyłam je i starałam się za nim ukryć. Usiadła w stoliku na sok ode mnie. Po kilku chwilach przyszedł Rafał. Usiadł naprzeciwko Julki, a tyłem do mnie.
-Ślicznie wyglądasz-powiedział.
-Dziękuję-uśmiechnęła się.
Gdy złożyli zamówienia zaczął chłopak…
-Właściwie to słuchasz czegoś prócz rock’ a?
Szybko wysłałam jej sms’ a.
-Jasne. Muzykę poważną i wczesny jazz-odparła.
-Jakich artystów lubisz najbardziej z muzyki klasycznej, a jakich z wczesnego jazz’ u?
-Z muzyki poważnej Bizet’ a, Szpilman’ a i Boulez’ a. A z wczesnego jazz’ u Armstrong’ a, Bechet’ a i Beiderbecke’ a-powiedziała.-Co?
-Dziwnym trafem lubię to samo co ty-odparł.
-Więc jednak coś nas łączy-uśmiechnęła się przygryzając dolną wargę.
-Mogę cię o coś spytać?-odezwał się po chwili.
-Jasne.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi o swoim głosie?
-Wiesz…ja…bałam się-odpowiedziała.
-Mnie?
-Raczej twojej reakcji, ale najlepiej będzie jak o tym zapomnimy, zgoda?-uśmiechnęła się.
-Zgoda.
-Wiesz…nie chcę żebyś pomyślał, że się chwalę…ale ostatnio napisałam kilka piosenek.
Cholera. Teraz będę musiała pisać jej nowe piosenki. Zajebiście.
-No proszę. Nie dość, że jesteś piękna, utalentowana to jeszcze piszesz piosenki. Co jeszcze przede mną ukrywasz?-zapytał się nachylając.
Uśmiechnęła się i nachyliła się w jego stronę.
-Zależy o co zapytasz-powiedziała cicho.
- O czym najczęściej są twoje piosenki?
-Moje piosenki?-zamyśliła się.
Ponownie wysłałam jej wiadomość.
-Czasem są o przyjaźni, nieodwzajemnionej miłości, o dobrym dniu. I o wielu innych- upiła łyk wody.
-Co do miłości…są tylko o nieodwzajemnionej?
-Nie. Kilka jest o…takiej, która się spełniła-odparła biorąc do buzi kęs właśnie przyniesionego zamówienia.
-Wiesz co? Ustalmy coś-powiedział.
-Co takiego?-zdziwiła się.
- Dziś zadajemy sobie nawzajem osobiste pytania i szczerze na nie odpowiadamy. Co ty na to?
-Okay. Ty pierwszy-wyszczerzyła zęby.
-W ilu byłaś związkach?
Ciekawe co odpowie ta idiotka. Nie wiem czy wiecie ale moja siostrzyczka nigdy nie była w prawdziwym związku. A o miłości ma pojęcia z filmów i książek.
-W jednym. Ale nie można raczej nazwać tego związkiem-odparła.
-Dlaczego?
-Pocałował mnie na imprezie przy wszystkich…a potem się okazało, że to był zakład.
ŻE CO?! Przecież to moja przeszłość! Nie no nawet to mi zabiera? Czy ona aby na pewno jest zdrowa psychicznie?
-Zakład?-zdziwił się.
-Tak. Założył się z kilkoma chłopakami z mojej byłej klasy, że rozkocha mnie w sobie w 3 tygodnie i pocałuje przy wszystkich. Stawką były pieniądze-posmutniała.
-To…to straszne.
-Przepraszam. Nie lubię o tym rozmawiać-przejechała palcem pod okiem.
-Nie masz za co przepraszać. To był głupi pomysł, to ja prze…
-Nie masz za co-złapała go za rękę.-Naprawdę-uśmiechnęła się.-To teraz ja. W takim razie w ilu ty byłeś związkach?
-W jednym.
-Ile?-zapytała.
-Jakieś jedenaście miesięcy-odparł.
-Mogę zapytać czemu zerwaliście?
-To dziwne…ale nie pamiętam-wzruszył ramionami.
-Okay. Teraz ty-upiła łyk wody.
-W takim razie co cię inspiruje?
Julka usiadła prosto i spojrzała na mnie. Szybko skierowałam swój wzrok na ekran telefonu. Zaczęłam myśleć co tak naprawdę inspiruje mnie do tworzenia. Ale niczego nie wymyśliłam. Mijały minuty i nadal miałam pustkę w głowie.
-Inspiracja!-przestraszyłam się tak, że telefon wpadł mi do kubka pełnego zimnej już kawy.
-Jest pojęciem ogólnym i nie potrafię odpowiedzieć ci na to pytanie-uśmiechnęła się do Rafała.
Szybko wyjęłam z portfela pieniądze. Zostawiłam je na stoliku. Wzięłam swoją torebkę oraz kurtkę, i szybko skierowałam się do wyjścia. Skręciłam w korytarz i miałam już wyjść z restauracji, ale zatrzymał mnie głos Julki.
-Co ty wyprawiasz? Natychmiast wracaj na sale!-powiedziała.
-Popsułam telefon. Mam ci wysyłać sygnały dymne?
-Mam cię dość-syknęła.

*Następnego dnia*
Wstałam trochę po ósmej. Ubrałam się w czarne rurki i jeans’ ową koszulę. Włosy spięłam w kucyka, a w uszy włożyłam błyszczące kolczyki w postaci kulek. Udałam się do łazienki. Na powiekach narysowałam kreski, rzęsy potraktowałam tuszem, a twarz musnęłam pudrem. Gotowa zeszłam do kuchni, gdzie zastałam mamę popijająca kawę.
-Dzień dobry kochanie-uśmiechnęła się.
-Dzień dobry-ucałowałam ją w policzek.
-Powiesz mi gdzie Julka wczoraj była? -zapytała.- Ubrała się w jakąś elegancka sukienkę, którą chyba chciała ukryć.
-Nie mam pojęcia-odparłam.
-Na pewno?
-Dobrze wiesz, że ja i Julka się nie dogadujemy, mamo. Nie mam zamiaru ja przed wami kryć-burknęłam.
-Dobrze.- No nic, musze już wychodzić. Trzymaj się-dopiła kawę, pocałowała mnie w policzek i wyszła.

***
Idąc korytarzem zauważyłam wśród kręcących się uczniów, siedzącego na jednej z ławek Rafała. Ruszyłam w jego stronę, gdy nagle obok chłopaka znalazła się moja siostra. Nie byłoby to dla mnie zaskoczeniem gdyby nie to, że chłopak wstał, a Julka przylgnęła swoimi ustami do jego.
Stałam tam i kompletnie nie wiedziałam co robić.
**************************************************
Hej!
Znalazłam trochę czasu i macie rozdział
Bardzo Was przepraszam, że rzadko tu bywam ale matma sama się nie poprawi
Mam nadzieje, że rozdział się Wam spodoba

Trzymajcie się! A. Wiktoria :3

Sukienka Julii na randce
  • awatar Raz $ię żyje!: Płaczę -,- Są razem. Super :D Tego tylko brakowało -,- Nie mogę uwierzyć, że Julka powiedziała o tym zakładzie. Zamiast mówić o sobie ona przedstawia całą Zuzę...
  • awatar † Never say never , ;3 ! ♥ †: jejejej świetnee :) Oby taak dalej ;*
  • awatar Anin*.*: naprawdę cudne! Czekam na następny rozdział!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Rozdział 29


Nienawidzę jej! Nienawidzę siebie za to, że nie powiedziałam Rafałowi, że to JA jestem dziewczyną, którą słyszał. Dlaczego byłam taka głupia? Pobiegłam do łazienki i zamknęłam się w niej. Stanęłam przed lustrem. Przede mną stała rozczochrana dziewczyna z rozmazanym makijażem na twarzy. Zmyłam jego resztki i spięłam włosy w kucyka. Usiadłam na podłodze opierając się plecami o drzwi. W ręce miałam żyletkę. Wzięłam głęboki oddech i przyłożyłam ją do skóry lewej ręki.

Policzki miałam mokre od łez, lewą rękę…od krwi. Dlaczego mnie to spotyka? Dlaczego, dlaczego, dlaczego. Tak bardzo chciałabym powiedzieć Rafałowi prawdę, ale nie mogę. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mogę. Nie uwierzy mi. Wyśmieje. I co potem? Chciałabym żeby było już po wszystkim. Usłyszałam trzask drzwi. Szybko obmyłam rękę wodą i osuszyłam skórę. Naciągnęłam rękaw na rany i wyszłam z łazienki.
-Cześć!-usłyszałam entuzjastyczny głos mojej siostry.
-Cześć-burknęłam.
-Nie zapytasz jak było na randce?
Zatrzymałam się i spojrzałam na nią.
-A jak było?-umieściłam ręce na klatce piersiowej.
-A wiesz…dobrze. Chociaż to za mało-odparła wchodząc po schodach.-Bardziej pasuje wspaniale, cudownie, fantastycznie, nieziemsko-uśmiechnęła się złośliwie stając przede mną.
-To dobrze-odparłam ruszając do pokoju.
-Już uciekasz?-zapytała z przesadnym smutkiem w głosie.-Szkoda. Gdybyś została powiedziałabym ci coś baaardzo ciekawego.
-Niby co?
-Że Rafał świetnie całuje-szepnęła mi do ucha przechodząc obok mnie.
Dlaczego życie musi być takie trudne? Tylko jedna rzecz może mi pomóc. Po paru chwilach dotarłam do „piwnicy”. Wyjęłam gitarę z futerału i usiadłam z nią na łóżku. Zaczęłam grać melodię piosenki „You” The Pretty Reckless. Po chwili doszły słowa. Grając i śpiewając robiłam to co kochałam. Piosenka trochę mnie uspokoiła. Trochę dlatego, że przypomniał mi się taniec z Rafałem w tym pomieszczeniu. Przypomniał mi się jego zapach i ciepły oddech na moim policzku, gdy uczył mnie grać na gitarze. Po chwili przestałam grać, gdyż piosenka się skończyła. Nagle usłyszałam oklaski. Odwróciłam się i zobaczyłam schodzącą po schodach Julkę ze złośliwym uśmieszkiem na ustach.
-Piękne. Aż się wzruszyłam. Ale będzie lepiej jak zaśpiewasz cos weselszego-powiedziała.,
-Co ty tu robisz?-warknęłam.
-Spokojnie kochanie-cmoknęła w powietrzu. -Po prostu uważam, że powinnaś śpiewać coś weselszego…wiesz w końcu musze nagrać coś co przyniesie mi sławę-puściła mi oczko.
-Niczego nie będę…-zaczęłam.
-A a a-pokręciła wskazującym palcem.- Mamy umowę, pamiętasz?-ponownie się uśmiechnęła.
-Nie mamy sprzętu żeby cokolwiek nagrywać-odparłam.
-Chyba wygrałam ten konkurs w „CJ Rock” nie? Właścicielka tego lokalu ma udostępnić nam swoje studio-powiedziała.
-Ale ona wie, że wtedy…to był mój głos.
-No i co z tego? Załatwienie tego problemu zostawiam tobie-odpowiedziała wchodząc po schodach.
-A! I jutro o 16: 00 jedziemy do „CJ Records”, więc się szykuj -uśmiechnęła się złośliwie.
-Ale…-zaczęłam.
-Nie mów mi, że później kończysz bo dobrze wiem, że masz jutro siedem godzin-przerwała mi.

***
-Możesz mi wyjaśnić dlaczego Rafał cały czas gada z Julką?-zapytała Mela, gdy spotkałyśmy się w łazience przed lekcjami.
-Lubią spędzać ze sobą czas-odparłam obojętnie malując usta pomadką.
-Nie kłam-pociągnęła mnie lekko za ramię, zmuszającym mnie tym do spojrzenia w jej oczy.
-Widzę w twoich oczach smutek-powiedziała.
-Wydaje ci się-parsknęłam odwracając głowę.
-Zuza…mnie możesz wszystko powiedzieć.
-Chcesz wiedzieć? Dobrze. Julka mnie zaszantażowała. Dziś jedziemy do „CJ Records” nagrać piosenkę-westchnęłam.
Po chwili poczułam ciepły uścisk, objęłam przyjaciółkę. Tego mi właśnie brakowało.
-Jakoś się to ułoży-powiedziała.
-Mam taką nadzieję-uśmiechnęłam się blado.
Po szkole pojechałam razem z Julką do studia Charlie, gdzie miała na nas czekać, a raczej na mnie.
-No nareszcie jesteś…yyy Sue czy mogę cię na chwile prosić?-zmierzyła wzrokiem Julkę.
-Jasne. Zaraz wracam-zwróciłam się do siostry i podążyłam za czarnowłosą.
-Co ona tu robi?!-wydarła się na mnie, gdy tylko weszłyśmy do jakiegoś pokoju.
-Charlie ja…ona…ona mnie zaszantażowała. Musisz zapomnieć, że głos który wychodzi z ust mojej siostry należy do mnie-odparłam.
-Zaraz, zaraz…zaszantażowała cię?
-Tak. Charlie proszę ty i dziewczyny musicie udawać, że nic nie wiecie inaczej zostanę oskarżona o coś czego nie zrobiłam-powiedziałam.
-Ale nie mogę tak tego zostawić! Sue…to twój głos. Nie możesz go nikomu oddać-położyła mi ręce na ramionach.
-Mogę… i muszę-dotknęłam jej ręki spoczywającej na moim ramieniu.
-Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?-zapytała z obawą.
- Tak jestem.
-No dobrze. Pogadam z dziewczynami-westchnęła.
-Dziękuję Charlie-przytuliłam się do niej.
-Oby wszystko się udało-powiedziała cicho.
-Oby.

Znalazłyśmy się w pokoju do nagrań.
-Okay. Wytłumaczę wam jak się tym obsługiwać-usiadła w fotelu Charlie.
Nagle ktoś zapukał do drzwi i do pomieszczenia weszła Karolina w towarzystwie jakiejś blondynki, ubranej w czerwone spodnie, brązowe, długie buty i czarny płaszcz.
-Jak dobrze, że już jesteście-ucieszyła się Julka całując obydwie w policzki.-A to jest moja siostra-wskazała na mnie.
-Cześć. Jestem Jessica-nieznajoma wyciągnęła do mnie rękę.
-Zuza-odparłam ściskając jej dłoń..
-A ty jesteś pewnie właścicielką studia nagrań?-zwróciła się do Charlie.
-Owszem. Jestem…
-Wiem kim jesteś-uśmiechnęła się Jessica.-Jesteś znana nawet w Stanach.
-N-naprawdę?-zdziwiła się Charlie.
-Oczywiście, że tak. Twoi uczniowie robią ci reklamę-puściła jej oczko.-Ale do rzeczy. Jestem kuzynką Karoliny i mieszkam w Seattle. Razem z siostrą prowadzę tam małe studio nagrań.
-No dobrze, nie rozumiem jednak po co się tu zjawiłaś-odparłam.
-Jestem tu tylko przejazdem. Za tydzień wracam do Stanów. A znalazłam się tutaj po to by pomóc wam nagrać dobra piosenkę-odpowiedziała.
-I jestem ci za to bardzo wdzięczna- odezwała się Julka.-Zaczynamy?
-Jasne-odparła Jessica zdejmując płaszcz.
-Charlie możesz zostawić nas same-szepnęłam czarnej do ucha.
-Ale…-zaczęła.
-Idź-przerwałam jej.- Na pewno masz dużo do roboty, mną się nie przejmuj. Wpadnij na koniec, napiszę ci sms’a- dodałam.
-Okay-powiedziała.-No dobra, skoro jest tu Jessica to ja się z wami żegnam-uśmiechnęła się.-Mam jeszcze dużo pracy. Wpadnę zobaczyć efekt końcowy -puściła nam oczko i wyszła. Naprawdę potrafiła dobrze grać.
-Okay to zaczynamy-powiedziała Julka.-Masz piosenkę?
-Tak-westchnęłam wyjmując z torby kartkę ze słowami i nutami.
-Dziękuje-odparła moja siostrami ją wyrywając.
-Umiesz to zagrać?-zapytała Jessica przyglądając się kartce.
-Tak-wyciągnęłam gitarę z futerału i usiadłam na dużej, czarnej sofie. Zaczęłam grać.
„Just me and you, Nothing else, just you.
I want to be right beside you forever. I do not want treasure,
Fame and a huge villa. I just want you because you're my treasure”.
-Stop!-przerwała mi Jessica.
-O co chodzi?-zapytałam.
-Piosenka rzeczywiście jest piękna, ale uważam że, twoja pierwsza musi być bardziej rockowa, ostrzejsza. Wiecie o co mi chodzi?
-Tak-powiedziała szybko moja siostra.
-Dobrze. W takim razie masz coś bardziej…
-Sprawdzę-przerwałam jej.

***
-Przestań się wygłupiać i zacznij śpiewać!-krzyczała moja siostra.
-Zacznij jeszcze raz-dodała Jessica.
-Okay-westchnęłam.
Po sekundzie w słuchawkach rozbrzmiała muzyka jednej z moich piosenek.
“Today I'm an angel
Tomorrow not necessarily
I'm so over you, because it is you changed me
So much had changed, that I do not recognize myself
I hate you for it, that changed me
I hate myself for it, I still love you
I would like to run away but I can not because my heart still belongs to you
I would like to cry, but my eyes are no longer able to”
W twarzach dziewczyn widziałam triumf. Triumf, że odebrały mi coś co kochałam robić. Coś co było moje.
-No nareszcie! Nie można było tak od razu?-odezwała się Julka, gdy skończyłam śpiewać.
-Możemy już wracać? Jestem zmęczona-powiedziałam.
-Nagramy jeszcze jedną piosenkę.
-Jestem zmęczona nie dam rady więcej zaśpiewać-oburzyłam się.
-Albo śpiewasz albo pogadasz sobie z rodzicami-warknęła.
-Co mam teraz zaśpiewać?-westchnęłam.

Wróciłyśmy do domu o 20: 40. Oczywiście nie obyło się bez pogadanki z rodzicami. Gdy weszłam odświeżona do swojego pokoju padłam na łóżko. Leżałam tak przez kilkanaście minut, aż w końcu ułożyłam się normalnie i zasnęłam.

Drrryń! „Nienawidzę tego cholernego budzika”, pomyślałam. Ociężale wstałam z łóżka i chwiejnym krokiem udałam się do łazienki. Przemyłam twarz lodowatą wodą, przez co od razu się rozbudziłam. Namalowałam sobie kreski na oczach i potraktowałam rzęsy tuszem. Na twarz nałożyłam puder, a na usta bezbarwny błyszczyk. Wróciłam do pokoju i ubrałam się w czarne leginsy i bordowy sweter odsłaniający ramię. Włosy spięłam w luźnego koka i zeszłam na śniadanie.
-Dzień dobry!-powiedziała entuzjastycznie moja siostra, gdy tylko weszłam do kuchni.
-Cześć-odparłam podchodząc do lodówki.
-Ktoś chyba wstał lewą nogą.
-Może-burknęłam smarując kromkę chleba masłem.
-Musisz mi pomóc-nagle usłyszałam.
-Niby w czym?-zapytałam.
-Przedwczoraj…nie byłam na randce z Rafałem. Skłamałam żeby zobaczyć twoją reakcję
-I co to ma do tego?-zapytałam poirytowana.
-To, że dziś idziemy na naszą pierwszą prawdziwą randkę-westchnęła. Na pewno będzie mnie pytał co mnie inspiruje i tak dalej…a ja przecież tego nie wiem. Musisz mi pomóc.
-Tego nie było w naszej „umowie”-odparłam poruszając palcami na słowo umowa.
-Zuza nie bądź taka. Proszę pomóż mi. Bądź ten jeden raz moją siostrą-spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
-A ty byłaś moją siostrą, gdy zabrałaś mi głos?
-Zuza, ja…
-Nic nie mów- przerwałam jej.-Mogę się na to zgodzi…
-Dziękuję!-rzuciła mi się na szyję.
-Nie skończyłam- odparłam niewzruszona.
Odsunęła się ode mnie na krok.
-Pamiętasz kiedy w wieku dwunastu lat marzyłaś, żeby pojechać do Paryża?- w głowie miałam bowiem pewien plan.
-Pamiętam. No i co?-odparła.
-Dostałaś na urodziny skarbonkę od dziadków i sto złotych od rodziców, pamiętasz?-zapytałam odchodząc od niej.
-Do czego zmierzasz?-zdziwiła się.
-Nie domyślasz się?-odwróciłam się ze złośliwym uśmiechem.
-N-nie.
-Nie? Dobrze, więc ci wytłumaczę…chcę wszystkich twoich oszczędności-powiedziałam pewnie.
-Nie mam żadnych oszczędności.
-Jesteś pewna? Czy może mam pójść do twojego pokoju i wyjąć je ze skarbonki?-ponownie się uśmiechnęłam.
-Ile chcesz?-westchnęła.
-Wszystko.
-Co?! Nie mogę…
-Chcesz dobrze wypaść na randce z Rafałem czy nie?-przerwałam jej.
-Chodź-westchnęła kierując się w stronę schodów.
Po kilku chwilach znalazłyśmy się w jej pokoju. Pomieszczenie nie było większe od mojego pokoju. Ściany były w grube niebiesko-różowe paski. Nad dużym łóżkiem Julki, które stało naprzeciwko drzwi wisiały oprawione w drewniane ramki zdjęcia bądź obrazy. Po prawej od łóżka znajdowało się biurko, na którym stał monitor, klawiatura i dwa głośniki, a zaraz obok komputer. Była tu też ogromna szafa z wbudowanym lustrem.
-To moje wszystkie oszczędności-powiedziała podając mi skarbonkę w kształcie serca.
Potrząsnęłam skarbonką.
-Powiedziałam, że chce wszystkie oszczędności-odparłam oschle. Gdybym mogła zabiłabym ją wzrokiem.
-Okay-westchnęła. Podeszła do ogromnej szafy i po kilku chwilach szukania, podała mi niedużą skarbonkę w kształcie świni.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się złośliwie wychodząc z jej pokoju.
Jesteście zszokowani? W sumie to ja też. Ale zrozumcie mnie proszę. Gdy tylko skończę szkołę wyjadę na studia dziennikarskie do Londynu albo gdzie indziej. A żeby tam pojechać potrzebne mi są pieniądze, prawda? Jeżeli się dostane tam gdzie będę chciała…wyjadę. Wyjadę i zacznę nowe życie. Zapomnę o Rafale i na nowo się zakocham (mam nadzieję) tym razem szczęśliwiej. Gdy tylko weszłam do swojego pokoju położyłam skarbonki na łóżko i zamknęłam drzwi na klucz. Usiadłam na łóżku i wysypałam zawartość skarbonek. Po przeliczeniu banknotów stuzłotowych, pięćdziesięciozłotowych oraz monet…wyszły mi cztery tysiące. Z pewnością się zdziwicie. W sumie to ja sama jestem zdziwiona, że Julka przez tyle lat uzbierała aż tyle. Lecz powinniście wiedzieć, że moja siostrzyczka, gdy czegoś chce potrafi tego dokonać.
**************************************************
Hej!
Tęskniłyście?
Bo ja bardzo!
Udało mi się coś napisać. Mam nadzieję, że moje wypociny się Wam spodobają
Niestety nie wracam na stałe. Mam jeszcze parę spraw do ogarnięcia.
Kolejny rozdział na moim drugim blogu (kirie.pinger.pl) ukaże się już wkrótce

Trzymajcie się! Wasza A. Wiktoria

  • awatar Raz $ię żyje!: Ja też nie rozumiem, dlaczego mu nie powiedziałaś Zuzanno. Mam nadzieję, że wreszcie się postawi Julce. A za to nagrywanie to chyba bym Julkę pobiła ;)
  • awatar #zachmurami: cudowny *.* czekam na next : )
  • awatar ___Tori____: jejku jakie to jest wspaniałe :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Cześć!
Otóż jak zresztą same wiecie zbliża się koniec roku szkolnego. Nauczyciele w mojej szkole zadają (przepraszam za zwrot) w chuj dużo i nie wiem w co mam ręce włożyć -.- Nie mam przez to czasu na pisanie rozdziałów a wena ostatnio się chyba na mnie obraziła, bo nie poddaje mi żadnych nowych pomysłów do przelania na papier ;_;
Do czego zmierzam?
Czytając pierwsze słowa tego wpisu z pewnością się domyślicie. Owszem ZAWIESZAM BLOGA NA CZAS NIEOKREŚLONY. Bardzo Was za to przepraszam ale inaczej nie mogę. Oczywiście możecie wysyłać mi wiadomości, że dodałyście jakieś nowe wpisy, ja to przeczytam, skomentuje ale jak na razie nic więcej :c
Mam nadzieję, że wena w końcu wróci i pomoże mi napisać nowe rozdziały na oba blogi.
Jak na razie pozostaje mnie jak i Wam czekać na pojawienie się kolejnych.
Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnicie

Trzymajcie się! A.Wiktoria
 

deva99
 
lisabelle
 
Gdzie ty się podziewasz z opowiadaniem?
 

 
Rozdział 28


Patrzyłam na nich z rozdzierającym bólem serca. Nie mam pojęcia co mną tknęło ale przepchnęłam się przez tłum i wylądowałam na zewnątrz. Po kilku chwilach zaczął padać śnieg, było mi potwornie zimno gdyż to Mela trzymała moją kurtkę, a na ramionach miałam cienki, czarny sweter. Trzęsąc się z zimna szłam w stronę parku, przez który mogłabym normalnie przechodzić w to miejsce, ale zajmowałoby mi to niecałe półtorej godziny. Szłam i szłam, aż skryłam się pod dużym ,starym drzewem. Chcę zamarznąć, nie chcę już żyć. Nie chcę patrzeć jak okazują sobie uczucia, nie chce czuć jak pojawiają się kolejne rysy na moim sercu, powodując przy tym dotkliwy ból. Nie chcę, nie chcę, nie chcę!
-Daj mi tu umrzeć-wyszeptałam przez łzy. -Nie proszę o nic innego jak tylko o śmierć, szybką i bezbolesną. Zamknęłam oczy. Poczułam podmuch zimna, usłyszałam szept drzew, a zaraz potem…kroki. Poczułam uścisk na sowim ramieniu, a zaraz potem usłyszałam czyjś głos.
-Zuza? Zuza spójrz na mnie!-ktoś lekko mnie szarpnął. Natychmiast otworzyłam oczy i zobaczyłam znajome mi oczy.
-Zostaw mnie tutaj-odparłam.
-Nie mam zamiaru, chodź-pociągnął mnie za rękę.
-Proszę…zostaw mnie tu-po moich policzkach spłynęły kolejne łzy.
-Dlaczego płaczesz?-podszedł do mnie.
-Nieważne- odparłam odwracając wzrok.
-Mnie możesz powiedzieć-wziął mnie za podbródek i odwrócił do siebie.
Milczałam.
-Lepiej się gdzieś schowajmy-rozpiął swoją kurtkę i zaczął ją zdejmować.
-Paweł co ty…-nie zdążyłam dokończyć, ponieważ przyłożył mi palec do ust.
-Nie protestuj-uśmiechnął się i założył mi na ramiona swoją kurtkę.-Za rogiem, jest przytulna kawiarnia, zapraszam na coś ciepłego-wyszczerzył zęby i pociągnął mnie za rękę.

***
-To powiesz mi dlaczego płakałaś?-zapytał.
Siedzieliśmy przy stoliku znajdującym się w niedużej kawiarence. Ściany miały kolor brzoskwiniowy, a podłoga składała się z czarnych kafelków. Siedzieliśmy przy stoliku zaraz przy oknie, pomieszczenie wydawało się przytulne, a atmosfera taka spokojna, Po chwili podeszła do nas kelnerka, ubrana w krótką, rozkloszowaną sukienkę w kolorze ścian. Na nogach miała czarne podkolanówki i brzoskwiniowe baleriny.
-Co dla państwa?-uśmiechnęła się wyciągając z kieszeni sukienki mały notes i długopis.
-Poproszę kawę bez mleka i szarlotkę-uśmiechnął się Paweł.
-Okay-kelnerka odwzajemniła uśmiech.-A dla pani?-zapytała mniej entuzjastycznie.
-Kawę z mlekiem-odparłam.
-I szarlotkę-odezwał się z uśmiechem mój towarzysz.
-I szarlotkę- westchnęłam.
-Za chwilę wracam-jeszcze raz uśmiechnęła się do chłopaka i odeszła ruszając biodrami.
-Teraz mi powiesz?-zapytał.
-Daj spokój, to nieważne- odparłam.
-Dla mnie akurat tak.
-Dlaczego chcesz to wiedzieć?-spojrzałam mu w oczy.
-Ponieważ znam cię dość długo i…nie lubię widoku płaczącej kobiety-odparł.
-Paweł to naprawdę nic takiego.
-Płakałaś przez chłopaka?-zapytał po chwili.
-To nie…-zaczęłam.
-Tak?-przerwał mi.
-Tak-odparłam cicho.
-Co się dokładnie stało?
Milczałam.
-Zuza…wiem, że nie spędzamy ze sobą dość czasu byś mogła gadać ze mną na takie tematy…ale ja naprawdę chce ci pomóc-dotknął mojej dłoni.
-Moja siostra…zaczęła się spotykać z chłopakiem, którego…którego kocham-odparłam ze zaszklonymi oczyma.
-Z Rafałem?-zapytał.
-Skąd…
-Mela ma do mnie zaufanie-odpowiedział.
-Nie chce o tym gadać.
-Nie będę cię zmuszał - powiedział.

***
-Tu jesteś!-rzuciła się na mnie Mela, gdy tylko weszłam do lokalu.-Gdzieś ty była? Martwiłam się o ciebie.
-Poszłam na spacer-odparłam.
-Na spacer? W takim stroju?!
-Spokojnie nic mi nie jest-złapałam ją za rękę.-Paweł czeka na nas na zewnątrz.
-A skąd się tu wziął mój brat?
-Spotkałam go kiedy wracał ze sklepu-pociągnęłam ją za rękę.
Po chwili byłyśmy już w samochodzie Pawła, krępowało mnie to, że zerkał na moje odbicie w lusterku.
-No nic to cześć Mela-uśmiechnęłam się do przyjaciółki.-Dzięki za podwiezienie Paweł-dodałam i szybko wysiadłam z samochodu.
Gdy weszłam do środka, moim oczom ukazali się rodzice.
-Mamo! Tato!-rzuciłam się w ich objęcia.
-Tak się za wami stęskniliśmy-powiedziała mam.-A gdzie Julka?
-U Karoliny, na pewno zaraz przyjedzie-odparłam. Nie mogłam im powiedzieć, gdzie na prawdę jest Julka wyszło by na to, że w ogóle jej nie pilnowałam.
Za chwilę do domu weszła cała w skowronkach Julka.
-Witaj w domu-mama uściskała blondynkę, która zdawała się być tą reakcją zaskoczona.
-O, już wróciliście-odparła lekko zawiedziona.
-Nie cieszysz się?-zapytał tata.
-Oczywiście, że się cieszę-uśmiechnęła się moja siostra.
-Zapraszamy do stołu-uśmiechnęła się babcia.

***
Gdy ubrałam się w piżamę i zaplotłam włosy w warkocza, położyłam się spać. Wiedziałam, że mogę mieć koszmary ale nie sądziłam, że będą tak rzeczywiste…

Nagle znalazłam się w białej przestrzeni, nie widziałam niczego wokół mnie, tylko tą biel. Nagle usłyszałam bijące dzwony kościelne, a zaraz potem marsz weselny. Gdy się odwróciłam znalazłam się za jakąś białą zasłoną, poczułam że moje nogi same idą. Nagle dokądś weszłam i zobaczyłam piękny ołtarz , do którego prowadził czerwony dywan, a po bokach, w ławkach stali goście. Spojrzałam w dół i zobaczyłam, że mam na sobie piękną suknie ślubną, której tył ciągnął się za mną. W rękach trzymałam bukiet pięknych kwiatów, które idealnie się do niej dopasowywały. Czułam przyśpieszone bicie serca, motylki w brzuchu i jakby ktoś ściskał moja klatkę piersiową, przez co brakuje mi czasem tchu. Dochodziłam już do ołtarza, gdy zobaczyłam kto przy nim stoi zrobiło mi się słabo. Stał przy nim uśmiechnięty Rafał! Myślałam, że zaraz zemdleje. Wyciągnął do mnie dłoń, którą miałam już złapać ale okazało się, że to nie do mnie ją wyciągnął. Przy nim pojawiła się zaraz moja uśmiechnięta siostra ubrana w suknię ślubną, w moją suknię ślubną. Spojrzałam w dół i zobaczyłam, że mam na sobie prostą, fioletową sukienkę, a w ręku trzymam inny bukiet. Gdy podniosłam wzrok na tamtą dwójkę, nie miałam już na twarzy welonu, ktoś lekko mnie pchnął i ruszyłam. Stanęłam z boku, obok mnie stała Karolina ubrana w taką samą sukienkę co ja, a po mojej lewej Mela, Lidka, Klaudia i jakieś inne, obce mi dziewczyny.
-Czy bierzesz sobie za żonę, te oto stojąca tu Julię?-usłyszałam. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam stojących naprzeciwko siebie Rafała i Julkę, trzymali się za ręce.
-Tak biorę-powiedział Rafał.
-A czy ty Julio bierzesz sobie za męża, tego oto stojącego tu Rafała?
-Tak biorę-odpowiedziała z uśmiechem.
-Jeżeli na tej sali jest ktoś, kto sprzeciwia się temu związkowi, niech się odezwie lub zamilknie na wieki.
Chciałam krzyczeć ale gdy tylko otworzyłam usta, nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
-Ogłaszam was mężem i żoną, możecie się pocałować-powiedział ksiądz.
W momencie gdy ich usta się zetknęły, poczułam ból, zupełnie jakby ktoś wbił mi nóż w samo serce. Zaraz potem podłoga się za trzęsła i rozstąpiła się, wpadałam do wielkiej dziury, krzyczałam i starałam, się czegoś łapać ale niczego takiego nie było. Odwróciłam się w powietrzu i zobaczyłam, że w dole płynie lawa. Zginę, zaraz zginę, myślałam gorączkowo. W chwili gdy wpadałam do lawy poczułam ból w plecach, gdy otworzyłam oczy zobaczyłam, że leżę na podłodze w moim pokoju. Moje policzki były mokre od łez, a plecy niemiłosiernie bolały. A czego się spodziewałaś po upadku z łóżka?, pomyślałam. Uśmiechnęłam się na myśl, że to był tylko sen, wyjątkowo rzeczywisty sen.
Szybko się podniosłam, zaścieliłam łóżko i udałam się do łazienki, gdzie obmyłam twarz zimną woda i rozplątałam, i tak rozwalający się już warkocz. Rozczesałam włosy i spięłam je w wysokiego kucyka, wróciłam do pokoju i ubrałam się w szare, dresowe spodnie i stary T-shirt. Zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie jajecznicę. Po skończonym posiłku ubrałam się ciepło i wyszłam na spacer, szłam chodnikiem, gdy na kogoś wpadłam.
-O, cześć Zuza-usłyszałam znajomy mig głos.
-Cześć Rafał-odparłam.
-Co taka smutna?
-Wydaje ci się-powiedziałam.
-Idę do sklepu, może pójdziesz ze mną?
-Z chęcią-uśmiechnęłam się.-Jak emocje po wczorajszej wygranej?
-Wciąż nie mogę uwierzyć, że mój zespół to wygrał. A jeszcze bardziej nie mogę uwierzyć w to, że dziewczyna o pięknym głosie, której tak szukałem była tak blisko-uśmiechnął się.
-Tak, ja też nie wiedziałam talencie mojej siostry-odparłam.
-Mogę cię o coś zapytać?
-Jasne.
-Gdzie najlepiej zabrać Julkę na randkę?-zapytał.
-Chcesz ją zaprosić na randkę?
-Właściwie…to już zaprosiłem-podrapał się po karku.
-O której macie się spotkać?
-O 17, przyjdę po nią-odparł.
Aha! Teraz musze szybko pomyśleć gdzie Julka na pewno by nie poszła. Wiem! Moją siostrę nudzi opery. Nie mogę skłamać. Przecież on się stara, długo ja szukał. To ciebie szukał-odezwał się głos w mojej głowie. Ale to nie mnie chce-odpowiedziałam. Skłam! Nie mów mu prawdy! Chcesz żeby byli parą? Chcesz cierpieć? Możesz przecież zrobić tak, że Julka już go nie zechce! Na to jest już za późno, a to że Rafał przestanie się jej podobać jest niemożliwe, biłam się z myślami. Nie mów mu prawdy! Zuza, kłam, kłam jak z nut!
-Uważam, ze powinieneś zabrać ją do kina, a potem na pizzę-powiedziałam.-Lubi komedie romantyczne, uwielbia popcorn serowy, a co do pizzy to weźcie z pieczarkami.
-No nieźle-zaśmiał się.

***
Była godzina 16: 40. Stałam przed lustrem w łazience. Co ze mną jest nie tak? Mam za duży nos? A może to z moja figurą jest coś nie tak? Dlaczego nigdy się jeszcze nie zakochałam z wzajemnością? Dlaczego nie powiedziałam Rafałowi wcześniej, ze jestem dziewczyną, którą słyszał w lokalu? Dlaczego musiałam być taka idiotką żeby mu o tym nie powiedzieć?! Obmyłam twarz zimna wodą. Poprawiłam kucyka i udałam się do swojego pokoju, gdy do niego weszłam myślałam, że dostane kurwicy(przepraszam za zwrot). Zobaczyłam Julkę przeglądającą się w lustrze, nie było by w tym nic wkurwiającego, gdyby nie to, ze miała na sobie sukienkę, MOJĄ sukienkę.
-Jak wyglądam?-uśmiechnęła się złośliwie.
-Co robisz w moim pokoju, w dodatku w mojej sukience?-założyłam ręce na klatkę piersiową.
-Przeglądam się?-odparła dziecinnym tonem patrząc w lustro.-A co ty masz na szyi?-podeszła do mnie.
-Nic-odparłam zakrywając ręką naszyjnik od pani Krystyny.
-Pokaż.
-Stary, brzydki naszyjnik-odparłam.
-Chcę go zobaczyć-warknęła.
Opuściłam rękę wzdychając z rezygnacją.
-Stary i brzydki, co?-podniosła do góry brew.
-Owszem.
-Jest śliczny! Oddaj mi go-wyciągnęła rękę.
-Słucham?
-Głucha jesteś czy co? Powiedziałam żebyś mi go oddała-warknęła.
-Nie. Masz moją sukienkę, buty, kolczyki, mój głos, mojego chłopaka-zaczęłam wyliczać na palcach.-Ten naszyjnik dostałam od przyjaciółki, i nie mogę ci go oddać.
-Co do sukienki, kolczyków i głosu mogę się zgodzić. Ale co do chłopaka…nigdy. Rafał nigdy twój nie był, i nigdy nie będzie-uśmiechnęła się złośliwie.
-Julka do ciebie-mama zajrzała do pokoju.
-Już idę-odparła.
-Gość czeka na dole-powiedziała mama i zniknęła za drzwiami.
-Wiesz co? Zatrzymaj sobie naszyjnik-uśmiechnęła się.-A Rafała ja zatrzymam-szepnęła mi do ucha.-No nic trzymaj się-pomachała mi ze złośliwym uśmieszkiem na ustach i wyszła.

Sukienka Julki
  • awatar Raz $ię żyje!: Nie mogę uwierzyć w to, że się pocałowali i idą na randkę. Zuza powinna zamykać swój pokój na klucz -,- Mam już dość Julki. Niech ona odejdzie, czy coś...-,- A Rafał niech się ogarnie...
  • awatar Czarownica .: świetne..ale szkoda mi tej Zuzi..;\\
  • awatar Ask for continued ;3: Przepraszamy, że z opóźnieniem :) Zuziaaa :(( /Alex
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Rozdział 27


Była godzina 20: 45. Wyszłam pospiesznie z lokalu i udałam się do domu, gdy byłam już na podwórku zadzwonił do mnie dziadek.
-Halo?-odezwałam się pierwsza.
-Cześć, Zuza mam nadzieję, że jesteście obie w domu?
-Tak, coś się stało?-zapytałam.
-Okazuje się, że wrócimy później, nie czekajcie na nas, zjedzcie i idźcie spać. I nie zostawiające klucza w zamku, mamy własny.
-Okay, to cześć-rozłączyłam się.
Weszłam do domu tą samą drogą, którą z niego wyszłam. Gdy byłam już w swoim pokoju, odłożyłam drabinkę na miejsce i wzięłam prysznic. W wilgotnych włosach i w piżamie czekałam na Julkę w ciemnym salonie.
Siedziałam wygodnie na fotelu odwróconą w stronę drzwi. Spojrzałam na ekran komórki, była godzina 21:40. Po chwili usłyszałam kroki, a potem chrzęst otwieranego zamka, do domu ktoś wszedł, w salonie rozbłysło się światło.
-Jak było u Karoliny?-wiedziałam, że nie widziała mnie w lokalu.
-Dobrze-odparła zdejmując płaszcz.
-Wiesz…dziwnym trafem w moim telefonie znalazło się to zdjęcie-powiedziałam wyciągając go w jej stronę, na ekranie wyświetlało się jej zdjęcie na scenie.
-Skąd to masz?-starała się ukryć zaskoczenie.
-Byłam tam. Myślałaś, że jesteś na tyle sprytna, że sprawisz iż tam nie przyjdę?-wstałam.-Jesteś żałosna, Rafał i reszta dowiedzą się o twoim kłamstwie-ruszyłam do schodów.
-Nie zrobisz tego-usłyszałam.
-Owszem zrobię-odwróciłam się do niej ze złośliwym uśmiechem. Przez chwilę na nią patrzyłam, a potem ruszyłam. Stawiałam krok na kolejnym stopniu gdy…
-Nie rób tego, proszę!-podbiegła do schodów.
-A to dlaczego? Czy ty zdajesz sobie sprawę co zrobiłaś?-odwróciłam się do niej i zrobiłam krok w jej stronę. -Zabrałaś mi mój głos-zaczęłam schodzić. Zabrałaś mi moje marzenie o wygraniu takiego konkursu, zabrałaś mi brawa tych wszystkich osób, bo to ja na nie zasługuje nie ty!-stałam naprzeciwko niej.
-Ja…-zaczęła.
-Jak mogłaś mi to zrobić?! Jak możesz być taka podła? No jak? Gadaj!-miałam łzy w oczach.
-Też chciałam mieć jakiś talent-spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
-Dlatego zabrałaś mi mój?-umieściłam ręce na klatce piersiowej.
-Zuza…przepraszam. Chciałam żeby ludzie zwrócili na mnie uwagę…żeby Rafał zwrócił na mnie uwagę-po jej policzku spływała łza.
-I tylko dlatego to zrobiłaś?
-Tak. Kocham Rafała...-zaczęła.
-Nie Julka, nie kochasz go. Bo gdybyś go kochała, nie udawałabyś kogoś innego, nie okłamałabyś go-powiedziałam.- W taki sposób nie zdobywa się czyjegoś serca…ty nawet nie wiesz co to jest miłość-westchnęłam.
-Wiem co to jest!-wybuchła.
-Chyba tylko z filmów-odparłam z ironią. -Zdobyłaś go za pomocą kłamstwa i intrygi. Znienawidzi cię, gdy wyznam mu prawdę-miałam zamiar iść do swojego pokoju.
-Nie rób tego!-złapała mnie za rękę. Proszę…nie mów mu. Zuza, masz wspaniały talent i przyznaj, że nigdy byś nie wystąpiła na scenie, przed publicznością-dodała. - Skoro ty nie pokażesz tego głosu światu…pozwól, że ja to zrobię-spojrzała mi w oczy.
-Żartujesz tak?-uniosłam brwi.
-Nie Zuza. Pomyśl, będę za ciebie występować, a ty będziesz pisać i nagrywać piosenki. To będzie nasz wspólny wkład, a zarobioną kasę podzielimy między siebie-uśmiechnęła się.
Z jednej strony byłam zszokowana jej propozycją, z drugiej… miała trochę racji. Co powinnam zrobić?
-Zastanowię się-odparłam i ruszyłam do swojego pokoju.

***
Nie mogłam zasnąć, przez cały czas zastanawiałam się co zrobić. W końcu nie wytrzymałam i zeszłam po cichu do kuchni. Zagotowałam sobie mleko, i usiadłam z parującym kubkiem przy stole. Po chwili ktoś wszedł do kuchni.
-Nie możesz zasnąć?-usłyszałam głos babci.
-Jakoś nie-upiłam łyk mleka.
-Gdy wróciliśmy…Julka do nas przyszła i powiedziała, że ta sytuacja w kuchni…była jej winą- babcia spojrzała mi w oczy.
-Naprawdę do was przyszła i to powiedziała?-zdziwiłam się.
-Czyli to jednak prawda-westchnęła.-Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam-dotknęła mojej dłoni.
-Zapomnijmy o tym-odparłam z uśmiechem.

Obudziłam się o godzinie 9: 00. Udałam się do łazienki, nawet nie wiedziałam ile stałam pod prysznicem, łzy wypływające z moich oczu spływały wraz ze strugami wody. Gdy osuszałam ciało i włosy ubrałam się w koszulkę z logo „Guns ‘N Roses”, i czarny, luźny sweter. Na nogi założyłam czarne rurki i spięłam włosy w luźnego koka, na twarz nałożyłam lekki makijaż i wróciłam do pokoju. Nie miałam ochoty na śniadanie, chciałam się po prostu odizolować od wszystkiego. Po jakiejś godzinie, ktoś zapukał do moich drzwi.
-Tak?-odezwałam się.
-Zuza, zjesz śniadanie?-usłyszałam głos babci.
-Nie jestem głodna- odparłam.
-No dobrze, ale jak byś zgłodniała to masz w lodówce naleśniki. Jadę teraz z dziadkiem, musimy załatwić parę spraw-powiedziała.- I…masz gościa-dodała.
-Kto przyszedł?-zapytałam.
-Otwórz, a się dowiesz-usłyszałam znajomy mi głos.
Podeszłam do drzwi i tak jak się spodziewałam za nimi stała moja przyjaciółka.
-Wpuścisz mnie?-zapytała.
-Wejdź-odparłam wpuszczając ja do środka.
-Co się stało, że nie odbierasz?-usiadła na moim łóżku.
-Julka zaproponowała mi coś…nienormalnego- zajęłam miejsce obok niej.
-To znaczy?
-Ja będę pisać piosenki i je nagrywać, a ona będzie występować za mnie na scenie-odparłam.
-Że co?! Tylko mi nie mów, że się zgodziłaś!-wstała patrząc na mnie jak na winnego.
-Nie, Mela posłuchaj dziś musze dać jej odpowiedź-zmusiłam ją by usiadła.
-I co jej odpowiesz?
-Nie mam pojęcia, chyba odmówię-wzruszyłam ramionami.
-I bardzo dobrze. To twój głos, twoja publiczność…twoja szansa na bycie z Rafałem-ścisnęła moją rękę.
-Masz rację, odmówię-uśmiechnęłam się.
-To dobrze, no nic musze lecieć. Wpadłam tylko na chwilę, jadę z bratem do kina-rozpromieniła się.
-Paweł jest w Polsce?-zrobiłam wielkie oczy.
-Noo, a jak coś to możesz wpaść dziś wieczorem do nas. Paweł gotuje-zachichotała.
Zeszłyśmy na dół, gdzie Mela uściskała mnie i wybiegła z domu, patrzyłam gdy wsiada do samochodu i jak macha mi z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i machnęłam ręką, po chwili odjechała.
-I jak?-usłyszałam, więc się odwróciłam.
-Zastanowiłaś się nad moją propozycją?-kontynuowała Julka zakładając ręce na klatkę piersiową.
-Owszem-odparłam.
-I? Jaka jest twoja odpowiedź?
-Nie-założyłam ręce na klatkę piersiową.
-Co nie?-zmierzyła mnie wzrokiem.
-Nie zgadzam się-powiedziałam.- Dziś pójdę do „CJ Rock” i powiem o wszystkim Rafałowi, a Charlie…wiesz jedna z jurorek wie o moim głosie, więc nie będę musiała jej przekonywać-uśmiechnęłam się złośliwie.
-Ciekawe jak przekonasz publiczność, że głos który słyszeli nie należy do mnie-odwzajemniła złośliwy uśmiech.
-Wejdę na scenę i zaśpiewam-odparłam.
-Chyba sama do końca w to nie wierzysz-zaśmiała się.
Cholera. Musze ją przekonać, że nie wygra.
-Zdajesz sobie sprawę, że nie wygrasz, prawda?-wyszczerzyłam zęby.
-Raczej, że ty nie wygrasz. Wracając do mojej propozycji…czemu ją odrzucasz?-zapytała.
-Bo to mój głos. Moja publiczność, moje brawa, mój sukces. Nie twój-starałam się zabrzmieć jak najbardziej nie miło. Tak to określę.
-A, tu cię boli-wyszczerzyła zęby.-Wiesz…jest tylko jeden mały problem…
-Niby jaki?-podejrzewałam o nie czyste zagranie.
-Wiesz…dziadkowie będą zawiedzeni, rodzice zresztą też-przewróciła oczami.
-Czym zawiedzeni?-zdziwiłam się.
-Twoim zachowaniem. Pomyśl…co sobie o tobie pomyślą, gdy dowiedzą się, że ukradłaś im pieniądze?-uśmiechnęła się złośliwie.
-Nie ukradłam żadnych pieniędzy-odparłam
-Nie? A co te trzysta robiło w twoim pokoju?-wyciągnęła z kieszeni spodni trzy banknoty.
-Nie zrobisz tego.
-Oj kochana, dobrze wiesz, że zrobię- uśmiechnęła się złośliwie.
-Skąd masz te pieniądze?-spiorunowałam ją wzrokiem.
-Znalazłam-odparła dziecinnie.
-Gdzie?
-W pokoju-znów ten dziecinny głos.
-Rodziców, prawda?-zacisnęłam ręce w pięści.
-Mo-że-zaczęła się nimi wachlować.
-Ty…-zrobiłam krok.
-A a a-pokręciła wskazującym palcem. -Podejdź, a zacznę krzyczeć, sąsiedzi do nas przyjadą i zobaczą mnie z podbitym okiem, a w domu nie było nikogo prócz mnie i ciebie-uśmiechnęła się złośliwie.
-Czego ty ode mnie chcesz?!
-Milczenia-odparła.-Nikomu nie wyznasz prawdy, a ci którzy już ją znają będą milczeć wraz z tobą.- Jeżeli coś wypalisz, rodzice dowiedzą się o kradzieży-uśmiechnęła się złośliwie.
-Niech ci będzie.
-Mamy, więc umowę?-z jej ust nie schodził ten uśmieszek.
-Mamy-spuściłam głowę.
-Świetnie, możesz odejść-odparła.
Pobiegłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko plącząc. W jednej chwili straciłam wszystko, co mogłam mieć, co chciałam mieć. Czy można być jeszcze bardziej upokorzonym?

Obudziłam się. Leżałam w ubraniach na swoim łóżku, przykryta kocem. Spojrzałam na ekran telefonu, była godzina 16:40. Udałam się do łazienki, byłam rozczochrana i rozmazana. Szybko się rozebrałam i weszłam pod prysznic, sądziłam że woda zmyje moje wszystkie troski, ale tak się nie stało. Pod prysznicem, tym bardziej płakałam, a moje łzy spływały wraz ze strumieniami ciepłej wody. Kabina prysznicowa była na tyle duża, że zdołałam skulona usiąść na „podłodze”.
Gdy zrobiło mi się zimno, osuszyłam ciało i włosy. W rozczesanych, wilgotnych włosach wróciłam do pokoju, i uporządkowałam łóżko. Wzięłam się za sprzątnie w pokoju, a gdy skończyłam zaniosłam worek ze śmieciami do kotłowni. Miałam zamiar wrócić do pokoju ale zatrzymała mnie moja siostrzyczka.
-Jak wyglądam?-uśmiechnęła się obracając. Miała na sobie panterkową sukienkę i czarną, skórzaną kurtkę. Na nogach miała czarne rajstopy i czarne buty na koturnach. Włosy potraktowała lokówką, przez co miliony loczków opadało jej na ramiona. Usta miała pomalowane na czerwono, policzki na różowo, a powieki na czarno.
-Zaraz czy to nie moja…-zaczęłam oburzona patrząc na sukienkę.
-To była twoja sukienka-odparła podkreślając słowo „była”.
-Ale…
-Skończmy ten temat-ucięła.
Po chwili usłyszałyśmy dźwięk dzwonka.
-Dlaczego mi to robisz?-zapytałam zła.
-Niby co? Skończ z tym drażliwym tematem i wpuść naszego gościa, dobrze?-uśmiechnęła się złośliwie.
-Daj mi spokój-burknęłam robiąc krok w stronę schodów, ale zatrzymały mnie jej słowa.
-Zrób to albo powiem rodzicom o twojej kradzieży-warknęła.
-Przecież…
-Zrób to-przerwała mi.
Przewróciłam oczami i podeszłam do drzwi, miałam już je otworzyć gdy powiedziała:
-Zaczekaj! Jak wyglądam?
-Wyglądasz b…bardzo ładnie-odparłam.
-Dziękuję-uśmiechnęła się triumfalnie.-Możesz otworzyć.
Gdy pociągnęłam za klamkę moim oczom ukazał się wysoki chłopak o niezwykłych tęczówkach.
-O, cześć-powiedziałam zaskoczona.
-Cześć, jest Ju…
-Cześć Rafał!-usłyszałam głos mojej siostrzyczki.
-Wejdź-przesunęłam się wpuszczając go do środka.
-Wow…ślicznie wyglądasz-powiedziała mierząc ją wzrokiem.
-Dziękuję-odparła odgarniając włosy z uśmiechem.
-Idziemy?-zapytał.
-Tak…chodźmy-moja siostrzyczka ruszyła do drzwi, biorąc po drodze torebkę i płaszcz.
-Dokąd idziecie?-zapytałam.
-Dziś ostatnie występy i ogłoszenie zwycięscy w konkursie, wiesz w „CJ Rock”-odparł Rafał kierując swój wzrok na mnie.
-No tak, zapomniałam-klepnęłam się w czoła z uśmiechem.
-Możesz jechać z nami jeśli chcesz-uśmiechnął się chłopak.
-Wiesz ja…-spojrzałam na Julkę, zabiłaby mnie wzrokiem. -Niestety nie mogę-dokończyłam.
-Cóż…szkoda. No nic, to cześć- wzruszył ramionami i wyszedł za moją siostrą, gdy zamykałam drzwi odwrócił się i posłał mi uśmiech, szybko zamknęłam drzwi. Nie mogę sobie robić nadziei. On…będzie z Julką, to tylko kwestia czasu. Musze o nim zapomnieć, po prostu muszę.
Wchodziłam już po schodach, gdy ktoś zapuka do drzwi. Wkurzona zbiegłam po schodach i miałam już krzyknąć „Co znowu” ale gdy pociągnęłam a klamkę , moim oczom ukazała się moja przyjaciółka.
-A ty co?-weszła do środka.
-Niby co?-zamknęłam drzwi.
-Przebieraj się, za dwadzieścia minut mamy być w „CJ Rock”-odparła.
-Mela… jest cos o czym ci musze powiedzieć.
-Co się stało?-spojrzała mi w oczy.
-Zaszantażowała mnie…nie mogłam ci zrobić-miałam łzy w oczach.
-Kto cię zaszantażował? Julka?-zdziwiła się.
-Tak, nie mogłam nic zrobić. Przegrałam-przed chwilą pojechała z Rafałem do „CJ Rock-rozpłakałam się.
Mela gładziła mnie po włosach tuląc do siebie.
-Nie płacz. Jakoś to będzie-starała się mnie pocieszyć.
-Nic nie będzie Mela-wyrwałam się jej. Przegrałam, w minutę straciłam coś, co mogłabym mieć…gdybym nie była taka idiotką-zacisnęłam zęby.
-Przestań się mazać!-krzyknęła.-Czy ty nie rozumiesz, że jej o to chodzi? Jeżeli okażesz słabość tym bardziej będzie robiła wszystko żeby cię skrzywdzić. Pokaż jej, że cię to nie obchodzi, że jesteś silna, rozumiesz?-złapała mnie za nadgarstki.
-Ale jak mam to zrobić?
-Ubierz się i idziemy do „CJ Rock”-uśmiechnęła się.
-Powiedziałam Rafałowi, że nie mogę. Będzie, że go okłamałam-odparłam.
Na to Mela wyciągnęła zmieszeni kurtki telefon, kliknęła coś na ekranie i przyłożyła go do ucha.
-Cześć Rafał-odezwała się pierwsza.- Właśnie idę po Zuzę.
-Mówiła, że nie może? Oj przestań, wiesz jaka ona czasami jest. Nie zrobi wam tego, przyprowadzę ją do „CJ Rock” choćby siłą-zaśmiała się. -Okay…trzymaj się cześć-rozłączyła się.
Schowała telefon i spojrzała na mnie z uśmiechem mówiąc:
-Lepiej idź się przebrać.

***
Właśnie wchodziłyśmy do „CJ Rock”. Pod czarnym, długim płaszczem miałam na sobie czarną, krótką sukienkę na ramiączka i z paskiem na talii.
-Akurat zdążyłyśmy-uśmiechnęła się Mela ciągnąc mnie bliżej sceny.
-Dziś kończymy nasz konkurs-przemówiła Stef.-W kopercie, którą trzymam są podane dane zwycięscy, mam otworzyć?
Publiczność odpowiedziała brawami i gwizdami.
-Skoro chcecie…a więc nasz konkurs wygrał…-otworzyła kopertę.-O kurde…nie sądziłam, że tak się stanie… panie i panowie! Nasz konkurs wygrał zespół „The Tracs” i Juliett!-zaśmiała się, a publiczność zaczęła bić brawa. Po chwili na scenę wszedł zespół Rafała i moja siostrzyczka.
-Mam te przyjemność, wręczyć wam wasze nagrody- uśmiechnęła się Stef dając Rafałowi i Julce, po statuetce przedstawiającą wykonanego ze złota faceta grającego na gitarze elektrycznej.
W jednej sekundzie Julka przybliżyła swoje usta do policzka Rafała, a chłopak objął ją w talii.
Patrząc na to poczułam ból, ból rozdzierający na pół moje serce. Serce, które byłam gotowa podarować chłopakowi, którego całuje moja siostra.

Strój Julki




Sukienka Zuzy


  • awatar Raz $ię żyje!: Nieee....Jakbym mogła to zrobiłabym coś Julce :) Mam jej już dosyć. A Rafał jest taki głupi, czy tylko udaje ? Chciał już wielokrotnie pocałować Zuzę, ale zmienił zdanie na Julkę ? Aasjhgjhg...-,- Zuza idź im pokaż...
  • awatar 27 tattoos ♥: Julka -,- co za...brak słów. Zuza powinna coś z tym zrobić! Tak bardzo jest mi jej żal :(
  • awatar Emilia △: ojć. ;<
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Rozdział 26


Wróciłam do domu dość późno. Dobrze, że miałam ze sobą klucze, inaczej musiałabym wszystkich obudzić. Zmęczona udałam się do pokoju i zrzuciłam z siebie ciuchy, założyłam krótkie spodenki i T-shirt.
Gdy się obudziłam była 9: 00 rano. Udałam się do łazienki wzięłam prysznic i ubrana w stare jeansy i zielony top udałam się do kuchni.
-Dzień dobry babciu-uśmiechnęłam się i ucałowałam ją w policzek.
-Cześć Julka-uśmiechnęłam się do siostry i usiadłam naprzeciwko niej, już po chwili konsumowałam kanapki zrobione przez babcię.
-Cieszycie się?-zapytała w pewnej chwili kobieta.
-Z czego mamy się cieszyć?-zdziwiła się Julka.
-Jutro wieczorem przylatują wasi rodzice-uśmiechnęła się.
-Oczywiście, że tak babciu-odwzajemniłam uśmiech. –Planowałyśmy nawet urządzić im powitalną kolację.
-Właśnie-dodała moja siostra.
-To świetnie, no nic jedzcie dziewczyny, a ja pojadę po zakupy-powiedziała wychodząc.

***
Kończyłam właśnie sprzątać w salonie, gdy zadzwonił mój telefon.
-Halo?-odezwałam się pierwsza.
-Cześć Zuza-usłyszałam entuzjastyczny głos mojej przyjaciółki.
-Cześć, co tam?
-Dostałam właśnie wiadomość od Dawida, o siedemnastej trzydzieści mamy być w jakimś lokalu...jak on się nazywał? A tak! „CJ Rock” wiesz może gdzie to jest?
-Czemu Dawid ci to napisał?-zdziwiłam się.
-Nie wiem, prosił tylko żebyśmy tam przyszły. Filip też ma przyjść, ale on raczej już o tym wie- odparła.
-Okay na pewno będę, spotkajmy się na naszej ulicy co?
-Okay, to o 17: 00.
-Okay, cześć-rozłączyłam się.


***
Po ogarnięciu w salonie, zaczęłam myć blaty w kuchni, w tle leciała muzyka z telewizora.
Wtedy usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu, jak się okazało była to babcia i dziadek.
-O, cześć wam-powiedziałam.
-Widzę, że akcja „Sprzątanie Domu Przed Przyjazdem Rodziców” jest w toku- zaśmiał się dziadek.
-Jak widać-odwzajemniłam uśmiech.
-Cześć-usłyszałam głos mojej siostrzyczki.
-Dobry wieczór-powiedziała Karolina.
-O, cześć dziewczyny-uśmiechnęła się babcia.-Karolino zostaniesz na obiedzie?
-Niestety musze odmówić, czas na mnie-odparła dziewczyna i założyła swój płaszcz.
Po chwili wyszła.
-Pójdę sprawdzić czy brama jest na pewno zamknięta-powiedział dziadek i wyszedł.
-Czy mogłybyście zrobić mi herbaty?-zapytała babcia.
-Jasne- odparłam.
-Dziękuję, zaraz wracam-uśmiechnęła się i zniknęła za ścianą.
Julka podeszła do jednej z szafek i wyjęła z niej paczkę cukru. Odwróciłam się by wyłączyć telewizor, gdy usłyszałam plaśnięcie, spojrzałam za siebie i zobaczyłam rozsypany cukier na podłodze.
-Ups, lepiej to posprzątaj-powiedziała jakby nigdy nic i ruszyła do schodów.
-Sama to posprzątaj!-odparłam wkurzona.
-A to moja wina, że masz dziuraw ręce?-uśmiechnęła się złośliwie.
-Julka…-starałam się zabrzmieć ostrzegawczo.
-Nie jesteś straszna, tylko raczej śmieszna, śmieszna i głupia-zachichotała i ruszyła przed siebie. Wtedy nie wytrzymałam chwyciłam poduszkę z sofy i rzuciłam ją w nią, akurat trafiłam w głowę.
-Nie mów tak do mnie!
-Ty idiotko!-Julka rzuciła we mnie poduszką, którą złapałam w powietrzu.
-Mam cię dosyć!-krzyknęłam i już miałam ponownie w nią rzucić, gdy do pokoju wparowała babcia.
-Co tu się dzieje?!
-Babciu, Zuza mnie przezwała i zaczęła bić poduszką-powiedziała piskliwym głoskiem Julka.
-Zuza, wyjaśnisz mi to?-babcia spiorunowała mnie wzrokiem.
-To kłamstwo! To ona zaczęła!-wybuchłam.- Przyszła tu i…
-Dosyć! Nie będę tego więcej słuchać, nie rozumiem jak mogłaś się tak zachować-powiedziała .-Zawiodłam się na tobie, Zuza.
-Ale babciu…
-Powiedziałam dosyć, i nigdzie dziś nie pójdziesz. Za karę zostajesz w domu!-przerwała mi.
-Ale obiecałam…-zaczęłam.
-To było moje ostatnie słowo-powiedziała stanowczo.
Było mi przykro. Miałam łzy w oczach, zobaczyłam złośliwy uśmiech Julki zanim babcia ją przytuliła. Zamknęłam się w swoim pokoju.
Weszłam na facbook’a i napisałam o wszystkim Meli.
-O kurde- odpisała.
-A to wszystko przez tę idiotkę!-napisałam.
-Julka na ogół przecież nie jest tak złośliwa, no chyba, że ma powód-odpisała.
Powód? No jasne!
-Mela już wiem! Zrobiła to, bo pewnie nie chce żebym poszła do „CJ Rock”!
-Sądzisz, że ona coś knuje?-odpisała.
-Tak, i dlatego się tak zachowała. Musze tam iść!
-Jak? Przecież zabronili ci wychodzić-napisała.
-Zuza!-usłyszałam głos dziadka.
Zbiegłam na dół.
-Tak?-odparłam chłodno.
-Musimy załatwić parę spraw, wrócimy przed 21: 00. Nigdzie nie wychodzisz, a Julka ma wrócić przed nami-powiedział dziadek.
-Rozumiem-odpowiedziałam.
-Dobrze, trzymaj się!-odparł i wyszedł za babcią.
Pobiegłam na górę i napisałam o tym mojej przyjaciółce.
Nagle ktoś zapukał do moich drzwi.
-Proszę-powiedziałam na nie patrząc.
-Jak coś to ja już wychodzę-powiedziała Julka. Zobaczyłam, że ma na sobie krótką, błyszczącą sukienkę, czarną skórę i buty na obcasie. Jej włosy były spięte w koka, na powiekach miała ciemny cień, a usta w kolorze czerwonym.
-Gdzie idziesz, jeśli mogę wiedzieć?-zapytałam jak najgrzeczniej.
-Do Karoliny, takie małe babskie przyjątko- uśmiechnęła się.
-Okay, dziadkowie prosili żebyś wróciła przed nimi-odpowiedziałam.
-Okay, dzięki.
-Załóż coś jeszcze na siebie, inaczej się przeziębisz-dodałam, chciałam zagrać tak żeby się niczego nie domyśliła.
-Zakładam jeszcze płaszcz, to cześć-uśmiechnęła się i wyszła.
Uchyliłam lekko drzwi, po minucie usłyszałam trzask. Szybko wysłałam sygnał Meli i zaczęłam się przebierać w sukienkę o górze czarnej, a dole w czerwoną kratę. Sukienka nie miała ramiączek, więc założyłam czarną, skórzaną kurtkę. Usta pomalowałam czerwoną szminką, a swoje proste włosy pozostawiłam rozpuszczone. Na nogi założyłam czarne buty na obcasie, wzięłam nie dużą, czarną torebkę i włożyłam do niej komórkę i portfel. Skierowałam się na dół, i już miałam otworzyć drzwi, gdy okazało się, że są zamknięte, a mój klucz, który zawsze wchodząc do domu odkładałam na półkę- zniknął.
Wtedy zadzwoniła do mnie Mela.
-No cześć, jestem pod twoim domem-usłyszałam jej głos.
-Ta idiotka zamknęła mnie w domu!-krzyknęłam.
-Zamknęła cię? I co teraz?-zapytała.
-Przejdź na drugą stronę domu-odparłam rozłączając się.
Nie poddam się tak łatwo. Musze tam być!
Pobiegłam na górę i wyjęłam z szafy, drabinkę, której kiedyś używałam do wchodzenia do domku na drzewie. Zahaczyłam dwoma dużymi haczykami o barierkę balkonu i spuściłam ją na dół.
-Zuza co ty wyprawiasz?! Jeszcze spadniesz i coś ci się stanie!-panikowała Mela.
-Nic mi nie będzie! Schodzę!-krzyknęłam i umieściłam prawą nogę za barierką. Powoli krok po kroku zaczęłam schodzić po drabince, która nie wiem jakim cudem nie urwała się, i już po chwili byłam na dole. W ogrodzeniu brakowało jednej metalowej rurki, dzięki czemu bez problemu przeszłam na drugą stronę.
-Jak dobrze, że nic ci nie jest-uściskała mnie.
-Tak, ja też się z tego cieszę, ale teraz jedźmy do „CJ rock”!-zaczęłam biec.

***
Rick wpuścił nas do lokalu bez żadnego problemu. Zdążyłyśmy na werdykt jury, czy jakiś zespół ma przejść dalej czy nie. Po sekundzie nastąpiły oklaski, gdyż czwórka dziewczyn przeszła dalej.
-Sue, cześć!-przywitała mnie Charlie.
-Cześć-uśmiechnęłam się. –Charlie poznaj moja przyjaciółkę Melę.
-Miło mi poznać, Sue dużo o tobie mówiła-uścisnęła jej dłoń.- No nic, wracam do jury, miłej zabawy!-uśmiechnęła się i zniknęła w tłumie. Podeszłyśmy bliżej sceny, przez przypadek na kogoś wpadłam…i tym kimś okazał się Filip w towarzystwie Dagmary.
-O, cześć-uśmiechnął się.
-Cześć, was też zaprosił Rafał?-zapytała Mela.
-Tak, chwile temu przyszliśmy-odparł.
-Panie i panowie!-rozległ się czyjś głos, który jak się okazało należał do Stef.-Przywitajcie brawami następny zespół, który oceni nasze jury-uśmiechnęła się. –Przed wami „The Tracs”!
W jednej chwili rozległy się brawa i gwizdy, na scenę weszła piątka chłopaków, w tym Dawid i Rafał.
Chłopak o niezwykłych tęczówkach uśmiechnął się i zaczęli grać.
„Większość ludzi to pesymiści.
Ja natomiast wole patrzeć
Na świat przez różowe okulary
I choć starają się mi wmówić,
Że świat jest szary
Ja nadal widzę go w kolorach”
Piosenka była naprawdę świetna, a głos Rafała idealnie do niej pasował. Gdy przestali grać nie obyło się bez braw, gwizdów i głosu publiczności, który mówił „Jesteśmy na tak!”.
-To co tutaj zagraliście było świetne, słysząc was miałam wrażenie, że słyszę Nirvanę albo Beatlesów –powiedziała Charlie, a publiczność ponownie zaczęła bić brawa.
-Chłopaki powiem wam tak, macie ogromne szanse na wygranie tego konkursu. I możecie być pewni, że ja za wami będę-odezwał się Kol.
-Gdybym miała opisać wasz występ w trzech słowach byłyby to: brak mi słów-wyliczyła na palcach jakaś dziewczyna, najpewniej wokalista „The Exbendables”.
-Mim zdaniem świetnie się zgraliście, tworzycie naprawdę dobry zespół i jestem na tak-uśmiechnął się perkusista zespołu „Jett Show”.
-A co wy sądzicie?-odwróciła się do publiczności Charlie.
Wszyscy zaczęli bić brawa i gwizdać.
-Dzięki za występ chłopaki, przechodzicie dalej!-zaśmiała się .
-Gratuluję!-rzuciłam się Rafałowi na szyję, gdy tylko do nas podszedł.
Poczułam jego ręce na swojej talii, a potem usłyszałam jego szept:
-Dzięki, że przyszłaś.
-Nie ma sprawy-odpowiedziałam również szeptem.
-A przed nami kolejny występ, powitajcie brawami Juliett!-rozległ się głos Stef, a zaraz potem brawa.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, na scenę weszła moja siostra!
-Ej, przecież to Julka!-Mela zrobiła wielkie oczy.
-Nie miałem pojęcia, że wystąpi-spojrzał na mnie Rafał.
-Jestem tak samo zaskoczona jak wy-odparłam.
Po chwili z głośników zaczęły wydobywać się dźwięki…przecież to moja piosenka! Boże ona chyba nie…i wtedy Julka otworzyła usta i dało się słyszeć mój głos. Byłam w szoku, skąd ona to wytrzasnęła? Przecież nie mogła…o Boże a co jeżeli ona wiedziała o moim głosie i raz mnie po prostu nagrała? To dlatego nie chciała żebym przyszła…ona wie, że Rafał mnie słyszał! To jest jej cel!
Chłopak o niezwykłych tęczówkach patrzył na nią z podziwem, był całkowicie nią oczarowany. Boże…proszę nie rób mi tego…proszę nie…w moich oczach zaczęły pojawiać się łzy. Gdy piosenka się skończyła rozległy się brawa i gwizdy.
-Wow! To chyba najbardziej pasujące do tego występu słowo-powiedziała jedna z jurorek. -Jestem zszokowana i zachwycona jednocześnie, naprawdę wspaniały występ.
Nie słuchałam oceny reszty jurorów, gdyż poczułam czyjąś dłoń na swojej i po chwili znalazłam się w łazience. Byłam w takim szoku, że nie zauważyłam nawet, kto mnie tu zaciągnął.
-Możesz mi to wyjaśnić?-usłyszałąm.
-Ona…zabrała mi głos…-wydukałam.
-Co to ma znaczyć?!-wpadła do łazienki Charlie.
-To najpewniej siostra Zuzy-odparła Elly.
-Zuza, coś się stało?-do łazienki weszła Mela.
-Stało się, dziewczyna, która przed chwilą wystąpiła zabrała głos Zuzie-wyjaśniła Stef.
-Że co? O co w tym wszystkim chodzi?!-wybuchła blondynka.
W jednej chwili z moich ust wyrwały się słowa piosenki, którą zaśpiewała Julka.
-Boże…to dlatego tak zareagowałaś…-przytuliła mnie Mela.
-To nie wszystko-odparłam.- Pewnego dnia gdy lokal był pusty, śpiewałam i wtedy przyszedł Rafał…ale zdążyłam uciec. On teraz myśli, że tą dziewczyną była Julka-rozpłakałam się.
-Idę tam i jej wygarnę-powiedziała Stef i miała już wyjść, ale zatrzymała ją Charlie.
-Nie możesz tego zrobić, Stef. Tam są tłumy, zrobimy to gdy wszyscy pójdą-powiedziała czarnowłosa.
-Ale wtedy już będzie za późno!-oburzyła się.
-Sądzę, że już jest-powiedziała Elly stojąc w drzwiach.

*W tym samym czasie*

*Julka
-A, więc to ty?-uśmiechnął się Rafał.
-Tak-odwzajemniłam uśmiech.
-Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?
-Bałam się-odparłam.
-Mnie?-zdziwił się.
-Twojej reakcji, bałam się, że mnie odtrącisz-spuściłam głowę.
-Nigdy bym tego nie zrobił, wiesz ile cię szukałem?-wziął mnie za podbródek i uśmiechnął się.



Sukienka Julki


Sukienka Zuzy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Rozdział 25


-To dobrze, zatańczymy?- Julka spojrzała w oczy chłopaka.
-Nie jestem dobrym tancerzem-uśmiechnął się krzywo.
-Nie martw się ja też nie, razem damy na pewno radę-uśmiechnęła się.
-Ale…
-Chodźmy!-pociągnęła go za rękę..
** W tym samym czasie **
*Filip
Po zajściu w salonie postanowiłem trochę się przejść. Latarnie oświetlały mi drogę, przeszedłem przez ulicę i zacząłem iść chodnikiem od, którego zaczynał się park. Po kilku minutach zobaczyłem na jednej z ławek skuloną postać, postanowiłem nie zwracać na nią uwagi ale im bardziej się do niej przybliżałem słyszałem jej szloch, aż w końcu zobaczyłem skuloną dziewczynę, w której od razu rozpoznałem Dagmarę.
-Dagmara?-zbliżyłem się.
Podniosła twarz, na której znajdował się rozmazany makijaż.
-Dlaczego płaczesz?-kucnąłem przed nią.
-Dziś poszłam na randkę z Karolem…-zaczęła. -Spóźniał się godzinę ale nadal czekałam…kiedy spojrzałam w okno zobaczyłam go po drugiej stronie ulicy z jakąś dziewczyną, weszli do restauracji.- Wzięłam swoją kurtkę i tam poszłam, usiedli akurat przy oknie…wyglądali na zakochanych- rozpłakała się jeszcze bardziej.
-Proszę nie płacz już-usiadłem obok niej.
-Jak mogę nie płakać skoro chłopak, z którym marzyłam się umówić okazał się takim dupkiem?-spojrzała na mnie.
-Wszystko się ułoży zobaczysz-starałem się ją pocieszyć.
-Nic się nie ułoży-szlochała.
-Ej nie mów tak.
-Nienawidzę tego świata-oparła mi głowę na ramieniu.
-Ja też nie-objąłem ją.- Ale jeżeli chcemy być szczęśliwi musimy żyć tak, żeby nie chciało się nam stąd odchodzić.
-Naprawdę tak sądzisz?-zapytała cicho.
-Tak. A teraz posłuchaj-odwróciłem jej twarz ku mnie i położyłem swoje dłonie na jej ramionach. -U Zuzy jest teraz osiemnastka Dawida, chodź ze mną to zmyjesz ten makijaż i napijesz się czegoś ciepłego-wstałem.
-Nie chce się wpraszać…
-To ja cię zapraszam, chodź-wyciągnąłem rękę.
-Dobrze-powiedziała z lekką obawą i chwyciła się mojej dłoni.
Zaczęliśmy iść, gdy zaczął padać śnieg. Dziewczyna utykała na prawą nogę. Zauważyłem, że blondynka ma na sobie czarną kurtkę, a na prawej nodze ślady krwi i dużą dziurę.
-O Boże nic ci nie jest?-zapytałem.
-Chodzi ci o to?-wskazał na prawe kolano.-Wywróciłam się gdy biegłam.
-Kiedy znajdziemy się w domu Zuzy, opatrzę ci te ranę- powiedziałem.
-Nie trzeba, nic mi nie jest-odparła zaraz jednak na jej twarzy wymalował się grymas bólu i gdybym jej nie złapał przewróciłaby się.
-I to ma być te twoje nic mi ni jest?-zmarszczyłem brwi.
-Naprawdę nic mi nie jest-odparła.
-W takim razie, proszę ruszaj-powiedziałem.
-Okay-odparła pewnie i zrobiła dwa kroki w stronę domu Zuzy…i ponownie musiałem zainterweniować, bo by się wywaliła.
-Ale ty jesteś uparta-westchnąłem.-Zaniosę cię- powiedziałem ją podnosząc.
W jednej sekundzie jednak zaczęła się wiercić i krzyrzeć:
-Puść mnie, sama dam sobie radę!
Nie usłuchałem jej jednak i dalej ją niosłem, aż w końcu po kilku chwilach przestała i starała się na mnie nie patrzeć.

***
-Jesteśmy- powiedziałem stawiając ją na ziemi.
Weszliśmy do środka gdzie impreza nadal trwała, w progu przywitała nas Zuza.
-Filip? A kiedy ty wyszedłeś?-zmarszczyła brwi.
-O Boże Daga nic ci nie jest?!
-Nie spokojnie, trzeba jej tylko oczyścić ranę-odparłem.
-Ja się tym zajmę-uśmiechnęła się do blondynki.
-To świetnie…przepraszam ale idę się napić-uśmiechnąłem się przelotnie do dziewczyn i poszedłem w stronę stołu z piciem, przekąskami i alko.
Przestałem myśleć o Dadze. Ale teraz…gdy Karol okazał się takim dupkiem...chciałbym ją pocieszyć, ale nie mam pojęcia jak to zrobić. Eh…co ja gadam? Przecież ona nie jest mną zainteresowana…musze o niej zapomnieć. Wypełniłem szklankę po brzegi złocistym płynem i zacząłem pić. Musze o niej zapomnieć, po prostu musze.

*Zuza
Udałam się z Dagmarą na piętro i zamknęłam się w łazience. Zaczęłam oczyszczać jej ranę na kolanie.
-Właściwie to jak to się stało?-zapytałam.
-Potknęłam się gdy biegłam-odparła.
-Dlaczego płakałaś?-zapytałam przyklejając plaster na ranę.
-Bo Karol okazał się zwykłym dupkiem…umówił się ze mną ale nie przyszedł, bo umówił się z inną- powiedziała smutnie.
-Tak mi przykro…
-Nie ma co płakać, po prostu musze o nim zapomnieć-odparła.
-Tak będzie najlepiej.- No cóż, chodź dam ci ubrania na zmianę-wstałam.
-Nie trzeba-spojrzała na mnie.
-Trzeba, chodź-pociągnęłam ją za rękę.
Gdy znalazłyśmy się w moim pokoju dałam dziewczynie białe rajstopy, po to by nie było za bardzo widać plastra. Dziewczyna wybrała sobie szarą rozkloszowaną spódnice i białą koszulę z rękawami ¾.
Po kilku minutach od jej wejścia do łazienki wyszła ubrana w moje ciuchy, w lekkim makijażu i koku na czubku głowy.
-Zejdziemy na dół?-zapytałam.
-Tak, pomożesz mi zejść? Ta noga strasznie mnie boli-na jej twarzy wymalował się grymas bólu.
-Może zostaniesz w moim pokoju, a ja przyniosę ci tej herbaty?
-Nie, nie będziesz przecież robić za służącą. Zejdziemy razem-odparła.
Po kilkunastu minutach znalazłyśmy się w kuchni, gdzie dziewczyna siedziała przy blacie z kubkiem parującej herbaty.
-Jak się czujesz?-nagle pojawił się obok niej Filip.
-Ej, Zuza chodź na chwilę!-zawołała mnie Mela.

*Filip
Gdy Zuza zostawiła nas w pewnym sensie samych stanąłem za blatem przed Dagą.
-Lepiej, dziękuję-uśmiechnęła się lekko.
-Nie ma sprawy-odwzajemniłem uśmiech.
-Nie rozumiem jak mógł cię tak potraktować…-w jednej sekundzie przyłożyła mi swój palec do ust.
-Świat pełen jest takich dupków. Ale nie rozmawiajmy o nim teraz, dobrze?
-Okay-odparłem.
-Zatańczysz?
-A co z twoim kolanem?-zdziwiłem się.
-Przecież nie będę tam skakać-zaśmiała się i pociągnęła mnie za rękę.
I jak to najczęściej bywa w filmach puścili wolną piosenkę. W jednej sekundzie dziewczyna przybliżyła się do mnie i zaczęliśmy tańczyć w rytm piosenki.

*Następnego dnia*

*Zuza
Wstałam o godzinie 8: 00 rano by wszystko posprzątać. Ubrana w szare dresowe spodnie i czarny T-shirt zeszłam na dół i doznałam szoku. Po wczorajszej imprezie nie było śladu, podłoga lśniła czystością, a w powietrzu unosił się zapach lawendy.
-Nieźle co?-usłyszałam.
Odwróciłam się i zobaczyłam Rafała, Dawida i Melę.
-Wy to wszystko posprzątaliście?- wytrzeszczyłam oczy.
-Nie tylko oni-nagle w pokoju znalazła się Lidka, Filip i Dagmara.
-Kiedy to zrobiliście? I… gdzie reszta?
-Większość wytrzeźwiała, trochę pomogła i wróciła do domów-uśmiechnął się Rafał.
-Jejku…dziękuję wam wszystkim-uśmiechnęłam się.
-Dobra to my będziemy lecieć-odezwał się Filip.
-Nie chcecie czegoś zjeść?-zapytałam.
-Zjedliśmy wczoraj tyle, że raczej niczego już nie zmieścimy-zaśmiał się.
Filip ruszył jako pierwszy, a po nim Dagmara, Rafał i Mela.
-Dzięki za imprezę-uśmiechnął się Dawid i mnie uściskał.
-Nie ma za co-uśmiechnęłam się.
-Miło było spędzić z wami czas-uśmiechnęła się Lidka.
-Wracasz do Kanady?-zapytałam smutnie.
-Wracam…ale od stycznia będę mieszkać w Polsce.
-Żartujesz?-zrobiłam wielkie oczy.
-Do zobaczenia w styczniu, Zuza-uścisnęła mnie z uśmiechem.
Po kilku minutach zostałam sama w domu.

*Poniedziałek*

Idąc korytarzem do sali 201 co chwila ktoś mówił mi „Cześć”, a potem „Zajebista impreza Zuza!”. Byłam trochę zdziwiona, bo była to przecież impreza Dawida, a nie moja. To jemu powinni dziękować za świetną zabawę.
Gdy dotarłam pod poszukiwaną przeze mnie salę zobaczyłam moich przyjaciół siedzących na jednej z ławek.
-Cześć-uśmiechnęłam się.
-Cześć-uśmiechnęła się Mela.
-Ej Dawid!-ktoś nagle zawołał.
Po chwili pode szedł do nas jakiś chłopak przybijając piątkę z brunetem.
-Zajebista impreza stary!-zaśmiał się. –O, cześć Zuza-obdarzył mnie uśmiechem i odszedł.
-No nieźle-zaśmiał się Rafał.
-Niby z czym?-zapytałam.
-Stałaś się popularna-uśmiechnął się do mnie.
-Ja? No co ty, raczej Dawid-zaśmiałam się.
Lekcje minęły bardzo szybko.
Wyszłam ze szkoły ze słuchawkami w uszach, i już miałam włączyć The Pretty Reckless, gdy usłyszałam jak ktoś woła moje imię.
Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Rafała.
-Cześć, coś się stało?-zapytałam.
-Masz teraz czas?
-Zależy o co chodzi-odparłam.
-Idę do „CJ Rock” może pójdziesz ze mną?
-Do „CJ Rock”? Wiesz…nie to, że chce cię zniechęcić ale jutro mamy sprawdzian z historii i musze się pouczyć.-powiedziałam. Nie chciałam spotkać się z nim tam spotkać. Charlie albo któraś z dziewczyn palnęłaby zaraz, że Rafał mi się podoba, lub że to mnie wtedy słyszał.
-Masz rację, przepraszam jeżeli cię uraziłem.
-Nie uraziłeś-powiedziałam szybko. – Po prostu nie chce tego zawalić.
-Ja też nie. Cóż, do „CJ Rock” pójdę najwyżej jutro-poruszył ramionami.
-Do zobaczenia w szkole-uśmiechnęłam się.
-Tak, do zobaczenia-odwzajemnił uśmiech i udał się w przeciwną stronę, do metra.
Ruszyłam przed siebie odwracając się co chwila, gdy chłopak zniknął mi z oczu pobiegłam do „CJ Rock”. Wiem, że kłamanie jest złe ale tym razem musiałam to zrobić.

***
-Cześć wszystkim!-uśmiechnęłam się wchodząc do kuchni.
-Cześć Sue-odparły chóralnie dziewczyny.
-Jak idą przygotowania do wielkiego wydarzenia?-zapytałam stawiając plecak na ziemi.
-Charlie jest strasznie zapracowana, siedzi w swoim gabinecie-powiedziała Elly.
-Dzięki- odparłam.
Gdy znalazłam się przed drzwiami do gabinetu Charlie zapukałam i weszłam do środka.
W pomieszczeniu znajdował się okropny bałagan. Po podłodze warlały się pogniecione kartki lub połamane ołówki.
Czarnowłosa siedziała z głową położoną na biurku, najwyraźniej spała.
-Charlie?-podeszłam bliżej.
-Nie śpię!-w jednej sekundzie usiadła prosto.
-Dobrze się czujesz?-spojrzałam na nią.
-Co? A...tak. O, Boże jest jeszcze tyle do zrobienia!-zaczęła układać kartki na biurku.
-Spokojnie-złapałam ją za rękę.
-Jeżeli nie odpoczniesz nie dasz rady do czwartku-powiedziałam odgarniając kosmyk włosów z jej czoła.
-Masz racje-westchnęła.
-Chodź, napijesz się czegoś ciepłego-wzięłam ją za rękę.
Dni mijały w błyskawicznym tempie i za nim się obejrzałam był już czwartkowy wieczór. Siedziałam właśnie w swoim pokoju próbując wybrać ciuchy, które ubiorę na Wielkie Wydarzenie w „CJ Rock”.
Założyłam biło-czarne kościste leginsy i czarna koszulkę, do tego czarne glany. Na ramiona założyłam czarną ramoneskę, a włosy upięłam w koka.
Wykorzystałam nieobecność mojej siostry i szybko wyszłam z domu. Z tego co pamiętam, mówiła, że idzie do Karoliny.
Gdy dotarłam na miejsce, ledwo co weszłam do środka. Lokal pękał w szwach, Charlie miała rację, koniecznie trzeba go rozbudować.
-Cześć Lynx-powiedziałam gdy zdołałam przepchnąć się do baru.
-O, cześć Sue-uśmiechnął się.- Czego się napijesz?
-Daj mi jakiś sok-odparłam.
-Robi się.
-Gdzie Charlie?-zapytałam.
-Zaraz rozpocznie całą imprezę- uśmiechnął się.
Gdy dostałam zamówienie w swoje ręce rozległy się brawa, odwróciłam się i zobaczyłam Charlie na scenie.
-Cześć ludzie!-zaśmiała się.
Dziewczyna miała na sobie czarną, błyszczącą sukienkę bez ramiączek, czarne trampki na nogach i koka na czubku głowy.
Wszyscy odpowiedzieli brawami.
-Na początek chciałabym wszystkim podziękować za przybycie, to dla mnie bardzo ważne. Naprawdę, dzięki jesteście wspaniali-uśmiechnęła się. –Czekaliście na to wydarzenie dość długo, tak więc nie będę już was męczyć…powitajcie brawami zespół „Jett Show” !
W jednej sekundzie rozległy się brawa i na scenę weszła piątka chłopaków, sekundę później porwali publiczność swoją muzyką.

***
Ostatnim zespołem mającym zaprezentować trzy swoje utwory miał być „Forever Crazy”. Była godzina 19: 30, miałam trochę dosyć tych tłumów więc udałam się do kuchni, gdzie dziewczynom praca paliła się w rękach.
-Cześć dziewczyny-uśmiechnęłam się.
-Cześć Sue-odparły chóralnie zerkając na mnie.
-Dajcie mi wody!-wparowały do kuchni Stef i Elly.
-Szklanki na blacie-odparła Hal.
Dziewczyny dopadły szklanek pełnych mineralnej wody i wypiły całą zawartość.
-Aż takie spragnione?-zaśmiałam się.
-Czy ty widziałaś ile jest tam ludzi?-spojrzała na mnie Stef.
-Widziałam, dlatego tu przyszłam- wyszczerzyłam zęby.
-Jo zrób naleśniki z chili-powiedziała Elly.
–Dwa razy-dodała Stef.
-Wiecie co? Pójdę na chwilę do przebieralni- powiedziała Elly wychodząc.
-Do przebieralni? Co z nią?-zapytałam.
-Za parę chwil wystąpi „Forever Crazy” no nie?-Stef usiadła obok mnie.
-No tak i co?
-A to, że Elly podkochuje się w Kol’ u, to wokalista i gitarzysta tego zespołu-wyjaśniła.
-Kocha się w nim?-zrobiłam wielkie oczy.
-Od dwóch lat-odparła. -Rzadko się widują, bo „Forever Crazy” często gra w Stanach, a Elly to boli. Dlatego się tak cieszyła, że przyjadą. Miała dziś przyjść w zastępstwie za nią nasza koleżanka, ale okazało się, że musi wyjechać do chorej siostry i nic z tego nie wyszło. Elly chciałaby być na widowni kiedy będą grać, a nie obsługiwać tych ludzi- westchnęła.
-Za ile zaczynają?-zapytałam.
-Za jakieś…dziesięć minut-powiedziała patrząc na zegarek na lewej ręce.
-Zastąpię ją-wstałam.
-Na serio?
-Tak, daj mi tylko strój-odparłam.
Wraz ze Stef dopadłam Elly, która stała przy drzwiach prowadzących na salę, obserwowała ja przez małą szybkę. Zabrałam ją do przebieralni.
-Naprawdę?-spojrzała na mnie.
-Tak, zakładaj ją-powiedziała blondynka dając jej do rąk czarno-białą sukienkę, sięgającą do kolan.
Chwilę potem Elly i ja byłyśmy gotowe. Dziewczyna miała na sobie sukienkę od Stef, która idealnie do niej pasowała. Elly miała pomalowane na czerwono usta i kreski na powiekach. Jej policzki były lekko zaróżowione, a włosy układały się w fale.
-Dobra zostały nam dwie minuty, chodźmy!-ruszyła Stef.
Chwile później donosiłam zamówienie klientom i zbierałam nowe.
-Przyjechali do nas prosto zza oceanu, za co szczerze jestem im wdzięczna- uśmiechnęło się Charlie. -Powitajcie brawami zespół „Forever crazy”!
Chwile późniejna scenę weszło czterech chłopaków, zauważyłam że Elly stoi dość blisko sceny.

***
Zdążyłam roznieść już kilka zamówień, miałam właśnie zamiar iść do kuchni gdy usłyszałam:
-Ta piosenka jest specjalnie dla pewnej dziewczyny-uśmiechnął się Kol.
Po upływie sekundy zaczął grać na gitarze spokojną nutę.
„Jesteś tuż obok lecz nie dostrzegam Cię
Chciałbym dotknąć Cię, ale znikasz
Chciałbym żebyś była częścią mojego życia,
Częścią mnie…ale wciąż znikasz.
Dlatego mam zamiar cię znaleźć
I już nie wypuścić, bądź przy mnie
Po prostu bądź! Po prostu bądź!
Tuż obok mnie ee ee e 2x”
W jednej chwili jakiś dwóch chłopaków podniosło Elly i wniosło na scenę, ludzie zaczęli gwizdać i klaskać. Kol odwrócił się z gitarą w stronę dziewczyny i śpiewał uśmiechając się do niej. Dziewczyna zarumieniła się i odwzajemniła uśmiech.
Gdy piosenka miała się już skończyć Kol podszedł do Elly i ją pocałował, ludzie zaczęli z powrotem gwizdać i bić brawa.
Byłam zaskoczona tą sytuacją, patrzyłam na moja przyjaciółkę, której spełniło się największe marzenie: pocałunek z chłopakiem, w którym jest zakochana. Patrzyłam na to z boku i szczerze mówiąc zrobiłam się trochę zazdrosna, kiedyś już się całowałam ale…był to pocałunek z Igorem, chłopakiem którego w tedy kochałam, a którego dziś nienawidzę. Chciałam poczuć na własnej skórze jak to jest kogoś kochać, jak to jest wiedzieć, że ta osoba też cię kocha.
**************************************************
Dzisiejszy rozdział poświęcony po części wątkom Elly i Kol' a, oraz Filipowi i Dagmarze. W swoim opowiadaniu chciałabym rozwijać kilka wątków miłosnych naraz. Dlatego już na przyszłość informuję Was, że od czasu będą pojawiać się rozdziały właśnie z takimi sytuacjami

PS. Nie martwcie się w następnym wydarzy się coś co zmieni bardzo dużo w życiu Zuzy

Strój kelnerek w "CJ Rock".


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Rozdział 24


-Cześć Zuza-przywitała mnie Julka.
-Cześć-odparłam zdejmując płaszcz.
-Co taka wystrojona?
-Byłam na małej imprezie u koleżanki-skłamałam szybko.
-Imprezie? U kogo?-dopytywała się.
-U…Klaudii.
-O której wyszłaś?-skrzyżowała ręce.
-Od kiedy masz prawo mnie przesłuchiwać?-wykonałam taki sam gest z rękoma co ona.
-Babcia wiedziała, że wyszłaś?-dopytywała się.
Nagle drzwi wejściowe się otworzyły i stanęła w nich nasza babcia.
-A wy jeszcze nie w łóżkach?-uśmiechnęła się.
-Babciu czy to prawda, że pozwoliłaś iść Zuzie na imprezie?-zapytała Julka.
-A miałam powód żeby jej nie pozwolić?
-Nie przejmuj się nią babciu, ma zły humor-odarłam.
-Julka?-babcia spojrzała na moją siostrę wymownym wzrokiem.
-Dlaczego ona może robić to co chce, a ja mam siedzieć w domu?!-wybuchła. -Też chcę urządzić imprezę, i też chce wychodzić na spotkania ze znajomymi!
-Uspokój się!-krzyknęłam.
Blondynka przestała wymachiwać rękoma jak dziecko i spiorunowała mnie wzrokiem.
-Julciu spójrz, że Zuzia jest od ciebie starsza i…
-Tylko o rok, to się nie liczy-burknęła.
-Dobrze niech ci będzie, ale zauważ, że umówiłam się z twoją siostrą, że ma wrócić do domu przed 20: 00-powiedziała spokojnym głosem babcia.
-I która niby jest godzina?-odparła Julka.
-Jest godzina…19:58-powiedziałam wyciągając z torebki telefon.
Mojej siostrzyczce najwyraźniej skończyły się argumenty, bo burknęła coś w stylu: „Jestem śpiąca, dobranoc” i wróciła na górę.
-Jak było na imprezie?-zapytała babcia zdejmując swój płaszcz.
-Nawet fajnie-odparłam.
-Działo się coś ciekawego?-uśmiechnęła się.
-W sumie to nic. Dobranoc babciu-odwzajemniłam uśmiech i pocałowałam ją w policzek.
-O, cześć Zuza-usłyszałam głos dziadka, który właśnie wszedł do domu.
-Dobranoc dziadku- uściskałam go i udałam się na górę.

***
-Cześć Zuza-przywitał mnie uśmiechem Rafał, gdy weszłam do przedziału naszej klasy w szatni.
-Cześć-odwzajemniłam uśmiech.
-Porozdajemy dziś razem ulotki?
-Umówiliśmy się na to tak?-zapytałam.
-Tak, umówiliśmy-znów ten uśmiech.
-Cześć wam!-usłyszałam entuzjastyczny głos mojej przyjaciółki.
-Cześć Mela-uśmiechnęłam się.
-Jak coś to wszyscy już wiedzą o imprezie, ale nic nie wygadają-powiedziała.
-Imprezie?-powiedziałam w tym samym momencie co chłopak.
-No tak, dziś przecież piątek, a coś się stało?-zdziwiła się.
-Yyy nic-odparłam lekko się rumieniąc.
-Właśnie nic takiego-odezwał się Rafał.
-Okay, to o której wszyscy mają do ciebie przyjść?-zapytała Mela.

***
Ustaliliśmy ze wszystkimi zaproszonymi, że Rafał i Filip przyprowadzą Dawida do mojego domu tak, że nie będzie o tym wiedział. Jak to zrobią oni sami mieli już wymyśleć. Okazało się, że kolejny już raz jesteśmy zwolnieni z informatyki, gdyż nasz nauczyciel zachorował. Razem z Melą jak najszybciej udałam się do mojego domu, by wszystko ogarnąć.
Moi dziadkowie postanowili na tę jedną noc pojechać do motelu, a potem rano wrócić. Julki w domu jeszcze nie było, więc szybko wzięłyśmy się za sprzątanie.
Po pół godzinie do drzwi mojego domu ktoś zapukał.
Mela poszła otworzyć i wprowadziła do salonu, Elizę i Weronikę-dziewczyny z naszej klasy, które zaprosiłyśmy na imprezę. Przyniosły jedzenie i wzięły się za robienie dekoracji.
Z czasem przychodziły coraz to kolejne osoby i pomagały w ozdabianiu salonu i przyrządzaniu przekąsek.
-A co tu się dzieję?!-usłyszałam w pewnej chwili.
Odwróciłam się i zobaczyłam moją zdezorientowaną siostrzyczkę.
-Nie przejmujcie się nią -uśmiechnęłam się do wszystkich i pociągnęłam dziewczynę na stronę.
-Możesz mi wyjaśnić co tu się dzieje?-zapytała gdy zamknęłyśmy się w łazience.
-Urządzamy imprezę- niespodziankę dla Dawida-odparłam.
-A co ze mną? Mam siedzieć w pokoju, kiedy wy wszyscy będziecie się bawić w najlepsze?-spiorunowała mnie wzrokiem.
-Nie możesz iść do Karoliny?
-Nie. Chcę być na tej imprezie-tupnęła nogą.
-Niech ci będzie ale mam pewne warunki-założyłam ręce na klatkę piersiową.
-Zamieniam się w słuch.
-Po pierwsze: pomożesz w robieniu przekąsek, po drugie: nie będziesz pić alkoholu.
-Ale…-spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
-Jedną puszkę piwa, tylko jedną- powiedziałam podkreślając „tylko”.
-Okay, coś jeszcze?
-Jeżeli spożyjesz więcej niż jedną puszkę i zrobisz coś głupiego nie pomogę ci w wyplątaniu się i sama będziesz się tłumaczyć rodzicom-odparłam stanowczo.
-Okay, to co mamy umowę?-uśmiechnęła się wyciągając do mnie dłoń.
-Żadnych wygłupów-powiedziałam.
-Okay-odparła.
-I nie będziesz flirtować z kilkoma facetami naraz.
-Dobrze niech ci będzie, to umowa?-spojrzała mi w oczy.
- I pamiętaj: to nie są twoje urodziny i nie staraj się być w centrum uwagi-uściskałam jej dłoń.
-No to mamy umowę-uśmiechnęła się.
***
Wszystko było prawie gotowe, Mela i Julka zmusiły mnie do ubrania jednej z sukienek mojej siostry, a potem mnie umalowały i uczesały. Stałam właśnie przed lustrem w moim pokoju i mierzyłam się wzrokiem. Na nogach miałam białe szpilki, moje włosy były pełne w lokach i opadały miękko na lewe ramię, gdyż moja przyjaciółka stwierdziła, że w takiej fryzurze jest mi bardzo do twarzy. W uszach miałam długie, błyszczące kolczyki przypominające jakieś szpikulce. Moje usta pomalowane były na czerwono, a na policzkach miałam trochę różu.
Udałam się na korytarz, gdzie w łazience zamknęła się moja przyjaciółka.
-Mela wyłaź!-krzyknęła Weronika pukając do drzwi.
-Nie ma mowy! Głupio się czuje w sukienkach, a w tej już na pewno!-słyszałyśmy jej głos.
-Nie marudź tylko wyłaź!-krzyknęłam.
-Nie!-usłyszałam.
-Przepraszam, może mogę jakoś pomóc?-usłyszałam nagle.
Odwróciłam się w tym czasie co Weronika i zobaczyłam, Lidkę ubraną w czarną sukienkę bez ramiączek i w złoty naszyjnik.
Rzuciłam się na nią ze śmiechem.
-Nie wiedziałam, że przyjeżdżasz-powiedziałam.
-Mela chciała utrzymać to w tajemnicy-uśmiechnęła się.
W tej samej chwili drzwi łazienki otworzyły się i stanęła w nich moja przyjaciółka, ubrana w białą, krótką sukienkę z jednym rękawem. Jej włosy związane były w koka, usta miały odcień czerwony, a na powiekach miała nałożony biały, błyszczący cień. W uszach miała białe, błyszczące różyczki, a na nogach białe szpilki.
-Wow- powiedziałam w tym samym czasie co Lidka i Werka.
-Czemu się tak na mnie patrzycie? Wyglądam okropnie!-wydęła policzki.
-Wyglądasz ślicznie-uśmiechnęła się Lidka ściskając ją.
-Gotowe?-usłyszałam głos mojej siostry za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam Julkę ubraną w różową sukienkę i czarne szpilki. Jej falowane włosy opadały miękko na ramiona, na powiekach miała czarne kreski, na policzkach róż a jej usta miały odcień ciemnoróżowy.
-Jak wyglądam?-uśmiechnęła się obracając.
-Całkiem nieźle-uśmiechnęłam się.
-Dzięki ty też-wyszczerzyła zęby.
-Zuza…mogę zadzwonić do Karoliny?-zapytała.
-Co? Najpierw…-zaczęłam ale zaraz Mela pociągnęła mnie za ramię.
-Przepraszam cię na chwilkę-uśmiechnęła się do mojej siostry i zamknęła się ze mną w łazience.
-Co ty wyprawiasz?-zapytałam oburzona.
-Nie zabraniaj jej zaproszenia tej Karoliny, przecież ona prawie nikogo tu nie zna-powiedziała tonem jakby zrobiła coś złego.
-Okay…masz rację. Ale jak się obie upiją to…
-To same będą musiały się z tego wyplątać-przerwała mi.
-Okay niech ci będzie-burknęłam.

***
-Idą?-odezwał się ktoś.
Staliśmy wszyscy w ciemnym salonie czekając na Rafała, Filipa i Dawida.
-Nie widzę ich-odezwała się Mela wyglądając przez okno.
Nagle przyszedł do mnie sms, odblokowałam telefon i kliknęłam w białą kopertę wyświetlającą się na ekranie.
-Za nie całe trzy minuty będziemy-przeczytałam na głos.
-Rafał ci to napisał?-zapytała Julka.
-Tak.
-Czekajcie, jakaś taksówka podjechała pod dom!-krzyknęła szeptem Mela.
-Wszyscy na miejsca!-dodałam.
Wszyscy wykonali moje polecenie i sekundę później razem z Melą i Lidką stałam na przeciwko drzwi, z tortem w rękach. Mela miała przy sobie zapalniczkę i miała odpalić świeczki gdy chłopaki wejdą do domu. Nagle drzwi się otworzyły i stanęły w nich trzy postacie, jedna z nich miała zawiązane oczy.
W jednej sekundzie Rafał zapalił świtało, a Filip odsłonił oczy Dawidowi, wszyscy zaczęli śpiewać sto lat, a Mela zapaliła świeczki na torcie.
Jubilat wytrzeszczył oczy, a potem wygiął usta w szerokim uśmiechu.
-Pomyśl życzenie za nim zdmuchniesz-uśmiechnęłam się.
Chłopak zdmuchnął świeczki i w pomieszczeniu rozległy się brawa i gwizdy.
-Kurcze, nie no nie spodziewałem się tego- zaśmiał się.- Dziękuje wszystkim, to moje najlepsze urodziny.
-Nie ma za co-odpowiedzieliśmy chóralnie.
W głośnikach rozległa się muzyka i wszyscy zaczęli tańczyć.
Razem z moją przyjaciółką udałam się do kuchni by pokroić dość duży tort, w kształcie piłki nożnej.

***
Zabawa trwa w najlepsze, zrobiło mi się trochę gorąco, więc udałam się do swojego pokoju. Otworzyłam okno i padłam na łóżko, po kilku chwilach usłyszałam jakieś głosy, które najpewniej dobiegały z balkonu Julki. Podeszłam bliżej.
-Nie wiedziałem, że przyjedziesz-usłyszałam głos Dawida.
-Mela mnie zaprosiła-rozpoznałam głos Lidki.
-Dobrze ci się żyje w Kanadzie?-zapytał.
-W miarę. Cały czas tęsknie za Polską, męczy mnie ciągłe gadanie w innym języku, oglądanie tych samych ulic, domów, twarzy. W Polsce jakoś mnie to nie męczyło a tam…tam jest inaczej-powiedziała.
-A co…z Nathan’ em?
-Nie jesteśmy razem od miesiąca-odparła.
-Dlaczego?
-Nakryłam go na całowaniu się z moją koleżanką-powiedziała obojętnym tonem.
-Przykro mi.
-Ale po zerwaniu, czuje się lepiej. Czuje się taka wolna, mogę oddychać pełna piersią, będąc z nim w związku czułam się jak ptak w klatce-dodała po chwili.
-Dużo myślałem o tamtym zdarzeniu…-zaczął Dawid.
-Jakim zdarzeniu?-zapytała.
-No wiesz…o naszym…pocałunku-powiedział niepewnie.
Oni się całowali?! Byłam w szoku. Przecież Lidka i Dawid zawsze byli dla siebie przyjaciółmi, nigdy nie sądziłam, że coś do siebie czują lub, że ze sobą byli!
-Dawid…ja przez pierwszy miesiąc tam, cały czas o tobie myślałam. Ale potem poznałam Nathan’ a i zapomniałam o tobie, a teraz gdy z nim nie jestem ja…już nie myślę o tobie jak o kimś kogo mogłabym kochać-odparła.- Znaczy kocham cię…ale jak brata, którym zawsze dla mnie będziesz.
-Kamień spadł mi z serca-powiedział. -Ty też zawsze będziesz dla mnie siostrą.
-Jest ktoś?-zapytała po chwili.
-Tak jest-odparł.- Nie uwierzysz…z resztą sam po części w to nie wierzę…ale kocham się w…
W jednej sekundzie drzwi do mojego pokoju się otworzyły i stanęła w nich Mela.
-Zuza chodź szybko, biją się!-krzyknęła spanikowana.
Natychmiast pognałam na dół, gdzie grupka zebrała się w kole.
-Przepuśćcie mnie!-krzyknęłam rozpychając się łokciami, ale nikt mnie nie słuchał.
-Przestańcie!-rozległ się głos w głośnikach uciszając całe zgromadzenie.
Odwróciłam się i zobaczyłam Klaudie z mikrofonem w ręku.
-No dobra dosyć tego!-krzyknęła Mela.
Zobaczyłam, że na ziemi leży Rafał i jakiś chłopak. Doznałam szoku gdy zobaczyłam jego twarz… Boże przecież to Adam! Nie wiem czy pamiętacie, ale jest to chłopak który uczestniczył w cholernym zakładzie Igora, o to czy zdoła rozkochać mnie w sobie w trzy tygodnie.
Natychmiast podeszłam do Rafała i podniosłam go z ziemi, natomiast Mela Adama.
-Co tu się dzieje do cholery!-krzyknęłam zła.
-Zuza…-usłyszałam cichy głos.
Podeszła do mnie zapłakana Weronika z bluzą jakiegoś chłopaka na ramionach.
-Co się stało?-zapytałam.
-Zrobiło mi się gorąco, więc wyszłam przed dom…a on mnie przewrócił i powiedział, że mnie zabije-rozpłakała się.- Rafał go popchnął i zabrał mnie do środka, ale on tu za nim wszedł…
-Ty skurwielu!-podszedł do Adama Dawid i zaczął nim potrząsać. -Skąd się tu wziąłeś do cholery!
-Ja go zaprosiłem-wystąpił do przodu Michał-kolega z naszej klasy.
-Nie wiedziałem, że będzie się tak zachowywać, przepraszam. Zrozumiem jak mnie wyprosicie.
-Nikt cię stąd nie wyprosi-powiedziałam. Podeszłam do Adama i spojrzałam mu w oczy.
-Czemu ją wystraszyłeś?
-O Jezu pożartować nie można?-odparł.
-To był głupi żart idioto!-krzyknął Dawid.
-Uspokój się!-zwróciłam się do przyjaciela. Nie powinieneś się tak zachowywać- znów spojrzałam na Adama.
-Tak, tak wiem. Mogę się zacząć bawić?-powiedział niewzruszony.
-Ty…-podszedł do niego Rafał.
-Spokój-odezwała się Mela.
-Ej, ja was znam!-krzyknął nagle Adam. -Ty jesteś Dawid, wskazał na bruneta, a ty Mela, o a ty jesteś Lidka!-zaśmiał się.
-Tak? A rozpoznajesz ją?-wskazał na mnie Dawid.
-Pierwszy raz widzę tę ślicznotkę-puścił mi oczko, a potem spojrzał na Dawida.
-Przypatrz się jej-brunet odwrócił jego głowę w moją stronę.
-Naprawdę jej nie poznaję-odparł Adam.
-Na serio? To może ci podpowiem, ta „ślicznotka” jak ją nazwałeś, jest dziewczyną, którą miał w sobie rozkochać Igor w trzy tygodnie-powiedziała Mela.
-Zuza? Ale przecież tamta była brzydsza! Była gruba, nosiła okulary i aparat. W prawdzie na imprezie u Marty prezentowała się całkiem nieźle…ale to nie może być ona!-zbulwersował się.
- Ach tak?-powiedziałam.
Wzięłam okulary Elizy, która stała obejmując Weronikę. Założyłam je a potem podniosłam moje włosy do góry, jakbym spinała je w kucyka.
-Teraz mnie poznajesz?-powiedziałam ze łzami w oczach. Patrząc na niego przypomniało mi się tamte zdarzenie.
-O kurwa…-wytrzeszczył oczy.
-Teraz ją poznajesz co?-powiedział Dawid.
-Kurde, jakbym wiedział, że się zmienisz w taka laskę, to bym nigdy nie zgodził się na udział w tamtym zakładzie-odparł mierząc mnie wzrokiem.
-Wynoś się-powiedziałam odwracając od niego wzrok.
-No t o wychodzisz…-Dawid wziął chłopak pod ramię, a Filip otworzył drzwi. Dawid wypchnął Adama na zewnątrz.
-I nie wracaj!-krzyknął trzaskając drzwiami.
Wszyscy patrzyli na niego w osłupieniu, a potem zaczęli bić brawa krzycząc: „No to mu pokazałeś”.
Spojrzałam na Rafała, którego usta były czerwone od krwi, a z rany na prawej ręce spływała krew.
-Chodź, opatrzę cię-wzięłam go za rękę i poprowadziłam do łazienki.

***
-Nic mi nie będzie-powiedział gdy usiadł na rogu dużej wanny.
-Jeżeli wda się zakażenie, będzie bolało - odparłam wyciągając wodę utlenioną z szafki i chusteczkę z pudełka.
Nalałam na nią trochę wody utlenionej i odwróciłam się do chłopaka.
-Będzie szczypać- powiedziałam klękając przy nim.
Kiwnął głową, a ja sekundę później czyściłam mu ranę.
-Skąd to skaleczenie na ręce?-zapytałam.
-Miał przy sobie scyzoryk-odparł.
-Boże…przecież on mógł…-zaczęłam.
-Cii-przyłożył mi palec do ust.- Nic mi nie jest oprócz tej rany.
Wywaliłam chusteczkę z krwią do kosza, i przyłożyłam mu drugą, zmoczoną w wodzie z kranu do ust.
-Widziałem twoje zdjęcia z gimnazjum… i moim zdaniem wcale nie byłaś brzydka. Jedyne co nie pasowało mi w twoim wyglądzie to te okulary, które nie pozwalały zobaczyć, jakie masz błękitne oczy-uśmiechnął się.
-Gdyby każdy miał takie samo zdanie co ty…gimnazjum nie byłoby moim najgorszym etapem w życiu-odpowiedziałam wstając.
-A teraz?
-Co teraz?-zdziwiłam się.
-A teraz jak się czujesz? Co sądzisz o naszym liceum, o swoich znajomych…o mnie?-wstał i spojrzał mi w oczy.
-Sądzę, że lata w liceum były, są i mam nadzieję, że będą najlepszym okresem w moim życiu-uśmiechnęłam się przyklejając mu plaster na ranę.
-A ja?-zapytał.
-A ty jesteś…rycerzem, który ratuje damy w potrzebie, jesteś honorowy i lojalny- uśmiechnęłam się. Ale przede wszystkim nie jesteś tacy jak inni.
-To znaczy?-zapytał po chwili.
-To znaczy, że nie jesteś zakłamany, nie patrzysz na to w co ktoś jest ubrany albo jak wygląda, patrzysz na to jaki jest człowiek-powiedziałam odwracając wzrok na szafkę.
-Naprawdę tak o mnie sądzisz?-wziął mnie za podbródek i odwrócił do siebie.
-Naprawdę-odparłam patrząc w jego niezwykłe tęczówki.
-Jesteś niesamowita-uśmiechnął się. Nasze twarzy były nie cały milimetr od siebie…ale zawsze musi znaleźć się to „gdyby”. W jednej sekundzie do łazienki weszła moja siostra i Mela, więc odsunęliśmy się od siebie w błyskawicznym tempie.
-Nic ci nie jest?-zapytała z przejęciem Julka podchodząc do Rafała.
-Nie, Zuza już opatrzyła mi rany- spojrzał na mnie z uśmiechem.
Uśmiechnęłam się spuszczając lekko głowę, by nie zobaczyli, że się rumienię.

Dziś trochę więcej obrazków gdyż chciałam przedstawić kreacje Zuzy, Julki i Meli. Mam nadzieję, że gify, obrazki jak i cały rozdział się Wam spodobają

PS. Przepraszam za długość ;__;
Wiem obiecałam poprawę, ale w przypływie weny po prostu pisze i pisze, nie patrze jak długi jest rozdział. Obiecuje poprawę, nie gniewajcie się proszę :c

Sukienka Zuzy


Sukienka Meli


Sukienka Julki
  • awatar Raz $ię żyje!: Rewelacyjny !!! *,* Mam nadzieję, że w końcu się pocałują -,- I Zuza miała na sobie śliczną sukienkę ♥
  • awatar triste pour toujours: Świetny :) Czy oni się kiedyś wreszcie pocałują?!
  • awatar 27 tattoos ♥: Jak można przeszkodzić w takim momencie?! No jak ?! No nic ja tu się będę uspokajać po tej scenie, a ty pisz szybko nowy najlepiej taki gdzie nikt im nie przeszkadza ^^ Czekam xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Rozdział 23

-Panie przodem-uśmiechnął się Filip otwierając przede mną drzwi do ogromnego domu.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się wchodząc do środka.
Odpięłam guziki płaszcza i powiesiłam go tam gdzie chłopak swój.
-Wow- usłyszałam po chwili.
-Co się stało?-odwróciłam się do niego.
-Wyglądasz…po prostu świetnie-powiedział mierząc mnie wzrokiem.
-Dzięki. Ty też nie najgorzej-uśmiechnęłam się.
-Gotowa na przedstawienie?-wyszeptał.
-Gotowa- odpowiedziałam szeptem.
Chłopak wziął mnie za rękę i poprowadził w głąb domu.
Po kilku minutach znaleźliśmy się w ogromnym pomieszczeniu, z beżowymi ścianami i powieszonymi obrazami krajobrazów.
Zauważyłam nakryty stół, a za chwilę z pomieszczenia obok odezwał się czyjś głos:
-Już jesteście?
Za chwilę w jadalni pojawiła się wysoka, szczupła kobieta, która swoje blond włosy spięła w koka. Ubrana była w niebieską garsonkę, spódnicę do kolan w tym samym kolorze i czarne obcasy. Miała niebieskie oczy, uśmiech na ustach i duże niebieskie kwiaty-kolczyki w uszach.
-Zuza poznaj moją mamę-uśmiechnął się Filip.
-A więc to ty jesteś Zuza? Miło mi cię w końcu poznać. -uścisnęła moją dłoń.
-Nareszcie się pojawiliście!-usłyszałam niski męski głos.
Po chwili naszym oczom ukazał się wysoki, barczysty mężczyzna z dwudniowym zarostem na twarzy, krótko ściętymi brązowymi włosami i ciemnymi oczami. Ubrany był w szary garnitur i spodnie w tym samym kolorze.
-Dobry wieczór-powiedziałam niepewnie.
-Miło mi cię poznać-uśmiechnął się wyciągając do mnie dłoń.
-Mi pana również-uśmiechnęłam się.
-A gdzie Tomek i Kuba?-zwrócił się do kobiety mężczyzna.
-Zaraz powinni zejść-odparła wracając do pomieszczenia obok.
-W takim razie zapraszam do stołu-uśmiechnął się mężczyzna.
Filip poprowadził mnie do nakrytego, dużego stołu i odsunął krzesło bym mogła usiąść.
Nagle do jadalni wpadło dwóch chłopaków.
-Przepraszamy za spóźnienie!-odezwał się pierwszy.
-Nie drzyj się tak! Chyba nas widzą nie?-powiedział drugi.
-Bardzo za niego przepraszam-zwrócił się do mnie drugi.
-Nic się nie stało-uśmiechnęłam się wstając.
-Jestem Jakub-wyciągnął do mnie dłoń.- Ale możesz mi mówić po prostu Kuba-pocałował mnie w rękę.
-Jestem Zuza-uśmiechnęłam się .
-Dobra już nie udawaj takiego dżentelmena-zaśmiał się ten pierwszy.
-Jestem Tomek-uścisnął moją rękę.
-Miło mi-odparłam.

*W tym samym czasie*

*Julka
Siedziałam przed komputerem przeglądając facebook’ a gdy zadzwoniła do mnie Karolina.
-Halo?-odezwałam się pierwsza.
-Cześć. Słuchaj musze powiedzieć ci coś mega ważnego!-usłyszałam jej entuzjastyczny głos.
-Co takiego?-zdziwiłam się.
-Nie przez telefon. Może się spotkamy?
-A nie lepiej by było gdybyś do mnie przyjechała?-zapytałam.
-A twoi dziadkowie ci pozwolą?
-Nie muszę ich pytać, wpadaj-odparłam.
-Okay, będę za 15 minut-rozłączyła się.
Odłożyłam telefon na biurko i zaczęłam sprzątać, niby nie miałam wielkiego bałaganu w pokoju ale nie chciałam żeby moja przyjaciółka go oglądała.
Po paru minutach pokój był czysty, zeszłam na dół i przygotowałam dwa kubki gorącej czekolady z bitą śmietaną i cynamonem. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
Tak jak sądziłam stała za nimi Karolina.
-Hej-uśmiechnęła się.
-Cześć-przywitałam ją buziakiem w policzek.
-Masz ochotę na gorącą czekoladę z bita śmietaną i cynamonem?
-Jasne-odparła zdejmując buty.- A gdzie twoi dziadkowie?
-Wyszli na spacer.- To co, idziemy na górę?-zapytałam.
-Jasne, chodźmy-uśmiechnęła się.

***
-To co takiego ważnego chciałaś mi powiedzieć?-zapytałam gdy rozsiadłam się w swoim fotelu.
-Pamiętasz jak mi mówiłaś o tym, że twoja siostrzyczka chodzi do jakiegoś lokalu?-zapytała.
-Tak i co z związku z tym?
-A to, że słyszałam od Nikoli, że podobno Rafał też tam był…i szuka dziewczyny o pięknym głosie-uśmiechnęła się.
-O boże…
- Co się stało?!-spanikowała.
-Posłuchaj tego-podeszłam do komputera i puściłam jej nagranie, na którym słuchać śpiewającą Zuzę.
-Oh-My-Got! To śpiewa twoja siostra? Serio ona?-wytrzeszczyła oczy.
-Tak, może to jej Rafał szuka?-zapytałam z obawą.
-Jeżeli tak…to możesz go sobie odpuścić.
-Że co proszę? Sądzisz, że dam sobie z nim spokój? Znajdź mi takiego drugiego chłopaka! On jest jedyny w swoim rodzaju rozumiesz? Nie zrezygnuję z niego tak łatwo- odparłam umieszczając ręce na klatce piersiowej.
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Razem z Karoliną zeszłam na dół, a gdy je otworzyłam…zobaczyłam Rafała.
-O, cześć-uśmiechnęłam się.
-Cześć, przeszkadzam?
-Nie, no co ty. Wejdziesz?-zapytałam.
-Właściwie to przyszedłem dać ci to-powiedział podając mi jakiś papier.
-Co to?-zdziwiłam się.
-Ulotka. W „CJ Rock” odbędzie się pokaz talentów i koncerty, wszystko masz tam napisane- uśmiechnął się.
-Dzięki, na pewno wpadnę.
-Super, no nic musze już lecieć. Trzymaj się!-odwrócił się i ruszył przed siebie.
Zamknęłam drzwi i zaczęłam czytać treści ulotki, potem spojrzałam z uśmiechem na Karolinę.
-Masz jakiś plan prawda?-zapytała.
-Mam, i to jaki-uśmiechnęłam się jeszcze szerzej zagryzając język.

***

*Zuza
-Dziękuję za kolację- uśmiechnęłam się do rodziny Filipa.
-To mu dziękujemy, że zgodziłaś się przyjść-uśmiechnęła się mama blondyna.
-Mam nadzieję, że jeszcze nas odwiedzisz-odezwał się Kuba.
-Ja też mam taką nadzieję-uśmiechnęłam się.
-No nic to ja ją odprowadzę i zaraz wracam-powiedział Filip otwierając drzwi.
-Jeszcze raz dziękuję za kolację i do zobaczenia- powiedziałam i wyszłam.
-I co?-odezwał się.
-O co ci chodzi?-zdziwiłam się.
-Moja rodzina jest bardzo straszna?
-Są bardzo mili, jesteś bardzo podobny do swojej mamy. Masz takie same niebieskie oczy jak ona-uśmiechnęłam się.
-Tak, mama zawsze się cieszyła, że chociaż jedno dziecko jest do niej podobne-zaśmiał się.
-A właśnie!-nagle krzyknął.
-Co się stało?-zapytałam przerażona.
-To dla ciebie-wyciągnął w moja stronę bukiet różowych róż.
-Głupek. Myślałam, że coś się stało-dałam mu kuksańca w bok.
-Czyli ich nie chcesz? Dobra mogę je oddać…
-Nie! Są śliczne, dziękuję-uśmiechnęłam się od niego je biorąc.
Po chwili przyjechała taksówka .

***
-Bardzo ci dziękuję za to, że zgodziłaś się udawać moja dziewczynę-powiedział.
-Mamy układ. Stawiasz mi obiad przez tydzień i umówisz się z Dagmara-uśmiechnęłam się.
-Tak wiem, nie musisz mi przypominać-przewrócił oczami.
-Powinieneś się cieszyć. Na pewno się z tobą umówi-uśmiechnęłam się i go uściskałam.
-Ja też mam taką nadzieję-odparł.

Bracia Filipa.
Od lewej Jakub i Tomek.


  • awatar Raz $ię żyje!: @triste pour toujours: No właśnie :O Oby nie... Naprawdę mam już dosyć Julki -,- Rodział jak zwykle świetny *,*
  • awatar triste pour toujours: Świetny. Ja już chce kolejny :) Róże :3 Jejku co ta Julka chce zrobić? Mam nadzieje ,że nie będzie udawać ,że to ona śpiewa.
  • awatar Ask for continued ;3: *.* brak słów taki dobry rozdział.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Rozdział 22


Po zajściu w salonie zamknęłam się w swoim pokoju. Weszłam na facebook’ a i napisałam o całym zajściu Meli.
Miałam dosyć mojej siostry. Rafał pocałowałby mnie gdyby nie ona! Przeżyłabym swój pierwszy pocałunek z chłopakiem, którego kocham…a ta zołza to wszystko zniszczyła! Nienawidzę jej!
-Zuza!-usłyszałam głos taty.
Pożegnałam się z przyjaciółką i udałam się w stronę skąd dochodził jego głos.
-Co się stało?-zapytałam wchodząc do salonu gdzie zastałam moich rodziców siedzących na sofie.
-Jutro o 6: 00 rano mamy samolot-powiedziała mama.
-Już jutro?-zdziwiłam się.
-Im wcześniej wyjedziemy, tym wcześniej wrócimy-uśmiechnął się tata.
-Julka!-krzyknęła nagle mama.
Po chwili obok mnie siedziała znienawidzona przeze mnie siostra.
-Musimy ci coś powiedzieć…-zaczął tata.
-Wyjeżdżamy do Dublina-dokończyła mama.
-Jedziemy do Dublina?-Julka zrobiła wielkie oczy.
-My jedziemy, ty i Zuza zostajecie-odparł tata.
-Ale jak to?!-wybuchła dziewczyna.
-Mój szef wysyła mnie tam w interesach, a że dostałem dwa bilety zabieram tam mamę-powiedział.
-Kochanie to tylko kilka dni, dacie sobie radę-uśmiechnęła się mama.-Poza tym babcia wpadnie do was i zobaczy jak sobie radzicie.
-Niech wam będzie-burknęła Julka.
-A i pozwoliłem Zuzie urządzić imprezę w domu…kiedy ma ona być?-spojrzał na mnie.
-W piątek-odparłam.
-Że co?! W takim razie ja też chce urządzić imprezę!-odezwała się widocznie zbulwersowana Julka.
Tata spojrzał na mamę.
-Zuza…chodź porozmawiamy na górze-wstała i złapała mnie za rękę.
Bez sprzeciwów udałam się za mamą.

*W tym samym czasie*

*Julka
-Czemu ich wyprosiłeś?-zapytałam.
-Musimy porozmawiać w cztery oczy.-odparł mój ojciec.
-Dlaczego nie mogę urządzić własnej imprezy?-zapytałam.
-Julka posłuchaj-zaczął wzdychając.-Pozwalając na imprezę Zuzy miałem pewność, że nie dopuści do całkowitego zniszczenia sprzętów w domu.
-Niby dlaczego?
-Dlatego, że twoja siostra wielokrotnie mi udowodniła, że potrafi być odpowiedzialna.- odparł.
-Niby jak?-zapytałam.
-Pamiętasz jak w wieku zaledwie siedmiu lat przyprowadziła do domu szczeniaka rasy York z chorą łapą?
-Pamiętam.
-Gdy nikt nie odpowiedział na nasze ogłoszenie postanowiliśmy zachować go w rodzinie.-powiedział.-Zuza każdego dnia pamiętała by go karmić, bawić się i sprzątać gdy ewentualnie gdzieś nabrudził. I nawet gdy z czasem miała coraz to więcej zajęć, zawsze znajdywała czas dla Peik’ a, i tym właśnie sposobem pokazała, że potrafi być odpowiedzialna.
-Miała siedem lat to się nie liczy-burknęłam.
-No dobrze, pójdźmy dalej. W wieku dwunastu lat twoja siostra zbiła wazę, jaką dostałem z twoją mamą, na pierwszą rocznicę ślubu. Znalazła jakiś stary klej i starała się ją z kleić ale gdy się jej to nie udało, przyszła prosto do nas przyznając się do winy-powiedział.-W wieku czternastu lat wzięła bez pytania pierścionek mamy i zgubiła go gdzieś w domu. Wtedy również się przyznała.- Obiecała wrócić przed jedenastą do domu? Zrobiła to.-Twoja siostra jest naprawdę odpowiedzialną osobą Julka, i wiele razy gdy to ty coś zniszczyłaś ona brała winę na siebie i przekonywała mnie i twoją mamę, że to ona a nie ty, choć tak naprawdę znałem prawdę.
-Do czego zmierzasz?
-Zmierzam do tego, że ty jeszcze za mało razy udowodniłaś mi, że potrafisz być odpowiedzialna- wytłumaczył.
-Boisz mi się zaufać?-zapytałam lekko zawiedziona.
-Nie to nie tak. Julka dopiero poszłaś do liceum, zawsze byłaś radosna, dziecięca, energiczna. Zuza z kolei często łączyła w sobie odpowiedzialność z radością. Udowodnij mi, że mogę ci zaufać, a będę to robił przez cały czas-powiedział.
-Dobrze, udowodnię ci, ze możesz mi zaufać-powiedziałam.
-Nie traktuj tego jak wyzwanie.
-Nie traktuję, postaram się nie zrobić niczego co mogłoby cię zasmuć-odparłam.
-Cieszę się-uśmiechnął się podchodząc i całując mnie w czoło.

*Zuza
Mama wytłumaczyła mi, że zaciągnęła mnie na górę tylko po to by tata i Julka mogli porozmawiać. Rozumiałam to. Rodzice zawsze starali się być dla nas sprawiedliwi, po to by żadna z nas nie czuła się tą gorszą. Wiem jakie jest to trudne…w szczególności z moją siostrą. Ona zawsze starała się być tą lepszą, tą na którą trzeba zwracać uwagę, bo tylko ona na to zasługuje. Ja i ona to przeciwieństwa, mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają ale z nami tak nie jest, jesteśmy inne i to nas od siebie oddala.

*Następnego dnia*
Gdy rano weszłam do kuchni zastałam moją siostrzyczkę stojąca przy patelni, próbując zrobić jajecznicę.
-Kurwa!-krzyknęła w pewnym momencie, a dopiero potem mnie zauważyła.
-Cześć Zuza-uśmiechnęła się promiennie.
-Cześć-odparłam próbując dostać się do lodówki.
-Przecież się z tobą podzielę. Nie zjem tyle jajecznicy.-zachichotała.
-Yyy…dzięki. Pomóc?
-Niee, spokojnie zaraz będzie gotowe.- odparła nie odwracając wzroku od patelni.
Po chwili na stole pojawił się karton soku owocowego, dwa talerze pełne jajecznicy i dwie puste szklanki.
-Smacznego.-uśmiechnęła się do mnie Julka i sięgnęła po widelec.
-Nawzajem.-odparłam z uśmiechem zaczynając jeść.

***
-Cześć Zuza-uśmiechnął się do mnie Filip.
-Cześć-odwzajemniłam uśmiech.
-Odrobiłaś zadanie z WOS’ u?
-Tak-odparłam obojętnie.
Starałam się zachowywać normalnie ale stres zżerał mnie od środka. Bałam się kolacji z rodzicami blondyna.
-Denerwujesz się?-nagle usłyszałam.
-Dlaczego tak sądzisz?-spojrzałam mu w oczy.
Spojrzał na moją lewą rękę, która była zaciśnięta w pięść.
-To taki odruch.-odparłam obojętnie chowając rękę do kieszeni.
-Mnie nie oszukasz.-szepnął mi do ucha.
-Odruch.-odparłam.
-Jak uważasz.

***
Przemierzając korytarz zobaczyłam samotnie siedzącego Rafała, pomyślałam, że to dobra okazja żeby z nim pogadać, więc się do niego przysiadłam.
-Cześć-uśmiechnęłam się.
-Cześć-odpowiedział z uśmiechem.
-Nie chce się wtrącać, ale dlaczego cały czas jesteś taki…zamyślony?
-Więc tak-westchnął. – pewnego dnia kiedy wracałem z pracy ojca była taka śnieżyca, że musiałem się gdzieś schować. Wszedłem do pierwszego lepszego lokalu, właśnie do „CJ Rock”, wchodząc tam usłyszałem piękny dziewczęcy głos. Był piękny mocny a zarazem delikatny- uśmiechnął się.
Moje serce przyśpieszyło. On…on mówił o mnie. On mówił o mnie! Wprost nie mogę w to uwierzyć!
-Chciałbyś znaleźć ta dziewczynę?-zapytałam.
-Bardzo. Nie mogę zapomnieć o tym głosie, czasem mam wrażenie, że słyszę ją gdzieś blisko...ale nie wiem kim jest, dlatego tak bardzo chcę ją odnaleźć-uśmiechnął się.
-Wiesz co zrobisz?-zapytałam.
-Pójdę do „CJ Rock’ i znów o nią zapytam. Pracuje tam dziewczyna o imieniu Stef, może w jakiś sposób wyciągnę od niej kim jest dziewczyna, którą słyszałem, albo naprowadzi mnie na jej trop.
-N-naprawdę tak bardzo chcesz ją odnaleźć?-spojrzałam mu w oczy.
-Tak. Jestem gotów na wszystko-uśmiechnął się.

***
Dużo myślałam o tym co rano powiedział mi Rafał. Naprawdę mu zależy. A kiedy pomyśle, że to ja jestem dziewczyną której szuka…od razu chce mi się żyć! Tak jakby po deszczu pojawiła się tęcza i wyjrzało słońce, znów mam nadzieję na lepsze jutro.
Wyszłam spod prysznica i owinęłam się ręcznikiem, potem wycisnęłam do umywalki wodę z włosów i zaczęłam je rozczesywać.
Gdy moja twarz była już umalowana a włosy całe w lokach wróciłam do pokoju. Od razu otworzyłam szafę i zaczęłam przeglądać rzeczy jakie się tam znajdowały, większość szafy zajmowały luźne swetry, T-shirt’ y, i kilka topów, i oczywiście sukienki, których połowa była na mnie za mała a druga niewygodna. Po długich poszukiwaniach znalazłam elegancką czarną sukienkę, którą mam kupiła mi rok temu, a której ani razu nie założyłam.
Gdy przejrzałam się w dużym lustrze, w który mogłam widzieć całą siebie zobaczyłam wyższą (za pomocą czarnych szpilek) o parę centymetrów brunetkę, o czerwonych ustach i podkreślonych oczach, ubraną w czarną elegancką sukienkę. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i wzięłam złotą torebkę leżącą na łóżku. Nagle zadzwonił mój telefon, więc wyjęłam go z torebki i odebrałam.
-Halo?-odezwałam się pierwsza.
-Cześć Zuza-usłyszałam głos Filipa.
-Cześć, gdzie jesteś?
-Czekam pod twoim domem.
-Dobrze, zaraz zejdę-odpowiedziałam.
-Dobra, widzimy się za chwilę-rozłączył się.
Z powrotem włożyłam telefon do torebki i zeszłam na dół.
-No proszę, kogo to moje oczy widzą-odezwała się babcia.
-O, cześć babciu-uśmiechnęłam się i ją uścisnęłam.
-Kiedy weszliście do domu?-zdziwiłam się.- A gdzie dziadek?
-Julka nas wpuściła, gdy byłaś w łazience-uśmiechnęła się.- Dziadek i Julka pojechali po zakupy.
-Rozumiem. No nic ja już będę lecieć…
-Dokąd?- zapytała.
-Idę na imprezę do koleżanki-szybko skłamałam.
-Czy…
-Rodzice o tym wiedzą. Wiem, że to ty teraz decydujesz ale babciu proszę…obiecałam, że będę-spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem.
-No niech ci będzie-westchnęła babcia.
-Dziękuję, jesteś kochana- ucałowałam ją w policzek.
-Ty też. A teraz leć bo się spóźnisz-uśmiechnęła się.
-Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia!-porwałam swój czarny płaszcz i wybiegłam z domu.
-Cze…-zaczął Filip.
-Nie teraz-pociągnęłam go za rękę.
-Ale co się stało?-zapytał zdezorientowany.
-Istnieje ryzyko, że moja babcia właśnie wygląda przez okno, zobaczy nas i mi się dostanie-odparłam.
-Niby dlaczego?
-Bo powiedziałam jej, że idę na imprezę-powiedziałam lekko zawstydzona.
-Zuza poczekaj-zatrzymał mnie. -Nie będziemy przecież iść na piechotę do mojego domu. Zamówiłem taksówkę, za chwile powinna tu być…
W tym samym momencie zauważyliśmy nadjeżdżającą taksówkę, Filip zaczął machać do kierowcy, i po chwili samochód się zatrzymał.
-Panie przodem-uśmiechnął się i otworzył mi drzwi.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się i wsiadłam do samochodu.

***
-Denerwujesz się?-zapytał Filip, gdy zbliżaliśmy się do jego domu.
-Tak. Nawet bardzo. A co jeżeli powiem coś nie tak? Co jeżeli coś sknocę i zabronią się nam spotykać a co dopiero przyjaźnić? A co jeśli…
-Cii-złapał mnie za podbródek.
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Moi rodzice nie są aż tacy źli, starsi bracia lubią robić kawały, a młodszy brat mojej mamy, ma córkę, z którą na pewno się dogadasz-uśmiechnął się.
-A co jeśli nie?-zapytałam z obawą.
- Nie ma takiej opcji. Wszystko będzie dobrze.
-A co jeżeli będą chcieli żebyśmy…się pocałowali?
-Nigdy by im coś takiego przez głowę nie przeszło, no chyba, że moim braciom ale ich się nie bój-zaśmiał się.
Uspokoiłam się trochę. Przecież nie będzie tak źle prawda? Normalna rodzina mieszkająca w jednej z dzielnic Warszawy.
Gdy dojechaliśmy pod jego dom…oniemiałam. On był ogromny! Boże, przecież to bogaci ludzie i na pewno mają etykietę w domu. Kurde, a jak coś powiem nie tak? Albo na stole będzie pięć różnych widelców a ja wezmę ten zły? W tamtej chwili chciałam wysiąść z samochodu i uciec jak najdalej. Ale zawarłam z Filipem układ, nie mogę teraz zrezygnować. Dyskretnie wyjęłam lusterko z torebki i sprawdziłam czy aby na pewno się nie rozmazałam. Gdy okazało się, że tak nie jest schowałam lusterko i wyjęłam małą buteleczkę perfum, psiknęłam się nimi i znów włożyłam do torebki.
Dobra tylko spokojnie, za kilka chwil wysiądziesz z tego samochodu i będziesz kimś innym, będziesz dziewczyną Filipa. Dziewczyną z klasą, która jest towarzyska i zabawowa. Jego rodzina na pewno cię zaakceptuje, na pewno…a przynajmniej mam taką nadzieję.

Sukienka Zuzy.

Dom Filipa.

  • awatar triste pour toujours: cuudny :) Świetnie piszesz ,a sukienka jest śliczna *-*
  • awatar Gość: Świetny rozdział : 33 Jestem ciekawa , co wydarzy sie na tej kolacji ; ))
  • awatar _ll_ii_vv_: cuudne ;*** hej! świetny blog! napisałam imagina. czyli opowiadanie o 1D. Są to moi idole. Dlatego napisałam o nich. Byłabym bardzo wdzięczna, jeśli znalazłabyś chwilę i to skomentowała. Z góry dziękuję i pozdrawiam. za spam - przepraszam.... jeśli będziesz chciała, mogę skomentować ci trochę wpisów, ale wtedy napisz mi na priv ;) są też inne opowiadanie, niezwiązane z 1D :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Nominacja do Liebster Blog Award, jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań.
Nominowała mnie: http://fiufiufiuxd.pinger.pl/
Moje pytania:
1.Jak Ci na drugie imię?
2.Rodzeństwo?
3.Komedia czy Horror? (film)
4.Książka czy Film?
5.Przyjaciel czy Przyjaciółka?
6.Czy masz wroga?
7.Hobby?
8.W wakacje wolisz: Jechać pod namioty, czy zostać w domu?
9.Najfajniejszy sen?
10.Dom na obrzeżach miasta, czy mieszkanie w centrum?
11.Jako super moc wolałabyś: latać czy potrafić stać się niewidzialna?
Nominuję:
1. http://wiecznasamotnosc.pinger.pl/
2. http://gabaa29.pinger.pl/
3. http://ogienilod.pinger.pl/
4. http://misssali1505.pinger.pl/
5. http://onedirection6969.pinger.pl/
6. http://justbelievee.pinger.pl/
7. http://malinka4201.pinger.pl/
8. http://deva99.pinger.pl/
9. http://lovelyxd.pinger.pl/
10. http://ksiezniczka27.pinger.pl/
11. http://andzia_97.pinger.pl/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›